Do redakcji TEMI ktoś wzburzony napisał: „Kilka dni temu w naszej miejscowości miało miejsce awaryjne lądowanie awionetki. Samolot uszkodzony, pilot żyje. Wczoraj pilot wraz z policją i specjalistami od katastrof lotniczych z Warszawy przybył na miejsce, by usunąć wrak z łąki, na której się znajdował i tutaj zaczyna się „atrakcja” – jak Polacy potraktowali cudzoziemca, jak potrafią czerpać zyski z ludzkiej tragedii (…). Jestem mieszkańcem tej wsi i z tego powodu aż mnie szlag trafia, innych mieszkańców też…”.
Woźniczna to dość duża wieś w gminie Pleśna, częściowo położona na zboczach wzniesień. Czyste powietrze, zewsząd piękne widoki na Pogórze. Kilkanaście dni temu lecący awionetką, 64‑letni Szwajcar na wysokości ok. 1000 metrów – wskutek awarii silnika – podjął decyzję o awaryjnym lądowaniu. Wylądował w pobliżu Woźnicznej, w wysokich trawach na łące. Pilot, który w maszynie był sam, wyszedł z opresji prawie bez szwanku, samolot był nieznacznie uszkodzony. Szwajcar wraz z grupą innych pilotów miał dolecieć w szyku z Austrii na Krym z międzylądowaniem w Rzeszowie‑Jasionce.
– Byłem tam już po wszystkim, kiedy samolot leżał wryty w trawy – opowiada Alojzy Iwaniec, mieszkaniec Woźnicznej. – Akcja była na całego, chyba siedem wozów strażackich przyjechało, choć samolot się nie palił. Słyszałem, że ktoś, kto dzwonił na ratunek, był zdenerwowany, pewnie w Tarnowie mieli wątpliwości, czy chodzi o duży, czy mały samolot. Nad Woźniczną przebiega droga lotnicza, więc mogli brać pod uwagę różne sytuacje.
Kiedy rozmawiamy, co chwilę słychać w powietrzu nadlatujące odrzutowce. Poruszają się ważnym lotniczym szlakiem. Kierunek: zachodnia Europa – Azja. Czasem od południowego wschodu przeleci tędy samolot do Balic.
– Przecież mówiłam im, że spadł mały samolot – zapewnia Janina Słowik, miła starsza pani, która tamtego dnia telefonowała na pogotowie. Pamięta, jak do domu wpadł jej syn Jacek, który widział lądującą awionetkę, i rzucił prędko: Samolot na łące, coś się stało. Dzwoń, mamo, po karetkę…
Znikający samolot
Ci, którzy byli świadkami tej sytuacji, tak relacjonują zdarzenie:
– Samolot nadleciał znad lasu, nie było go słychać, w pewnej chwili pilot położył maszynę na prawą stronę i zaczął się zniżać. Później zniknął nam z oczu i po chwili usłyszeliśmy głuchy huk. Dymu nie było.
Ludzie są pełni podziwu dla pilota.
– U nas trudno o kawałek równinnego terenu, są też linie energetyczne wysokiego napięcia. Wylądował perfekcyjnie. Wydostał się z kabiny o własnych siłach, jakby nigdy nic. Spokojny, opanowany. Bardzo sympatyczny gość. Jedna z naszych mieszkanek, która kilka lat była w Anglii, rozmawiała z nim po angielsku. Pokazaliśmy mu na mapie, gdzie teraz się znajduje. Powiedział nam, że jest doświadczonym pilotem, latał na różnych samolotach. Zabrali go do szpitala na badania, chociaż wzbraniał się przed tym. Zapewniał, że czuje się dobrze, że jest wszystko w porządku.
Szwajcar pojechał do szpitala w Tarnowie, samolocik pozostał na łące. Póki nie przyjechała ze stolicy państwowa komisja badająca wypadki lotnicze, awionetki pilnowali policjanci.
Następnego dnia do Woźnicznej dotarła Warszawa, dokonała oględzin, sporządziła dokumentację, spisała protokół powypadkowy i można już było zabrać awionetkę z łąki. Wieś teraz emocjonuje się faktami, które nastąpiły od tej chwili.
– Szwajcar nie miał co zrobić z uszkodzonym samolotem, więc skorzystał z pomocy miejscowych – opowiadają we wsi. – Tylko że trudno to nazwać pomocą. Pan, który przyjął samolot na swoje podwórze, wziął od Szwajcara 300 euro. Później, gdy już maszynę przeciągnięto na jego posesję, chyba doszedł do wniosku, że może być to za mało. Prosił kogoś z ludzi, by po angielsku poinformowali pilota, że 300 euro to tylko zaliczka. Co miał zrobić Szwajcar? Przyjął to do wiadomości, przecież nie będzie szukał po wsi tańszego podwórka. Wielu ludzi, którzy tam się zjawili, było tym zażenowanych. Ci panowie z komisji z Warszawy też. Co oni o nas sobie pomyślą? W dodatku pan sołtys, który przyjechał swoim ciągnikiem na łąkę i odholował samolot, zarobił 100 euro. Nie chodzi o to, żeby ci ludzie pomagali całkiem za darmo, ale aż takie pieniądze?
Ci, którzy opowiadają o tym, nie chcą, by ich nazwiska znalazły się w prasie.
– Nie wie pan, jak to jest na wsi? Jak się komuś porządnie narazisz, to do końca świata. Na amen.
Po co ta wrzawa?
Uszkodzona awionetka to czeski evektor EV‑97, zarejestrowany w Niemczech. Stoi na prywatnym podwórku, na końcu wsi, blisko miejsca, w którym doszło do wypadku. Uszkodzony przód i czubki skrzydeł, popsuta kabina przykryta płachtą. Właściciela posesji nie ma.
W rozmowie telefonicznej wyraża zaskoczenie zamieszaniem wokół pieniędzy.
– Ja pilnuję tego samolotu, jestem za niego odpowiedzialny. W dzień i w noc. Nie musi robić tego policja. Nawet na weekend nigdzie nie mogę się ruszyć poza dom, gdyż wziąłem na siebie takie zobowiązanie. A różnych ciekawskich nie brakuje, więc trzeba samolot chronić przed nimi. Dlatego należy mi się zapłata.
Pytany o to, czy 300 euro jest tylko zaliczką i co sądzi o niektórych opiniach na temat wysokości zapłaty, odpowiada: – Nie chcę tego wszystkiego komentować. Dziękuję, do widzenia.
Ale nie wszyscy są przeciwko niemu. Ma też obrońców. Mężczyzna, który idzie drogą w kierunku Radlnej, mówi, że nie rozumie tej wrzawy.
– Czepiają się chłopów i tyle. Czy oni te pieniądze ukradli Szwajcarowi? Zgodził się przecież na ich warunki, to po co mają się teraz tłumaczyć. Trzysta euro to kupa forsy dla nas, biedaków, a nie dla tego pilota. Myśli pan, że w swoim kraju za trzymanie samolotu na prywatnej działce mniej by zapłacił? Niech dadzą im spokój, bo nic złego nie zrobili. A może ktoś zazdrości, że pieniądze spadły im z nieba?
W związku z tą sprawą dużo się mówi o sołtysie Ryszardzie Sutkowskim, gdyż to w końcu osoba publiczna.
– Słyszałem wczoraj, że Rysiek, znaczy sołtys, za swoją usługę wziął 100 euro. To ponad 400 złotych! Za co? Aż tak zmęczył się tą robotą? Nie chciało mi się wierzyć. Rysiek to pobożny chłop, do kościoła lata i żeby brać tyle forsy, gdy człowieka spotkał wypadek? Przecież ten pilot ledwie uszedł z życiem. Mógł się rozbić na liniach energetycznych albo na górkach, których mamy tu pełno – dopowiada inny mieszkaniec.
Sołtys Sutkowski dzisiaj jest zakłopotany. Opowiada, jak było.
– Kiedy ta awionetka siadła na łące, dostałem telefon od człowieka, właściciela podwórka, na którym miał stanąć samolot, żebym przyjechał ciągnikiem. Zdziwiłem się trochę, że dzwoni po mnie, jakby innych traktorzystów w Woźnicznej nie było. Ale pojechałem. Zapytałem tylko, czy łańcuch pięciometrowy wystarczy.
Wyjście honorowe
Sutkowski zabrał, co trzeba, i ruszył ursusem „sześćdziesiątką” w kierunku łąk. Sam mówi, że roboty z samolotem wiele nie było. Awionetka jest lekka, zrobiona z kompozytów, waży 350 kilo, prawie dwa razy mniej niż kiedyś mały fiat. Nawet silniejszym samochodem wyposażonym w hak holowniczy dałoby się przeciągnąć samolot na podwórko. Ale – przyznaje – 100 ero wziął, choć ich nie żądał.
– Najpierw pan z komisji z Warszawy zapytał mnie, na ile wycenię swoją pracę. Odpowiedziałem, że póki robota nie jest wykonana, o pieniądzach nie ma co mówić. Potem, gdy już awionetka znalazła się na podwórzu, podszedł do mnie właściciel posesji i dał mi 100 euro. Zdziwiłem się, że aż tyle, a pan z Warszawy na to, że w takim razie niech jadę do sklepu, kupię coś dobrego i zorganizuję na miejscu jakieś przyjęcie dla mieszkańców czy coś w tym stylu. Nie mogłem tego zrobić, bo kiedy mam prowadzić ciągnik, nie piję alkoholu. Wróciłem do domu z pieniędzmi.
Teraz, gdy zaczynają o nim źle gadać, żałuje. – Wie pan, sytuacja mnie wtedy zupełnie zaskoczyła.
Siedzi na ławce pod domem i zastanawia się, jakie znaleźć wyjście z sytuacji, byle było honorowe. Może tak ufundować kawę więźniom z zakładu karnego, którzy wykonują tutaj roboty? Nie, to chyba nie jest najlepszy pomysł. Co prawda więzień też człowiek, ale ludzie zaraz powiedzą: mają w więzieniach stawki obiadowe wyższe niż w niejednym szpitalu, a tu jeszcze ciasteczkiem i kawką chcesz ich częstować?
W takim razie co? Może do wiejskiej świetlicy coś za te pieniądze będzie można kupić? Pomysł lepszy, ale sołtys myśli jeszcze o innym.
– Jeśli pojawi się ten Szwajcar, żeby zabrać samolot, to spróbuję oddać mu te pieniądze. Ani się nie wzbogaciłem, gdy brałem, ani nie zbiednieję, gdy oddam.




















![Kolizja na ruchliwym skrzyżowaniu w Tarnowie. Ruch odbywa się wahadłowo [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2025/12/Zdjecie-WhatsApp-2025-12-06-o-15.28.05_165d4e1c-218x150.jpg)



![Poważny wypadek na obwodnicy Brzegu. Droga była całkowicie zablokowana [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2025/09/wy-1024x768-1-100x70.jpeg)