Wzbudzający olbrzymie emocje film „Kler” Wojciecha Smarzowskiego to obraz Kościoła katolickiego jako instytucji oglądanej „od strony zakrystii”. Rzuca światło na tematy niewygodne, trudne, często przemilczane, ale też poruszające. Wszystko ukazane jest przez pryzmat losów trójki duchownych, których połączyło tragiczne wydarzenie sprzed lat, a obecne wzloty i upadki udowadniają, że księżom, podobnie jak całej społeczności wiernych, nic co ludzkie nie jest obce.
Film przyciągnął do polskich kin w premierowy weekend aż 935 357 widzów, w niektórych miastach organizowano po 20 seansów dziennie. To nowy rekord najlepszego otwarcia, należący do tej pory do „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, który w 2015 roku oglądnęło 834 479 Polaków.
Bilety schodzą jak ciepłe bułeczki
Mimo iż trudno dokładnie obliczyć, ilu mieszkańców Tarnowa obejrzało „Kler’, można szacować, że do środy ubiegłego tygodnia, czyli zaledwie w ciągu sześciu dni film widziało kilkanaście tysięcy tarnowian. Dane o frekwencji zastrzegł tarnowski multipleks Cinema3D, ale jego dyrektorka Katarzyna Krzyształowicz przyznaje, że takich tłumów w kinie nie widziała od dwóch lat. Przedsprzedaż biletów zaczęła się już dwa tygodnie przed premierą, można było kupować wejściówki na trzy seanse dziennie w największych salach mogących pomieścić po 244 i 87 widzów. Wysprzedano wszystko na tydzień przed premierowym pokazem. – Dlatego dołożyliśmy jeszcze po trzy seanse dziennie między godzinami 15.15 a 22.15. W premierową sobotę mieliśmy siedem pokazów, a w niedzielę – osiem. Sale były wypełnione od 80 do 100 procent. Najbardziej popularne seanse odbywały się w godzinach popołudniowych – wyjaśnia Katarzyna Krzyształowicz.
W repertuarze Cinema3D nadal pozostaje siedem pokazów dziennie, a bilety schodzą na pniu. Co ciekawe, bardzo dobrze sprzedają się wejściówki na poniedziałek i wtorek – w dni niezbyt dobrej frekwencji w kinach. Planowo „Kler” powinien być grany do 11 października, ale wszystko wskazuje na to, że będzie można go zobaczyć w kolejnych tygodniach, dopóki będą chętni.
Do środy 3 października kino Millennium w Tarnowie sprzedało ponad 1500 biletów na „Kler”. Liczba widzów na pewno byłaby większa, ale z powodu remontu sali koncertowo‑kinowej Centrum Sztuki Mościce dysponuje mniejszą salą na 106 miejsc. Zainteresowanie było ogromne, na prośbę widzów dołożono seans o godzinie 13 w weekendy oraz o tydzień przedłużono wyświetlanie – do 18 października.
W Marzeniu w pierwszy premierowy weekend na „Kler” przyszło 2150 osób. Do środy ubiegłego tygodnia film obejrzało prawie 4000 tarnowian, a do 11 października bilety wykupiło kolejnych 2000 widzów. – To są ogromne liczby. Taka sytuacja zazwyczaj się nie zdarza, tym bardziej że ten sam film grają wszystkie kina w Tarnowie. Frekwencja nie spada nawet w środku tygodnia – mówi Maria Wardyń, główna specjalistka do spraw filmu w Marzeniu.
Grzechy zebrane w dwóch godzinach
Projekcje „Kleru” odbywały się w spokoju, nie było żadnych incydentów. Przedstawiciele tarnowskich kin podkreślają, że wprawdzie film wzbudza emocje, ale w żaden negatywny sposób tego nie widać. Nie ma gwizdów, wyzwisk, protestów czy uwag. Wręcz przeciwnie, po seansach w Millennium i Marzeniu często słychać oklaski, co w kinach raczej się nie zdarza.
– Widzowie wychodzą z filmu i kupują bilety dla kolejnych osób, tłumacząc, że to dla rodziny. Najczęściej pojawiają się opinie, że „Kler” to zupełnie inny film, nie ten jakiego się spodziewali po oglądnięciu zwiastuna. Nie jest przeciwko religii czy wierze, lecz ukazuje ludzkie słabości. Nie krytykuje, ale wskazuje, że można być uczciwym, wierzącym księdzem – zauważa Katarzyna Piszczek, kierowniczka kina Millennium.
Na „Kler” przychodzą ludzie w różnym wieku, młodsi i starsi, nawet ci, którzy w ogóle do kina nie chodzą. W Marzeniu pojawiło się kilkoro księży. Jeden z nich przyznał po seansie, że to bardzo dobry film i musi zobaczyć go jeszcze raz.
– „Kler” wzbudza zainteresowanie nie tylko jako film, jego temat jest nośny. W poważny sposób przedstawia rzetelny obraz Kościoła, którego grzechy zebrano w dwóch godzinach. Nie ma w nim niczego, co byłoby nieprawdą, tego nawet żaden krytyk nie stwierdził. Nie jest to też płytki film, jak czasem sądzą ci, którzy go nie widzieli. Na sali panuje cisza, nie ma śmiechów ani rozmów, każdy ogląda z powagą, a końcowe brawa składane są reżyserowi za odwagę, że poruszył trudny temat, pokazując głośno to, co się dzieje w Kościele jako instytucji. Nie pamiętam, by jakikolwiek polski film wzbudzał tak wielkie zainteresowanie – zauważa Maria Wardyń.
Co sądzą o filmie tarnowianie?
Widzowie wychodzą z „Kleru” skupieni i zamyśleni, rzadko można słyszeć głośne uwagi. Nie wszyscy chcą od razu komentować to, co przed chwilą oglądali. – Jestem poruszony i niemal poharatany wewnętrznie – przyznaje mężczyzna po pięćdziesiątce. – Ten film potrafi wstrząsnąć człowiekiem, momentami aż wbija w fotel, bo przekazuje treści wprost, bez żadnych niedomówień. Muszę zobaczyć go jeszcze raz, ponieważ było w nim tak dużo wątków, że nie wszystkie da się od razu uchwycić.
– Wspaniały, mądry, przemyślany, a momentami po prostu wzruszający – przekonuje kobieta, która przyszła do kina z mężem, córką i zięciem. – Mam nadzieję, że film pomoże Kościołowi, księża nie będą zachowywać się tak bezkarnie, a widzowie zmienią do nich podejście. Najbardziej poruszyła mnie scena, gdy kompletnie pijany duchowny przychodzi do umierającej kobiety, by udzielić jej ostatniego namaszczenia i nikt z rodziny, widząc stan kapłana, nie potrafił go wyprosić. To pokazuje stosunek większości ludzi do księży, którzy też są grzeszni.
– „Kler” to film świetny, mocny i wcale nie antyklerykalny czy antykościelny. Piętnuje patologię w środowisku księży, ich demoralizację. Bardzo się cieszę, że Smarzowski pokazał relacje państwo‑Kościół oraz wstrząsające wątki dotyczące pedofilii. Zapamiętałem jedno zdanie: „Kościół jest święty, a ludzie są grzeszni”. To nie do końca prawda i oczywiście nie usprawiedliwia demoralizacji duchownych. To film przeciwko złu, o którym dłużej milczeć nie wolno – twierdzi czterdziestolatek z Tarnowa.
– Najpierw poszłam na mszę do kościoła, a potem do kina. Nie pamiętam, kiedy widziałam takie tłumy. Film mnie nie zaskoczył, pokazuje to, o czym od dawna wiemy. Jest prawdziwy do bólu, szanuje wiarę, ale pobudza do dyskusji. Wielu zaboli i oburzy, ale to dobrze, bo może pomóc w oczyszczeniu tego środowiska. Bardzo chciałabym, by ten film zobaczyli księża, ale na sali żadnego nie widziałam – podkreśla dwudziestoletnia tarnowianka.
























