Kilka minut wcześniej rozegrał się tam dramat. Do środka wszedł niepozorny mężczyzna i zaczął przeglądać kolorowe gazety, w pewnej chwili obnażył się przed sprzedawczynią i złożył jej jednoznacznie seksualną propozycję. Kiedy stanowczo zaprotestowała, pchnął ją dwukrotnie nożem w brzuch. Było blisko tragedii – piętnastocentymetrowe ostrze noża utkwiło w wątrobie, uszkadzając po drodze nadnercze i żebra. Na szczęście, nie doszło do wykrwawienia.
Świadkowie zdarzenia natychmiast powiadomili policję, która ujęła sprawcę tuż po ataku na kobietę. Jest nim 27‑letni mieszkaniec podtarnowskich Zgłobic – w chwili zatrzymania był trzeźwy, nie próbował uciekać. Nie znał swojej ofiary i tuż po zatrzymaniu nie potrafił sensownie wytłumaczyć swojego zachowania. Także podczas przesłuchania w prokuraturze nie był w stanie wyjaśnić motywów przestępczego czynu i najprawdopodobniej zostanie zbadany przez biegłych psychiatrów. – Przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów, jednak wyjaśnienia, jakie złożył, są mało racjonalne i niewiele z nich wynika – twierdzą w Prokuraturze Rejonowej w Tarnowie.
23‑letnia ekspedientka z poważnymi obrażeniami wewnętrznymi i uszkodzoną wątrobą została odwieziona do Szpitala św. Łukasza w Tarnowie, gdzie przeszła skomplikowaną operację ratującą życie. Przebywa w szpitalu, jej stan jest nadal ciężki. Nożownik ze Zgłobic siedzi w areszcie tymczasowym, usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa i gwałtu oraz spowodowania ciężkich obrażeń ciała. Przyznał się do winy, grozi mu kara więzienia, z dożywociem włącznie.
– Takie zdarzenia jak ostatni napad na ekspedientkę mają charakter incydentalny i w żadnym razie nie można mówić o wzroście zagrożenia bezpieczeństwa publicznego. Od czasu do czasu ujawnia się jakiś frustrat czy osoba z zaburzeniami psychicznymi i dochodzi do aktów przemocy z ich strony. Takie sytuacje wymykają się spod naszej prewencyjnej kontroli, co nie znaczy, że jesteśmy bezradni – zaznacza Olga Żabińska, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie.
Tarnów nie jest miastem zagrożonym poważną przestępczością, czego dowodzą statystyki i policyjne analizy. Poczucie bezpieczeństwa ankietowanych osób jest także na stosunkowo wysokim poziomie, co nie znaczy, że tarnowianie nie mają oczekiwań pod adresem stróżów prawa. Krytyczne uwagi dotyczą głównie zjawisk mniejszego kalibru kryminalnego, ale szczególnie uciążliwych dla mieszkańców. Wśród nich chuligańskich wybryków, kradzieży, uszkodzenia mienia itp. Wielu mieszkańców Tarnowa uważa także, że policjanci są zbyt mało widoczni na ulicach, w parkach, osiedlach i innych publicznych miejscach. – Za mało zaangażowani i widoczni są przede wszystkim dzielnicowi, powinni mieć większe uprawnienia i więcej czasu dla mieszkańców swojego rewiru – spotykać się z nimi, zbierać opinie i reagować. Prawie ich nie widzimy, nie znamy… – słychać często opinie.
Tymczasem Olga Żabińska uspokaja i wskazuje m.in. na wykrywalność przestępstw w tarnowskiej komendzie, jedną z najwyższych w województwie małopolskim. Osiągnęła ona w ubiegłym roku wielkość 83,5 procent, o trzy procent więcej niż rok wcześniej. Stróże prawa twierdzą, że trudno wskazać miejsca o notorycznie złej sławie, przestępczość kryminalna występuje w rozproszeniu. Bezpieczniejszy stał się np. tarnowski Rynek i jego okolice, gdzie weekendowe patrole łączone, policjantów i strażników miejskich, przyniosły poprawę.
Nożem w brzuch
REKLAMA
REKLAMA
























