Tarnowskie ulice dla… furmanek

0
naprawa ulicy
naprawa-ulicy
REKLAMA

Wiele dróg w Tarnowie w tym roku się rozleciało, ale problemem są nie tylko pieniądze na ich remont, lecz także przeszłość budowlana tych dróg. Przy okazji gorących dyskusji o stanie nawierzchni tarnowskich ulic dopiero teraz wychodzi na jaw, w jak zatrważający sposób kiedyś je budowano.
– Większość dróg w Tarnowie nie ma właściwej podbudowy – krótko oznajmia Jacek Kułaga, dyrektor Centrum Usług Ogólnomiejskich w Tarnowie.
Marna podbudowa. Laik intuicyjnie domyśla się, że pod nawierzchnią ulic muszą znajdować się jakieś liche warstwy, które decydują o szybkim zużywaniu się dróg. Tak w istocie jest, a fachowiec określi to jednym zdaniem: tyle warta jest droga, ile jej podbudowa. Nieważne, czy świeżo wylany asfalt elegancko lśni, ważne, co znajduje się pod nim. Mówiąc w pewnym uproszczeniu: podłoże drogi musi mieć odpowiednio przygotowany grunt – to ma wpływ na wytrzymałość i wodoprzepuszczalność nawierzchni. Jeśli w czasie budowy coś się zawali na tym odcinku, droga szybko będzie się psuła, a oznaką tego będą choćby charakterystyczne pęknięcia.
Przyjrzyjmy się niektórym ulicom w Tarnowie, nawet tym nowszym. Weźmy pod uwagę choćby początkowy odcinek ul. Wojska Polskiego. Kilka lat temu położono tu nową nawierzchnię. Już widać po bokach spękane fragmenty, które zapoczątkują proces niszczenia nawierzchni. Rozchodzi się też asfalt na nowej kilkukilometrowej drodze w lasku Lipie.
Centrum Usług Ogólnomiejskich zakupiło niedawno specjalne urządzenie do pomiaru zagęszczenia podbudowy. Parametr ten ma kapitalne znaczenie; właściwa tzw. zagęszczalność materiałów, jak to określają inżynierowie, zapewnia dobrą nośność drogi, a dobra przepuszczalność skuteczne odwadnianie. Na marginesie: aż dziw, że Tarnów, ponad 100‑tysięczne miasto z siecią dróg wynoszącą łącznie ok. 350 km, do tej pory nie miał takiego urządzenia…

 

Miejskie ulice jak zamki na piasku
Sprzęt nie kłamie. Już pierwsze badania wykazały, że stan podbudowy tarnowskich dróg jest fatalny.
– Drogi te robiono raczej pod furmanki, a nie pod samochody – mówi obrazowo Bogusław Placek, prezes Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych w Tarnowie.
– W zasadzie większość ulic należałoby przebudować od podstaw – twierdzi dyrektor Kułaga.
Dobrym przykładem jest ul. Westerplatte. To ważny odcinek będący osiedlowym łącznikiem między głównymi drogami prowadzącymi do centrum. Niedawno wykonano tam pomiary zagęszczenia podbudowy.
– Po zrobieniu odkrywki na tym odcinku uzyskaliśmy wynik: ok. 20 Mpa (megapascali), a żądane byłoby 115 Mpa, czyli parametry zostały zaniżone ponad 5 razy! – informuje dyrektor Kułaga.
Skutek jest oczywisty: droga, której radykalny remont odwlekał się latami, stała się praktycznie nieprzejezdna. Dziury w niektórych miejscach sięgały 30 cm głębokości. Okoliczni mieszkańcy, chcąc zaradzić problemowi, wiosną skrzyknęli się i dzięki oddanym głosom udało im się przeforsować naprawę nawierzchni z pieniędzy budżetu obywatelskiego. Wezmą z niego 1 mln zł. Powstał więc plan, że miasto dołoży jeszcze 1,5 mln i cała ul. Westerplatte zostanie przebudowana. Od podstaw, od podbudowy.
– Podczas budowy dróg w Tarnowie popełnione zostały dramatyczne błędy technologiczne, których wstydzić powinni się nawet zwyczajni brygadziści, z całym dla nich szacunkiem. – oznajmia dyrektor Kułaga. – W przypadku pierwszej grupy badanych 10 dróg okazało się, że ani jedna podbudowa nie wykazuje oczekiwanych parametrów. Remontowaliśmy ostatnio ul. Legionów, pod spodem zamiast podbudowy była kurzawka. Moim zdaniem, w przeszłości zawodziło wykonawstwo, ale wątpliwości wzbudza także nadzór nad nim. Firmy wykonawcze muszą respektować wymagania inwestora, a inwestor musi rozwiązać problem skutecznej egzekucji swoich wymagań. Jacek Kułaga podaje też dość świeży przykład: – Na odcinku Krakowskiej, w rejonie galerii handlowej, wyraźnie schrzaniono włazy kanalizacyjne.

REKLAMA (2)

Gdzie szukać winnych?
Dyrektor jest zdania, że z powodu zaniedbań prawie każdą drogę w mieście czeka remont! Wcześniej lub później.
Czy jest choć jedna w mieście wzorcowo wykonana jezdnia?
– Myślę, że dobrym przykładem może być odcinek ulicy Lippóczego – odpowiada bez namysłu Jacek Kułaga. – Obserwuję tam ludzi, którzy komfortowo i bezpiecznie jeżdżą na łyżworolkach, co dobrze świadczy o jakości nawierzchni.
Odpowiedzialność za sytuację w tarnowskim drogownictwie rozmywa się. Chodzi o drogi zbudowane w ciągu minionych dziesięcioleci. Nie wiadomo, kogo pytać w tej sprawie, kto wtedy nie przypilnował roboty, chociaż powinien. Niektórzy odpowiedzialni za ten stan rzeczy już nie żyją, po innych zaginął słuch. Za pozostawioną w spadku fuszerkę przyjdzie teraz płacić milionami publicznych złotówek. Jak to w Polsce. Nie wiadomo jeszcze, jak zakończy się słynna sprawa ul. Krakowskiej, której nowa nawierzchnia poddana zostanie chyba już czwartej z kolei naprawie „gwarancyjnej”.
Od teraz ma być jednak inaczej. Dyrektor Kułaga zapewnia, że remont i budowa dróg będą się opierać na obowiązujących wszędzie standardach.
– Prace są wykonywane starannie, zgodnie ze sztuką budowlaną, nie ma mowy już o jakichś asfaltowych nakładkach. Naszym znakiem firmowym są łaty o kształcie wielokąta, które pokrywają dobrze przygotowane podłoże. Powinny one dłużej przetrwać i jesteśmy przekonani, że dziury nie będą już tak często się pojawiać jak dotychczas. To jest robota na dłużej.
Dyrektor Kułaga koniecznością większej staranności usprawiedliwia wolne tempo prac, co wielu kierowców dbających o swoje pojazdy doprowadza do wściekłości.
– Tak się składa, że codziennie jeżdżę ulicami Elektryczną i Spokojną, na których od zimy dziury są tak obszerne i głębokie, że wpadnięcie do nich samochodem w najlepszym razie grozi zgięciem felgi i uszkodzeniem opony – mówi Rafał Witek, właściciel forda focusa. – Obecnie na Spokojnej mamy remont, ale co z Elektryczną? Na Pułaskiego od strony Krakowskiej, w samym środku miasta, wyrwy są głębokie aż po sam grunt! Co z tego, że w przypadku uszkodzenia auta mogę ubiegać się o odszkodowanie od zarządcy drogi, jeśli wymaga to biurokracji, na którą nie mam czasu i ochoty.

REKLAMA (3)

 

Dbamy o spółkę
– Zdajemy sobie sprawę z wielu odcinków w mieście, których stan jest katastrofalny, ale w końcu dojdziemy tam ze sprzętem i ludźmi – obiecuje szef CUO.
Wiadomo już, że z dziurawym miastem walczy tylko jedna firma – Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych. Już był pomysł, aby zwiększyć tempo prac, dopuszczając do nich inne firmy z zewnątrz. Jacek Kułaga nie kryje, że woli w tym przypadku „koszulę bliższą ciału”, czyli miejską firmę, której trzeba pozwolić zarobić, ale też oznajmia:
– Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych wykonuje prace najtaniej i bez przetargu. Ogłoszenie przetargu opóźniłoby roboty, gdyż jego procedury są długotrwałe.
– Mamy harmonogram prac, ale bywa on weryfikowany przez różne niespodziewane zdarzenia. Wystarczą ulewne deszcze i już ekipy trzeba posłać w miejsca, gdzie woda wypłukała fragmenty nawierzchni. Także z okazji wyścigu kolarskiego Tour de Pologne, który zawitał do naszego miasta, musieliśmy zająć się wypoziomowaniem studzienek kanalizacyjnych i likwidacją ubytków nawierzchni na trasie przejazdu. Mam nadzieję, że do końca sierpnia zdążymy ze wszystkim – dodaje prezes Placek. Oczywiście, PUK jest zadowolony, że w robotach drogowych nie ma konkurencji. – Jeśli nie będziemy mieli dość zajęcia, spółka może na siebie nie zarobić, a ludzi przyjdzie zwolnić. W dodatku nie mamy zbyt dużych możliwości zarobku poza rynkiem tarnowskim. Z niego się utrzymujemy.
Są to argumenty ważkie dla spółki i miejskiego samorządu – ale czy także dla właścicieli pojazdów codziennie jeżdżących po ulicznym dziurowisku?

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze