Chory, głodzony, zamknięty…
Smutna historia pewnego kota odebranego niepoczytalnemu mieszkańcowi Tarnowa jest chyba jedną z najbardziej drastycznych, z jakimi mieli do czynienia w ostatnim czasie tarnowscy działacze Fundacji „Zmieńmy świat”. Zwierzak był chory, skrajnie wyczerpany i wygłodzony, jakby od dawna nic nie jadł i nie pił. Wiadomo, że przebywał w mieszkaniu od kilkunastu lat. Nigdy nie wychodził na zewnątrz.
– Widok był przerażający. Z pyszczka kota cały czas ciekła cuchnąca ropa, był tak słaby, że się przewracał, nie mógł ustać na łapach, dosłownie skóra i kości – wzdycha Krzysztof Giemza, działacz fundacji. – Gdy jechał do lecznicy, patrzył z transporterka na świat wyraźnie oszołomiony i zdumiony tym, co widzi. Kot dostał leki i środki przeciwbólowe, leżał w izolatce kociego szpitala przy otwartym oknie. Był jednak w tak złym stanie, że mimo wysiłków opiekunów nie udało się uratować mu życia. W domu niepoczytalnego tarnowianina znajdują się jeszcze inne zwierzęta, ale nikt nie jest w stanie ich stamtąd zabrać.
Podobnych, mniej lub bardziej przejmujących zwierzęcych historii wciąż jest niemało. Niedawno ktoś wyrzucił w środku lasu ciężarną kotkę, komuś przeszkodził w wakacyjnych planach trzymiesięczny amstaff błąkający się samotnie po przedmieściach Tarnowa. Jakiś zwyrodnialec siekierą odciął kotu łapę, drugi postrzelił psa z wiatrówki, ktoś inny zagłodził konia, inny rzucił małymi kotkami o betonową posadzkę… Tarnowskich weterynarzy często dziwią obrażenia u czworonogów: zdarta sierść albo połamane ogony, i to nawet w dwóch miejscach. Kiedyś głośna była sprawa jednego z rolników, który zabił bydło poza rzeźnią, podcinając gardła. Rolnik w Otfinowie kopał psa związanego w worku…
Trudno znaleźć winnego?
Każdego roku tarnowska policja bada po kilka lub kilkanaście spraw znęcania się nad zwierzętami. W tym roku najbardziej głośna dotyczyła traktowania bezdomnych psów w Wojniczu, gdzie czworonogi przetrzymywano w piwnicy bez wody i jedzenia. Jednak większość tego typu historii nie kończy się zatrzymaniem winnych.
– Czasem otrzymujemy zgłoszenie, że ktoś znęca się nad gołębiem, rzuca kamieniami do ptaków, strzela z wiatrówki do kota albo przywiązał psa do drzewa. Prowadzimy wtedy postępowania. Wprawdzie trudno jest dotrzeć do sprawców znęcania, ale czasem się to udaje i przedstawiamy im zarzuty – mówi Paweł Klimek, rzecznik prasowy tarnowskiej policji.
Tarnowski sąd zajmował się już m.in. sprawami dotyczącymi zwierząt trzymanych w niechlujnych stajniach, psami uwiązanymi na zbyt ciasnych łańcuchach czy sąsiedzkimi kłótniami, w efekcie których jeden sąsiad otruł drugiemu dwa czworonogi. Trzy lata temu przed Temidę trafiła sprawa pijanego 32-letniego tarnowianina, który wyrzucił suczkę rasy amstaff z dziesiątego piętra wieżowca. Pies zginął na miejscu, a właściciel dostał cztery miesiące bezwzględnej odsiadki. Jak zapewniał Tomasz Kozioł, rzecznik Sądu Okręgowego w Tarnowie, tak surowy wyrok dla osoby znęcającej się nad zwierzętami nie był pierwszym, jaki zapadł przed tarnowską Temidą. Były już dwa podobne, skazujące oprawców czworonogów na kary bezwzględnego więzienia.
Jednak sprawcy znęcania nad zwierzętami wciąż najczęściej słyszą wyroki w zawieszeniu.
– Prawo jest dla nich zbyt łagodne – uważa Krzysztof Giemza. – Kara musi odstraszać i zniechęcać, a dotkliwość wyroku w zawieszeniu jest żadna, nie ma też efektu wychowawczego. Konieczny jest wzrost świadomości wśród sędziów, by nie traktowali znęcania nad zwierzętami jako problemu marginalnego. Powinno się też egzekwować stosowanie kar wolnościowych, ale dotkliwych, choćby finansowych, przeznaczonych na ochronę zwierząt i pomoc dla czworonogów. Jak dotąd rzadko się to zdarza. Nigdy nie otrzymaliśmy 2 tys. złotych nawiązki, jaką miał wpłacić naszej fundacji mężczyzna, który wyrzucił psa z wieżowca. A taki był wyrok sądu.
Bat na zwyrodnialców
W Polsce prawa czworonogów zapisane są w Ustawie o ochronie zwierząt, Ustawie o doświadczeniach na zwierzętach oraz opartych na nich rozporządzeniach, m.in. dotyczących transportu, postępowania z bezdomnymi czworonogami czy zasad obowiązujących w ubojniach. Ustawa przewiduje kary dla osób, które naruszyły prawo, niestety, często są one niewspółmierne do rodzaju przestępstw dokonywanych na zwierzętach. Za zabicie lub znęcanie się nad czworonogiem grozi do dwóch lat więzienia, a w przypadku czynów popełnionych ze szczególnym okrucieństwem – do lat trzech. Sąd może orzec również nawiązkę w wysokości od 500 zł do 100 tys. zł na rzecz zwierząt.
Ministerstwo Sprawiedliwości chce zaostrzyć kary za znęcanie się nad zwierzętami. Resort zapowiada zero tolerancji dla zwyrodnialców, a osoby szczególnie zdemoralizowane, które wykażą się okrucieństwem wobec czworonogów, będą trafiać do więzienia. W myśl projektu do trzech lat więzienia ma wzrosnąć dopuszczalna kara za znęcanie się nad zwierzęciem, a w przypadku szczególnego okrucieństwa – aż do pięciu lat. Ministerstwo zamierza również wprowadzić obligatoryjne orzekanie nawiązki od 1 tys. zł do 100 tys. zł na rzecz organizacji zajmujących się ochroną zwierząt, z przeznaczeniem na cele związane z czworonogami.
Resort chce też wprowadzić możliwość orzekania przez sądy w przypadku szczególnego okrucieństwa zakazu wykonywania zawodu, który ma związek z opieką nad zwierzętami, bo jeżeli ktoś w sposób okrutny traktuje psy lub koty, to nie powinien z nimi pracować.
Dorota Bochman, działająca na rzecz zwierząt wolontariuszka z Tarnowa uważa, że kary dla sprawców znęcania nad czworonogami rzeczywiście powinny być wyższe.
– Wtedy niejeden może zastanowi się nad tym, co zamierza zrobić. Okrucieństwo ludzi wobec zwierząt jest coraz większe. Nie zawsze chodzi o drastyczne zdarzenia, często można zauważyć na ulicy, jak właściciel bije psa trzymanego na smyczy. Uważam, że to też jest okrutne.
Czy jednak wystarczy tylko zaostrzyć kary?























