Wstyd

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Pani poseł, która nie jest zwykłą szeregową parlamentarzystką, ale kieruje klubem parlamentarnym ugrupowania .Nowoczesna, opowiedziała o tym, że prawie 30 lat temu napisała pracę z języka polskiego dosyć szybko, a potem pomogła koledze. Kolega pytał ją o bodajże Kordiana, więc pani poseł zamiast odpowiadać na pytania po prostu podyktowała mu wypracowanie. Pani poseł opowiadała to z uśmiechem i z taką swadą, że widać było, że mówi o tym nie pierwszy raz i że ta historia stała się przez lata opowiadania pewną atrakcyjną anegdotą. Tyle że pani poseł nie zauważyła, że coś się jednak zmieniło w tym czasie, który nas dzieli od roku, w którym pani poseł zdawała maturę.
Jeżeli dobrze liczę, to był to rok 1988, czyli dogorywał PRL. W tamtym ustroju oszukiwanie było czymś na porządku dziennym. A powiedzmy sobie szczerze, dyktowanie komuś pracy maturalnej jest formą oszustwa. Wówczas panowało jednak przekonanie, że omijanie przepisów, łamanie prawa, które nie szkodzi komuś konkretnemu, nie jest naganne. W związku z tym oszukiwanie państwa, z którym obywatele nie do końca się identyfikowali, było swego rodzaju normą. W dużej mierze była to spuścizna po zaborze rosyjskim. Nie po zaborach w ogóle, ale właśnie po zaborze rosyjskim. Okradanie państwa na wschodzie nie spotykało się bowiem z takim potępieniem jak na zachodzie Europy.
Na wschodzie też inaczej traktowało się, i nadal zresztą się traktuje, łapówki. Na Ukrainie na przykład łapówka jest codziennością, a niewręczenie jej jest dowodem na brak szacunku. Płacenie komuś pod stołem w celu uniknięcia podatków jest na Ukrainie czymś nagminnym i praktykowanym nawet przez instytucje państwowe. To w dużej mierze tłumaczy, dlaczego Ukraina jest tam, gdzie jest, i dlaczego dziś to Ukraińcy szukają pracy w Polsce, a nie odwrotnie. A pamiętajmy, że jeszcze 30 lat temu, czyli w czasach, gdy pani poseł Lubnauer szykowała się do matury, a właśnie rozpadał się ZSRR, byliśmy z Ukrainą na równym poziomie rozwoju.
Udało nam się skoczyć w przedsionek dobrobytu także dlatego, że coraz częściej w życiu codziennym przestrzegamy zachodnich norm postępowania. W PRL zapłacenie w pociągu konduktorowi sumy nieco niższej, niż kosztuje bilet, było normą. To, że konduktor brał te pieniądze do kieszeni, nikogo nie obchodziło. Dziś to już się prawie nie zdarza. W PRL na porządku dziennym było mruganie długimi światłami, gdy minęło się na drodze patrol milicji z radarem. Ostrzeganie innych kierowców przed możliwą kontrolą prędkości było swego rodzaju solidarnością z innymi kierowcami, a w czasach stanu wojennego nawet formą patriotyzmu, bo milicja wówczas kontrolowała nie tylko prędkość, ale często także pasażerów. Dzisiaj zdarza się, że kierowcy sami dzwonią na policję, informując o kierowcach łamiących przepisy i będących zagrożeniem dla innych użytkowników drogi. Mruganie długimi światłami powoli zanika, także dlatego, że być może ostrzegamy w ten sposób na przykład terrorystów, ale jednak przede wszystkim dlatego, że to nie służy wspólnemu dobru.
Widzę tę zmianę nastawienia na każdym niemal kroku. Jeszcze 10 lat temu ludzie sprzątający po swoich psach byli prawdziwą rzadkością, dziś są normą. Co więcej, nie mamy już oporów przed tym, by komuś niesprzątającemu zwrócić uwagę na niestosowność takiego zachowania. Jestem przekonany, że z każdym rokiem smog w naszych miastach będzie mniejszy, bo sami przypilnujemy sąsiadów, by nie palili w piecach byle czego. W PRL człowiek ogrzewający dom spalanymi śmieciami był człowiekiem zaradnym, dzisiaj jest zagrożeniem. I warto, by zmianę tę dostrzegła pani poseł Lubnauer (i zresztą nie tylko ona, kilka dni wcześniej swoim „ściąganiem” na maturze chwalił się prezydent Komorowski). Niech dalej opowiada o tym, jak napisała za kogoś maturę, ale może niech na końcu doda, że dziś się tego wstydzi.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze