Z przedstawionego reportażu wynika, że szokujące jest nie tylko samo zabójstwo i jego okoliczności, ale także związek ze sprawą wielu policjantów ze Szczucina oraz Dąbrowy Tarnowskiej. Rola, jaką odegrali oni w tej ponurej historii, może okazać się znacznie większa, niż się wydawało na początku. Zaskakuje też obojętność wielu ludzi na dziejącą się 19 lat temu tragedię.
Ekipa śledcza z „Superwizjera” spędziła w Szczucinie dłuższy czas. Dziennikarze rozmawiali z wieloma osobami, ale tylko niektóre zgodziły się na ujawnienie swego nazwiska lub wizerunku. Anonimowo rozmawiał z reporterami jeden z byłych funkcjonariuszy policji, który przez wiele lat pracował z innym policjantem z komisariatu w Szczucinie, Leszkiem W. Leszek W. w marcu tego roku został skazany przez sąd w Dąbrowie Tarnowskiej za przekroczenie uprawnień służbowych i utrudnianie śledztwa dotyczącego zabójstwa Iwony Cygan. Skazany został na 11 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata oraz 3 tys. zł grzywny. To pierwsza osoba osądzona w tej głośnej sprawie.
W. przyjął dziennikarzy w mieszkaniu, wyraził zgodę na ujawnienie swego wizerunku. Zaskakuje to o tyle, że według mieszkańców Szczucina, W. po wyroku sądowym nie jest w miasteczku widywany.
Biały polonez
Mec. Ireneusz Wilk, pełnomocnik rodziny Cyganów, mówi w programie, że informacje dostarczone w obecnym śledztwie przez Leszka W. są bardzo istotne dla toczącego się postępowania.
W. dziennikarzom zdradził tylko taką rewelację, że po zatrzymaniu „dostał jakieś środki chemiczne”, które miały go otumanić i spowodować, że w zeznaniach jedynie powtarzał to, co mówił przesłuchujący go prokurator. Ale w tę rewelację chyba nie wierzy nikt.
„Superwizjer” starał się odtworzyć ostatnie godziny życia Iwony. Według ustaleń dziennikarzy, 13 sierpnia 1998 r. około godz. 22 obok Iwony i jej przyjaciółki Renaty G., które przebywały na szczucińskim rynku, zatrzymał się biały polonez. Samochód miał prowadzić Paweł K., zwany „Młodym Klapą”; w środku znajdowało się jeszcze dwóch mężczyzn, w tym ojciec Pawła K. – Józef K. W pobliżu stał patrolujący miasteczko radiowóz policyjny. Iwona wsiadła do poloneza i odjechała wraz z kierowcą i pasażerami. W tym samym czasie przebywający na rynku Tadeusz Drab, jeden z mieszkańców Szczucina, podszedł do radiowozu i – w obawie przed zbliżającą się burzą – poprosił policjantów o podwiezienie w kierunku swego domu. Funkcjonariusze spełnili jego prośbę. Kiedy zabójstwo Iwony wyszło na jaw, Tadeusz Drab publicznie chwalił się, że wie, kto zabił dziewczynę. Niedługo potem nie żył i on – jego zwłoki wyłowiono z Wisły, ale prokuratura uznała to za nieszczęśliwy wypadek.
Strach czy obojętność?
Tamtej nocy biały polonez miał zawieźć Iwonę pod Szczucin do pobliskich hangarów WOPR, miejsca, w którym lubili się bawić miejscowi policjanci. W tym czasie obiektami zarządzał Józef K., wspomniany ojciec „Młodego Klapy”. Ekipie reporterów nie udało się ustalić, co zdarzyło się w hangarze, ale wiadomo jest, że Iwona była wtedy przewożona z miejsca na miejsce. Trafiła między innymi do lokalu o nazwie „U Trabanta” – pubu, w którym odbywały się dyskoteki. Jego właściciel już nie żyje, ale według „Superwizjera” mógł on współuczestniczyć w zbrodni.
Dziennikarze są przekonani, że znają przypuszczalny motyw zabójstwa. W programie mowa jest o tym, że kierowca poloneza, Paweł K., usiłował w lokalu zgwałcić Iwonę. Ponieważ dziewczyna rozpaczliwie się broniła, poirytowany mężczyzna miał zadać jej cios w głowę twardym narzędziem, także bić i kopać. Podobno świadkiem tego zdarzenia było około 30 obecnych w pubie osób. Dlaczego nikt nie zareagował, nikt nie starał się pomóc dziewczynie? Czy tylko ze strachu przed „Młodym Klapą” i jego kompanami? Nie ma dziś odpowiedzi na te pytania. Tak samo nie wiadomo, dlaczego nie zareagowało małżeństwo mieszkające w pobliżu wałów wiślanych, gdzie nazajutrz odnaleziono zwłoki Iwony. Feralnej nocy odwiedził ich w domu nieznany mężczyzna, który twierdził, że zabita została Cyganówna… W reportażu „Superwizjera” pojawia się kobieta, która 19 lat temu przyjęła od nieznajomego tę wiadomość, ale nic z nią wtedy nie zrobiła, nikogo nie powiadomiła. Wyrwani ze snu małżonkowie z powrotem położyli się spać. Może wówczas nie dali wiary nieznajomemu? Do dzisiaj nie wiadomo, kto to był i co widział.
Historia z radiowozem
Nocą z 13 na 14 sierpnia 1998 r. działy się też inne dziwne rzeczy. Kiedy po nieudanej próbie gwałtu nieprzytomną i zakrwawioną Iwonę znęcający się nad nią mężczyźni wynieśli z lokalu, mieli to widzieć policjanci patrolujący okolicę. Oni zamiast od razu przystąpić do działania, ruszyli za samochodem wiozącym dziewczynę. Wymieniony na początku Leszek W. miał zeznać, że radiowóz w chwilę potem skręcił w inną stronę, lecz zdaniem dziennikarzy jest to mało prawdopodobne. Snują oni podejrzenia, iż radiowóz tamtej nocy mógł być na miejscu zbrodni i że rola szczucińskich funkcjonariuszy w tej sprawie może być jeszcze bardziej poważna, niż się wydaje.
Pobita Iwona ponownie została zawieziona do hangaru WOPR. Znajduje się on ok. 200 metrów od miejsca późniejszego odkrycia zwłok dziewczyny. Nie wiadomo, co tam się wydarzyło. Nie ma jednak wątpliwości, że dziewczyna była przed śmiercią torturowana. W materiale telewizyjnym pojawia się sugestia, że zbrodnia popełniona na Iwonie nie była zaplanowana, lecz sytuacja, do jakiej doszło sierpniowej nocy, wymknęła się spod kontroli. Ale jest też wzmianka o wątku handlu młodymi dziewczynami, który przewija się w śledztwie i który ma dotyczyć niektórych osób oskarżanych o związek ze sprawą Iwony Cygan.
Autor anonimowy
„Superwizjer” przypomina, że w sprawę zabójstwa zamieszanych jest już 15 byłych i obecnych funkcjonariuszy policji – z komisariatu w Szczucinie i Komendy Powiatowej (wtedy Rejonowej) w Dąbrowie Tarnowskiej. W reportażu sporo uwagi poświęca się jednemu z nich, który obecnie przebywa w areszcie tymczasowym. To na jego polecenie – wg ustaleń reporterów – uszkodzony miał zostać zabezpieczony na miejscu zbrodni materiał DNA, być może należący do sprawcy zabójstwa, i odebrana od rodziców Iwony odzież dziewczyny, która potem w nieznanych okolicznościach zniknęła. Tenże policjant miał również sprowadzać śledztwo na fałszywe tory, pisząc w ciągu lat i wysyłając w różne miejsca anonimowe listy. Był znajomym Pawła K., dziś głównego podejrzanego o zabójstwo Iwony Cygan. W areszcie tymczasowym przebywają także jego ojciec, dawna przyjaciółka Renata G.-D. oraz kilku mundurowych.
W miasteczku niektórzy opowiadają historię o tym, że funkcjonująca tu tzw. grupa Austriaków, do której należał Paweł K., miała tak zażyłe kontakty z miejscową policją, że kiedyś jedna z tych osób wypożyczyła sobie policyjny mundur, by zatrzymywać na drodze samochody.
Kim jest „ktoś”?
W programie powróciła też sprawa nie do końca wyjaśnionych śmierci, które odnotowano od chwili zabójstwa dziewczyny; oprócz wspomnianego Tadeusza Draba nie żyją Marek Kapel i Andrzej J., policjant ze Szczucina, który w 2012 r. zastrzelił się z pistoletu służbowego. Do tego funkcjonariusza rodzina Cyganów miała zaufanie. Nie żyje też Wojciech Sołtys, który podobno był skonfliktowany z Józefem K. Czy śmierć tych osób to zwykły przypadek? Czy może jednak mieć związek ze sprawą brutalnego mordu? Czy osoby te zbyt dużo wiedziały na ten temat? Odpowiedzi na te pytania jeszcze nie padły, ale domysłów na ten temat nie brakuje.
W programie wystąpili ponadto ojciec oraz dwie siostry Iwony. Ojciec dziewczyny stwierdził, że tragedia jego córki odbyła się w kręgu znajomych pochodzących z miasteczka i najbliższych okolic. Siostry są zdania, że zmowa milczenia, która trwała w Szczucinie przez kilkanaście lat, nie została do końca przełamana. Ludzie nadal nie czują się bezpiecznie, nadal się boją, gdyż nie wierzą, by nad policjantami tuszującymi śledztwo ktoś nie rozłożył szerokiego parasola. Ktoś bardzo ważny. Ciągle nie wiadomo, kim był i jaki miał w tym cel.
Prokuratura Krajowa, która zajmuje się śledztwem – po przejęciu go od prokuratury w Tarnowie – nie komentuje ustaleń reporterów z „Superwizjera”. Chcieliśmy się skontaktować z mec. Ireneuszem Wilkiem, lecz jego komórka milczała.
























