Ruchome obrazy

0
borowiec
borowiec1807
REKLAMA

Stali czytelnicy tej rubryki wiedzą, że nie jestem specjalnym fanem progrocka i jego naturalnych skłonności do, za przeproszeniem, rozdętych form, nafaszerowanych tysiącami nut. A jednak płyta Moving Pictures, uchodząca, jak by nie było, za album progrockowy, jest jedną z moich ulubionych i to nie tylko w historii dokonań zespołu Rush, ale w historii rocka w ogóle. Młodzieńczy sentyment? Zapewne tak, ale nie wyłącznie.
W moim prywatnym rankingu albumów wszech czasów krążek z pewnością znalazłby się w pierwszej setce i nie jestem tu specjalnie oryginalny, bowiem w ujęciu polskich muzyków, których opinie złożyły się na opublikowany przez miesięcznik Tylko Rock w 1999 roku ranking Sto płyt, które wstrząsnęły polskim rockiem, album uplasował się na pozycji 87.
Płyta Moving Pictures powalała już samym wstępem, czyli kompozycją Tom Sawyer z przebojowym motywem syntezatora, zgrabnie poprowadzonym przez Alexa Lifesona tematem gitary i świetnym wokalem Geddy’ego Lee. Znakomity numer. Zaraz potem „jechała” Red Barchetta, której trudno było nie polubić. Nieco nowofalowa, niby progresywna, a jednak pełna hardrockowego poweru i… znów ten wokal. Gdzieś potem przeczytałem, że głos Lee przy „środkowej” barwie jest mniej porywający. Dla mnie akurat był i pozostał dużo bardziej porywający niż ten w wysokich rejestrach.
Kiedy następowała najbardziej zakręcona formalnie, pokomplikowana rytmicznie i melodycznie instrumentalna kompozycja YYZ, byłem już „kupiony”, a wszelkie „komplikacje” w ogóle mi nie przeszkadzały. Potem brzmiała Limelight z fajnym podkładem. Niby taka piosenka, ale jakże wykwintnie zaserwowana: z kąśliwym solo i pokręconym rytmem basu i perkusji.
Dalej 11‑minutowa mini suita The Camera Eye z syntezatorowym wstępem i kapitalnymi hardrockowymi wstawkami. Po niej był bodaj najbardziej niepokojący na płycie numer Witch Hunt, z mrocznymi riffami i dzwonkami pobrzmiewającymi gdzieś w tle. Wreszcie następował finał w postaci Vital Signs, z zachwycającym, niemal synkopowanym rytmem gitary. I tyle. Aż tyle. Nic dziwnego, że taka zawartość przełożyła się na znakomitą sprzedaż płyty, która w USA i Kanadzie pokryła się poczwórną platyną.
Geddy Lee w wywiadzie opublikowanym przez magazyn Tylko Rock w listopadzie 1996 roku tak mówił o płycie: Jestem z niej naprawdę dumny. Ogromnie lubię „Moving Pictures”. Ta kombinacja muzyki dość wyrafinowanej i hard rocka bardzo mnie satysfakcjonuje. My zawsze próbowaliśmy łączyć trzy różne rzeczy: złożoność formalną rocka progresywnego, piękne melodie i ekspresje hard rocka.
Nie tylko muzyka, ale również teksty stanowiły silną stronę krążka. Zresztą literackie dokonania perkusisty Neila Pearta rzadko trąciły rockową sztampą. Na Moving Pictures, zwłaszcza w przypadku utworu Limelight, miały akurat rys mocno osobisty. Oto ponownie Geddy Lee z cytowanego wywiadu: Wydaje mi się, że Limelight to utwór odzwierciedlający walkę, jaką Neil toczył w tym czasie z samym sobą. Stanowi jego próbę spojrzenia na siebie z pewnego dystansu. Jest pytaniem o sens własnych poczynań, a także wyrazem zmagań ze sławą, z niedogodnościami, jakie wiążą się z sukcesem. Dla potwierdzenia stosowny fragment: Żyję w świetle reflektorów./To uniwersalny sen/dla tych, którzy kochają nierealność.
Przesadą byłoby nazywać teksty Pearta wybitną poezją, nie można im jednak odmówić pewnej uniwersalności, a nawet, jak to ma miejsce w Witch Hunt, ponadczasowości: Szybko osądzają,/równie szybko wpadają w gniew,/lecz jakże wolno pojmują./Ignorancja, uprzedzenie i strach/idą ręka w rękę.
Teraz coś o okładce Moving Pictures. Wykorzystano na niej zamierzoną wieloznaczność tytułu: „ruchome obrazy” – zatem ekipa filmująca (fotografująca) scenę na okładkę, „przenoszenie obrazów” – dlatego w kadrze spece od przeprowadzek niosący obrazy i wreszcie „poruszające obrazy” – stąd wzruszeni ludzie obserwujący sceną.
Event, którego fotografia ozdobiła okładkę, odbył się przed budynkiem o trzech portalach wspartych na potrójnych kolumnach (wszak Rush to trio). Autorem konceptu graficznego i zdjęcia wykonanego przed parlamentem stanu Ontario w Toronto był stały grafik bandu, Hugh Syme, który wcześniej (począwszy od trzeciego albumu) odpowiadał za wszystkie okładki.
Na koniec jeszcze mała refleksja. Moving Pictures to płyta wybitna. Nagrana przez zespół, o którym, gdyby wziąć pod uwagę pochodzenie jego muzyków, należałoby powiedzieć: najwybitniejszy band ze słowiańskimi korzeniami w świecie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze