
– Strach jeździć autostradą – twierdzi Ryszard Grzesik z firmy transportowej w Tarnowie. Zawodowo prowadzi na zmianę dostawczaka lub małą ciężarówkę. – Prędkości, owszem, są czasem szalone, ale wciąż nie mogę się nadziwić, jak niektórzy kierowcy, mając na liczniku dużo powyżej setki, siedzą sobie na zderzakach, choć przy jakimś nagłym hamowaniu wszyscy mogą wjechać innym w bagażnik samochodu. Widziałem takie sytuacje nieraz. Nawet nie zliczę już, ile godzin wystałem się w korkach między Tarnowem i Krakowem, bo z powodu kolizji lub wypadku droga była zablokowana. Im bliżej Krakowa, tym gorzej. Tam chyba nie ma ani jednego dnia bez drobnej choćby stłuczki.
Prawdą jest, że im dalej od Krakowa na wschód, natężenie ruchu maleje, maleje więc ryzyko kolizji lub wypadku. Mimo to tylko na niespełna 60 –kilometrowym odcinku A4 – od okolic Bochni po Starą Jastrząbkę – tych zdarzeń przybywa. W drugi dzień świąt wielkanocnych w pobliżu Bochni zderzyły się trzy samochody. Wcześniej wpadły tam na siebie cztery pojazdy. Skutki kolizji byłyby mniejsze, gdyby kierowcy zachowali od poprzedzających ich samochodów odpowiedni odstęp.
W ubiegłym roku na tarnowskim odcinku autostrady doszło do dziewięciu wypadków i 228 kolizji. Dwie osoby zginęły, a jedenaście zostało rannych. Biorąc pod uwagę tylko statystykę, trudno o poczucie bezpieczeństwa na tej trasie.
Najbardziej wstrząsający wypadek wydarzył się w tym czasie na wysokości Komorowa, gdy 29-letni kierowca samochodu osobowego, który zatrzymał się na pasie awaryjnym i chciał pomóc wyjść z auta dziecku, śmiertelnie został potrącony przez nadjeżdżającą ciężarówkę. Świadkiem śmierci mężczyzny było nie tylko jego dziecko, ale i żona, która jechała jako pasażerka. Wszyscy wracali do domu z urlopu.
Typowym zdarzeniem na A4 jest utrata panowania nad pojazdem i uderzenie w bariery energochłonne. Czasem kierujący wychodzą z takich opresji cało, a czasem odnoszą obrażenia. Na przykład w marcu w sąsiedztwie węzła bocheńskiego ranny został kierowca pojazdu, który wjechał w bariery. Powody podobnych kolizji są różne. Rozpędzone samochody wypadają z trasy, gdyż na przykład ulegają poślizgowi. Na autostradzie, nawet jeśli jest ona mokra i śliska, mało kto zwalnia.
– Bywa też, że kierowca, który zjechał z drogi, był zmęczony długotrwałą jazdą i w pewnej chwili nie zapanował nad pojazdem. Były też przypadki zasłabnięcia – mówi kom. Sebastian Bąk, zastępca naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie.
Czasem do takich sytuacji dochodzi także dlatego, że kierowcy przeceniają swoje możliwości. Widząc przed sobą dwujezdniowy odcinek długiej, prostej drogi, rozpędzają się do prędkości, z którymi na co dzień rzadko mają do czynienia.
– Bez wątpienia główną przyczyną zdarzeń na autostradzie są bardzo duże szybkości, często za duże w stosunku do umiejętności kierowcy. Umiejętnością jest również dostosowanie prędkości do panujących na drodze warunków – podkreśla kom. Bąk.
Nie do rzadkości należą przypadki, gdy kierowcy jadą z szybkością 180‒200 km na godzinę, mimo że na krajowych autostradach maksymalna dopuszczalna prędkość to 140. Był już przypadek, gdy jakiś kierowca jechał tą drogą pod prąd. Wprawdzie policja dysponowała amatorskim nagraniem przekazanym przez innego kierowcę, lecz było ono tak złej jakości, że nie udało się odczytać numerów rejestracji.
– Tylko w jakichś wyjątkowych sytuacjach, gdy istnieje poważne zagrożenie i nie można dłużej zwlekać, zatrzymujemy pojazdy jadące autostradą – tłumaczy kom. Bąk. – Nasz radiowóz z wideorejestratorem cały czas patroluje odcinek A4, a kiedy zachodzi potrzeba zatrzymania kogoś do kontroli, staramy się to robić w miejscach bezpiecznych, czyli na węzłach lub w MOP-ach.
Na początku wydawało się, że wraz z upływającym czasem i nabieraniem doświadczenia polscy kierowcy coraz lepiej będą sobie radzić na autostradach, które jeszcze kilkanaście lat temu były w Polsce rzadkim zjawiskiem. Statystyki mówią jednak coś innego. W 2016 roku na tarnowskim odcinku A4 było mniej kolizji i wypadków (łącznie 223) niż rok później. Co ciekawe, z tego punktu widzenia bezpieczniej jest poruszać się po alternatywnej drodze krajowej nr 97, dawnej „czwórce”, gdyż tam liczba takich zdarzeń jest mniejsza. Ale to autostrada miała być od niej bezpieczniejsza.
W pierwszym kwartale tego roku na wspomnianym odcinku doszło już do jednego wypadku i 32 kolizji. Wygląda na to, że trudna nauka jazdy po autostradzie z groźnymi jej skutkami ciągle trwa.























