Lokalni pracodawcy nadal mocno zaciskają pasa, ale jest to, jak można się domyślać, pas ich załogi. Dzieje się tak, mimo że w niektórych branżach już notuje się niedostatek rąk do pracy.
W ciągu ostatnich dwóch lat liczba ofert zatrudnienia, którymi dysponuje Powiatowy Urząd Pracy w Tarnowie, zdecydowanie wzrosła, nawet o jedną trzecią. To skutek ogólnokrajowego trendu polegającego na tym, że bezrobocie spada, a rośnie rynek pracy. Stopa bezrobocia w mieście wynosi 5,9, a w powiecie jest o dwa procent wyższa.
Jeszcze dwa, trzy lata temu, zdecydowana większość tarnowskich ofert miała jedną wspólną cechę – pracodawcy proponowali tylko minimalne krajowe wynagrodzenie. Jak jest dzisiaj? Nadal wydaje się, że zmiany są ilościowe, a nie jakościowe.Wciąż króluje minimalne krajowe wynagrodzenie lub nieznacznie wyższe. To pierwsze obecnie wynosi 2,1 tys. zł brutto, co daje „na rękę” 1530 zł. Pośród wielu bardzo podobnych pod względem atrakcyjności ofert PUP‑u znaleźliśmy kilka przykładów, które odstają od tej zasady. Poszukiwani są kierowcy TIR‑ów za ponad 8 tys. miesięcznie, ale jest też propozycja takiej pracy w Anglii z pensją od 2,5 tys. funtów, czyli – w przeliczeniu na złotówki – ok. 12 tysięcy.Kierowcy autobusów mogą liczyć na 3 – 3,7 tys. zł, monterzy izolacji przemysłowej lub termicznej są w stanie zarobić od 4,2 do 4,9 tys., a brygadzista w tej samej firmie budowlanej 5,6 tys. zł.
Mechanik samochodowy może otrzymać 4,2 tys., pracownik w firmie zajmującej się wywozem nieczystości 3,2 tys., sprzedawca lodów 3 tys., samodzielny księgowy 4 tys. zł.
Znacznie trudniejsza sytuacja w Tarnowie dotyczy młodych absolwentów wyższych uczelni, ale tej sprawie poświęciliśmy osobny materiał w jednym z poprzednich wydań TEMI.
Ryszard z okolic Tarnowa jest cieślą, który zajmuje się wykonywaniem szalunków, różnych konstrukcji drewnianych w budowanych czy remontowanych budynkach. – W całym naszym regionie firmy proponują góra 3 – 4 tysiące, oczywiście brutto, a wiadomo mi, że pewna spółka z Dąbrowy Górniczej daje cieślom ponad 7 tysięcy. Widocznie w województwie śląskim rynek pracy jest już inny niż u nas.
Skontaktowaliśmy się z jedną firm z okolic Tarnowa, która skłonna jest przyjąć do pracy murarzy, blacharzy i ludzi zajmujących się docieplaniem budynków za 2,6 – 2,7 tys. zł. Współwłaściciel zakładu niechętnie z nami rozmawia, a jeśli już, to głównie narzeka na swój los. Nie chce podać nazwiska do prasy. – Jeśli ktoś nigdy nie prowadził firmy, to tylko może się mu wydawać, że jest tak łatwo. Gdy legalnie prowadzi się firmę, to natrafia się na mnóstwo obciążeń finansowych. Jest się „cyckanym” z każdej strony. Proszę pana, my nie pracujemy na budowach w Warszawie czy Gdańsku, miejscowy rynek jest marny. Gdy jakaś gmina ogłosi przetarg, ale potem dojdzie do wniosku, że firmy chcą za dużo, to go unieważnia i czeka na lepsze dla niej oferty. Ale i tak zarobki dla naszych ludzi, o których pan mówi, to są propozycje na początek. Myślę, że w realiach tarnowskich nie mają u nas źle.
– Rzeczywiście, gdy czasem rozmawiamy z pracodawcami na temat wysokości wynagrodzeń, to zapewniają nas, że to nie są ostateczne kwoty, że jest możliwość negocjacji albo że wynagrodzenia są podnoszone w późniejszym okresie. Trudno jednak zweryfikować te zapewnienia – mówi Stanisław Dydusiak, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Tarnowie. – Myślę, że pod względem płac niewiele się u nas zmieniło. Niewiele ruszyło w górę. Nie możemy, rzecz jasna, wykluczyć, że pracodawcy oficjalnie wypłacają minimalną pensję, a resztę pod stołem.
Dyrektor Dydusiak zwraca uwagę na fakt, iż ceny na przetargach budowlanych są duże większe niż kiedyś, inwestorzy narzekają, ale miejscowi przedsiębiorcy nadal chcą zatrudniać za niewiele wyższe pensje. – Przecież materiały i surowce nie podrożały ostatnio tak bardzo. Podejrzewam, że cała sytuacja wynika z mentalności wielu przedsiębiorców. Nie dopuszczają ciągle myśli, że aby zyskać dobrego pracownika, mniej pieniędzy trzeba przeznaczyć na własną konsumpcję, a więcej na płace. A potem ból i zdziwienie, że pracownik odchodzi i wybiera dużą aglomerację albo zagranicę. Dotyczy to także Ukraińców, którzy przyjechali do nas do pracy. Ludzie idą tam, gdzie mogą solidniej zarobić. Dostrzegamy to nawet na własnym poletku. We wcześniejszym okresie, gdy ogłaszaliśmy nabór na jakieś stanowisko w naszym urzędzie, zgłaszało się po 30 – 40 kandydatów, obecnie trudno o kogoś z naboru.Choć coraz częściej słychać o specyficznej mentalności tarnowskich pracodawców, którzy – według niektórych opinii – dbają wyłącznie o swój portfel i chcą jak najszybciej i jak najtańszym kosztem się dorobić, nie ulega wątpliwości, że ta cecha odnosi się też do innych, podobnych do Tarnowa miast. W Nowym Sączu, Tarnobrzegu czy Krośnie ten sam pracownik raczej nie otrzyma korzystniejszej oferty płacowej.– W zasadzie jest tak, że w mniejszych ośrodkach siła robocza jest tańsza – podsumowuje Stanisław Dydusiak.
Na pocieszenie pozostaje też fakt, że chociaż oficjalnie przeciętne miesięczne wynagrodzenie krajowe to prawie 5 tys. zł brutto, to – jak pokazały szczegółowe badania – Polacy najczęściej zarabiają przeciętnie 2074 zł.
– Coś się jednak zmieniło – zauważa dyrektor PUP. – W poprzednich latach obserwowaliśmy, jak po zakończeniu sezonu firmy zdecydowanie redukowały zatrudnienie, a teraz zatrzymują pracowników i ponoszą związane z tym koszty. Boją się, że wraz z nowym sezonem mogą wystąpić trudności z zatrudnieniem nowych.
Dlaczego tak mało nam płacą?
REKLAMA
REKLAMA
























