Foka jest pięknym całkowicie nieszkodliwym i będącym pod ścisłą ochroną gatunkiem morskiego ssaka. W Bałtyku żyją trzy gatunki fok: foka szara (Halichoerus grypus) rzadziej nazywana szarytką, foka pospolita (Phoca vitulina) i nerpa, czyli foka obrączkowana (Phoca hispida). Jedna z wybitniejszych pisowskich „intelektualistek”, p. Arciszewska‑Mielewczyk, specjalizująca się w problematyce niemieckiej (co polega na niszczeniu relacji polsko‑niemieckich i traktowaniu kłamstw na temat Niemiec i Niemców jako najważniejszego miernika patriotyzmu) była uprzejma ogłosić: „Foka to ewidentny szkodnik, a Bałtyk nie jest jej naturalnym środowiskiem. Jej pojawienie się u nas to wymysł WWF (błękitny patrol) i ekologów głównie niemieckich, którzy chcieliby przeflancować tu rezerwaty. Musimy zacząć coś robić. Nie ma innego wyjścia”. Inny pisowski „przyrodnik” p. Materna dodał, że „foki to poważny problem”. Padło też wiele nienadających się do cytowania wypowiedzi wzywających do mordowania tych „szkodników i łajz”.
Trudno o większe brednie. Foki żyją w Bałtyku prawie od początku istnienia tego stosunkowo młodego morza, czyli od ok. 9000 lat. Przy naszym wybrzeżu praktycznie żyje tylko foka szara i jej populacja trudna jest do oszacowania, choć nie przekracza najpewniej tysiąca osobników. W całym Bałtyku to ok. 30 tysięcy.
Mówienie o fokach w kategorii „niemieckiej agresji i krzywdy, jaką nam od zawsze wyrządzają Niemcy” trudno nazwać nawet bredniami – wprowadzenie do języka politycznego foki, jako niemieckiej dywersji mającej zniszczyć polskie patriotyczne i narodowe rybołówstwo, to kolejny objaw szaleństwa połączony z gigantycznym nieuctwem typowym dla działaczy PiS zwłaszcza w kwestiach przyrodniczych i historycznych. Kandydat na prezydenta Warszawy p. Jaki wsławił się kilka lat temu w sejmie pokazywaniem w słoiku wielkiego karaczana amerykańskiego (Periplaneta americana) mówiąc, że to znaleziona w pociągu pluskwa, która dotkliwie pokąsała pasażerów. Karaczan jest od pluskwy większy kilkadziesiąt razy i nie atakuje ludzi (pluskwy żywią się krwią stałocieplnych), a karaczan odżywia się szczątkami organicznymi głównie roślinnymi.
Oczywiście trudno oskarżać p. Arciszewską‑Mielewczyk o bestialskie zamordowanie kilku fok. Z pewnością jednak wzywanie do zabijania fok, mówienie o nich jako obcych i wrogich naszej faunie, a także przyczyniających się do nędzy rybaków, którym wyżerają z sieci złowione ryby, jest absurdem i do mordowania fok może prowadzić.
Patrząc z punktu widzenia nauki podział na gatunki rodzime i obce jest sztuczny, płynny i w sumie absurdalny. Kasztanowce, które na stałe wrosły do naszego krajobrazu, przyrody, poezji i piosenki są w Polsce trochę ponad 200 lat, akacje, bzy, jaśmin i forsycje jeszcze krócej, a trudno sobie wyobrazić Polskę bez akacji. Cała prawie fauna jest młodsza niż 15 tysięcy lat, czyli od cofnięcia się lodowca i wymarcia fauny lodowcowej (mamuty, nosorożce włochate, lwy i niedźwiedzie jaskiniowe). Idąc tokiem rozumowania p. posłanki Arciszewskiej‑Mielewczyk należałoby wyciąć większość lasów i wymordować większość zwierząt jako „obcych”.
Informuję panią posłankę, że tylko w ostatnich latach do naszego kraju weszły modliszki (były wcześniej, ale teraz są bardzo liczne), szakal złocisty, szop pracz, zaskroniec rybołów, papuga Aleksanderetta, jenot, kilka gatunków pontyjskich kiełży (Gammaridae), kilkanaście gatunków ryb oraz wiele innych zwierząt i oczywiście roślin.
Foki są piękne, urocze, sympatyczne, a szkody, jakie wyrządzają rybakom powinny być rekompensowane tak jak w przypadku innych zwierząt. Mordowanie ich jest niebywałą podłością, niczego nie rozwiązuje, a połączone z trudnym do wytłumaczenia okrucieństwem jest hańbą naszego gatunku. Każdy, kto przyłącza się do tego okrucieństwa ma udział w tej hańbie.
Ratujmy foki!
REKLAMA
REKLAMA




















