Węgry wygrały

0
Stefan Niesiołowski
REKLAMA

Węgry wygrały, a demokratyczna Europa, przede wszystkim zmagająca się z brunatną falą nacjonalizmu Polska, odetchnęła z ulgą. Na ulicach Budapesztu pojawiło się znowu hasło węgierskich powstańców z 1956 roku „Ruszkik haza”, czyli „Rosjanie wynoście się, do domu”. Wróciło na węgierskie ulice, co w jakimś stopniu porównało i zrównało strupieszałą, skorumpowaną do szpiku kości dyktaturę Orbana ze stalinowskimi reżimami Rakosy’ego i Gero w 1956 roku. Ale przede wszystkim Węgrzy przeciwstawili się polityce uzależniania Węgier od Rosji Putina.

Nie pomogły Orbanowi brednie p. Vance’a, że nie można zgodzić się na ingerencję Unii Europejskiej w węgierskie wybory, co powiedział na wiecu w Budapeszcie, na którym namawiał do głosowania na Orbana i atakował Unię. Nie pomógł telefon od samego Donalda Trumpa, który obiecywał pomoc gospodarczą pod warunkiem, że będą głosować na Orbana. Wreszcie na nic się zdała żałosna pielgrzymka Nawrockiego do Budapesztu, podszyta strachem i wściekłością, przyłapanego na kłamstwie wobec pytającego o związki z Putinem polskiego dziennikarza. Nie pomogła nacjonalistyczna odsiecz całej populistycznej menażerii na czele z takimi tuzami, jak Le Pen, Salvini itd. oraz cały spektakl kłamstwa, nienawiści i zwykłej oraz politycznej głupoty, jaki w tej sprawie prezentowali biorący pieniądze od Putina nacjonaliści. Już w trakcie procesu wyborczego, gdy było jasne, że Orban wybory przegrywa, pisowska szczujnia o pięknej nazwie TV Republika była uprzejma zamieszczać na tzw. paskach informację – „wielkie zwycięstwo Orbana”. Jak widać nacjonalizmy czy szerzej dyktatury zawsze są takie same. Goebbels, gdy Rosjanie sforsowali Odrę i zbliżali się do Berlina, wrzeszczał, że Niemcy wygrają wojnę, a na drzewach i latarniach naziści wieszali ludzi z przyczepionymi kartkami – „wiszę tu, bo zwątpiłem w ostateczne zwycięstwo”. Do samego końca, gdy żołnierzy radzieckich dzieliło kilkaset metrów od kancelarii Rzeszy, Hitler wydawał wyroki śmierci, rozstawiał na mapach nieistniejące wojska i przekonywał, że na niego Niemcy nie zasłużyły, zawiodły go i muszą zostać zniszczone, do czego zobowiązał Speera, który rozkazu nie wykonał i dlatego nie został powieszony, co i tak było wielkim błędem oraz rażącą niesprawiedliwością aliantów.

„Ruszkik haza” – Węgrzy powiedzieli „dość” przede wszystkim reżimowi, pod którym coraz ciężej im się żyło, a za to doskonale się żyło aparatczykom, dygnitarzom i pachołkom, samemu Orbanowi, jego rodzinie oraz całej szajce lizusów. Powiedzieli dość uzależnieniu od Rosji Putina, wrogości wobec Zachodu, Unii i demokracji. Czeka ich długi proces odbudowywania zniszczonej gospodarki (najsłabszej w Unii), praworządności, edukacji, służby zdrowia – wszystkiego. Na tej drodze mogą liczyć na pomoc Unii i solidarność demokratycznego świata, oczywiście także bliskiej historycznie Węgrom Polski.

REKLAMA (2)

Niestety mamy do czynienia z ponurym paradoksem, że przeciwko wolności i demokracji sprzymierzyły się Ameryka z Rosją. Po raz pierwszy od ponad 100 lat Ameryka sprzymierzyła się z autorytarnym systemem przeciwko demokracji i wolności. Trump i Putin to dziś bliscy sojusznicy, deklarujący przyjaźń do Orbana, Nawrockiego, Kaczyńskiego, autorytarnych reżimów, przeciwników praworządności, praw człowieka i wolności narodów. Jest coś absurdalnego i niezrozumiałego, że Węgry, gdzie wybuchło zbrojne powstanie przeciwko rosyjskiej okupacji, które były symbolem walki o wolność, przez 16 lat były rządzone przez reżim będący zaprzeczeniem tego wszystkiego, o co walczyli bohaterscy powstańcy w 1956 roku i za co życie oddali z wyroku sowieckiego krzywoprzysiężnego sądu narodowi bohaterowie jak Imre Nagy i Pal Maleter. Pamiętam w tym mniej więcej czasie, jak stłumione zostało węgierskie powstanie. Wszystko już dobrze rozumiałem, bo miałem 12 lat, a rodzice słuchali wieczorami Wolnej Europy. W szafie z ubraniami znalazłem biało – czerwoną flagę i spytałem Mamę, po co ta flaga? Usłyszałem odpowiedź: „to jak przyjdą Amerykanie”. I przez niekończące się lata wydawało się, że to absurd, że żadni Amerykanie nigdy nie przyjdą, bo jakim cudem Armia Czerwona ma opuścić Polskę, kto ją zmusi? I nagle to się stało, doszło do drugiego obok cudu listopadowego z 1918 roku, cudu 4 czerwca 1989. Powstała wolna, niepodległa Polska. I potem przyszli Amerykanie nie żeby nas wyzwolić, bo wyzwoliliśmy się sami, ale jako sojusznicy z NATO. I teraz okazuje się, że ci sojusznicy wspólnie ze zbrodniarzem Putinem, który napadł na Ukrainę i grozi innym państwom odbudowaniem sowieckiego imperium zła, popierają agenta Putina, węgierskiego autokratę, skorumpowanego i odrażającego w swojej obłudzie i kłamstwie. Mamy po raz pierwszy po II wojnie sojusz Ameryki z Rosją, wymierzony w demokrację i wolność, wrogi Polsce i Europie. Historia lubi jak widać paradoksy.

I jeszcze wzruszający polski rozdział. Na Węgrzech ukrywa się przed sprawiedliwością dwóch polskich opryszków wzbogaconych na państwowych pieniądzach, którzy teraz będą musieli szukać innej kryjówki. Może u Łukaszenki, Trumpa albo w jakiejś bliskowschodniej lub innej satrapii? A może będą naśladować bohaterskiego kardynała Mindszenty’ego, więźnia stalinowskiego reżimu, który po upadku powstania schronił się w ambasadzie amerykańskiej w Budapeszcie, gdzie przebywał przez kilkanaście lat, zanim wyjechał do Rzymu. Ziobro najwyraźniej liczy na palmę męczeństwa? Zwłaszcza, że Trump już zdążył ogłosić, że Orban wcale nie jest jego przyjacielem, a nowy premier to bardzo miły człowiek i on, Trump, chce utrzymywać dobre relacje z nowymi węgierskimi władzami. Po raz kolejny Batyr okazał się (delikatnie mówiąc) wystrychniętym na dudka i to tak bardzo, że przez tydzień po wyborach na Węgrzech schował się, milczał i w zasadzie stan ten trwa z niewielkimi odchyleniami do tej pory. Natomiast Trump zdążył już przegrać wojnę na Środkowym Wschodzie i na naszych oczach Ameryka traci status supermocarstwa. To smutne i żałosne, ale może nieuniknione?

„Norman Davies mówi: ‘Trump jest najdziwniejszą postacią polityczną bodaj od czasów szalonego cesarza Kaliguli’, uzupełnia: ‘Zbyt łagodnie napisałem o Trumpie. On jest aberracją. W tradycji amerykańskiej nigdy nie było takiego faceta przy władzy. I moim zdaniem on doprowadzi do klęski Ameryki. Politycy europejscy muszą być z nim bardzo ostrożni, bo nie dość, że jest nieprzewidywalny, wprowadza kompletny chaos, to jest też bardzo mściwy” (Tomasz Jastrun, „Aberracja i chaos, „Przegląd”, 7-12.04.2026 r.). I mogę jedynie dodać: jak prawie każdy nacjonalista i populista.

REKLAMA (3)

Jak na tym tle wygląda Polska? Moim zdaniem patologie Batyra i całej otaczającej go kliki tylko się pogłębiły. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że całą racją istnienia Nawrockiego i jego otoczenia jest szkodzenie Tuskowi, w czym całkowicie jest zgodny z działaniami Kaczyńskiego. Kwestia SAFE, próba sparaliżowania TK, wetowanie wszystkich racjonalnych i niezbędnych dla Polski ustaw to codzienność i nie należy oczekiwać najmniejszych zmian w tym obszarze. Dlatego nie rozumiem, jaki rząd ma interes, aby karmić Batyra i jego szajkę utrzymywaniem kosztownej (pochłaniającej miliony) kancelarii, otoczenia i przeróżnych komisji służących do opłacania całych stad nacjonalistów, a nawet jak widać po komisji ds. mediów, ruskich trolli? Uniemożliwianie ograniczenia ciężkiej patologii, jaką jest tzw. giełda kryptowalut, blokowanie obywatelom odzyskanie swoich pieniędzy to po prostu paraliż państwa, ale przecież Batyrowi ani nacjonalistom, finansowanym przez kryptowaluty, nie zależy na żadnej reformie tego sektora. Ich hasło jest banalnie proste – „Im gorzej, tym lepiej”. Należy, jak tylko się da, uniemożliwiać rządowi rządzenie i reformowanie państwa, bo z tego ta szajka żyje i liczy, że kiedyś dorwie się do władzy i wtedy porachuje się z Tuskiem i obozem wolności. „Donald Tusk celnie to skomentował, pisząc: ‘A więc trzy Konfederacje przeciwko nam’. Spośród tej święconej trójcy to w oryginalnej Konfie zdają się drzemać jakieś możliwości dialogu i ewentualnej kohabitacji, z braunistami rozmawiać nie ma o czym, chyba, że o wyborze oddziału zamkniętego i kroju kaftana bezpieczeństwa, a PiS to w tej chwili polityczny humbug, służący wyłącznie zaspokojeniu chorobliwego pragnienia zemsty i unicestwienia Tuska. To jest doprawdy imponujące, że jeden toksyczny starzec pod osiemdziesiątkę wciąż jest w stanie zaprząc dla swojej osobistej wendety cały sztab socjotechników, polityczną parlamentarną sektę, no i niezmiennie udaje mu się nabierać betonowy elektorat na uczucia patriotyczne… mnie tylko zdumiewa, że ustawkowy watażka z Pałacu Prezydenckiego, co to z gołymi pięściami chadzał na kastety, też się boi tupnięcia kopytkiem żoliborskiego gnoma” (Wojciech Kuczok, „Trzy Konfy w łódce (nie licząc psa)”, „Przegląd”, 16-22.03.2026 r.).

Ale polityka nigdy nie byłą wolną od zagadek, zadziwiających zachowań i psychopatycznych postaci. Nie tylko polska?

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze