Muszę przyznać, że z pewną niecierpliwością oczekiwałem na wtorkowy wieczór w Krakowie. Wcześniej nie widziałem Fisha na żywo, więc dla spokoju bilet nabyłem już w marcu. To była dobra decyzja, bo w ostatnich tygodniach przed koncertem biletów zabrakło. Nie ukrywam, że bardzo chciałem i zobaczyć, i usłyszeć gościa, bo płyty Marillion z jego udziałem zawsze lubiłem.
Gdyby tak, pozostawiając refleksje natury estetycznej na boku, przyszło mi streścić wydarzenie w „Kwadracie” w jednym zdaniu, napisałbym, że to był całkiem poprawny, rzetelnie odegrany, przyzwoicie odśpiewany, solidny, bo trwający 130 minut koncert. Jednak Fish to artysta, od którego wymagać należy więcej niż tylko solidnej poprawności. Wszak w jego muzyce, tej tworzonej z Marillionem (ale również solowej) była i dramaturgia, i klimat, i brzmieniowy urok, i to coś, co powodowało, że album (lub taśmę z nim) po pierwszym przesłuchaniu puszczało się jeszcze raz. No, ale do rzeczy.
Początkowo w sali krakowskiego klubu zanosiło się na katastrofę, bo koncert supportującej artystę Doris Brendel (ponoć wschodząca gwiazda neoprogrocka) brzmiał fatalnie. Laserowe rękawice dziewczyny, a nawet niektóre fajne pod względem melodycznym fragmenty nie mogły zniwelować męczącego odczucia „ściany hałasu” z „płaską” perkusją na pierwszym planie. Na szczęście jednak Fish i jego zespół oraz towarzysząca mu wokalnie (i czasem na flecie) Doris byli już lepiej słyszalni.
Artysta, zgodnie z tytułem trasy, wykonał utwory z Clutching At Straws – ostatniej płyty, jaką w 1987 roku wydał z zespołem Marillion. Do tego zaserwował cztery numery pochodzące z ostatniego, wciąż czekającego na wydanie krążka – Weltschmerz.
Entuzjastycznie przywitany zaczął z powerem od Slàinte Mhath. Na widowni od razu pojawił się las rąk, a tłumnie zgromadzona publiczność zaczęła miarowo wyklaskiwać rytm. Czas pokazał, że był to częsty ozdobnik całego koncertu. Po prostu wesoła zabawa, rączki w górze, fajnie i rytmicznie, jak na popowej imprezie, a przecież byli tacy, którzy oczekiwali bardziej wysublimowanych doznań, a nawet wzruszeń muzycznych.
Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym pominął dobre i poruszające fragmenty. Tak było choćby w zaśpiewanym z publicznością Warm Wet Circles, w przyjętym z aplauzem White Russian czy w Sugar Mice, w którym łagodne półakustyczne intro, zgodnie z zamierzoną dramaturgią, przechodziło w pełną gitarowego poweru część zasadniczą. Można by powiedzieć, że dzięki muzykom podczas wtorkowego koncertu wszystko było na swoim miejscu, ale przecież instrumentalistów towarzyszących artyście pokroju Fisha powinna cechować stosowna klasa. To właściwie warunek konieczny. Tak też było i choć najwyżej oceniłbym umiejętności basisty Steve’a Vantsisa, to też pozostali (zwłaszcza gitarzysta Robin Boult) przedstawili rzemiosło wysokiej próby.
Szkoda jednak, że kompozycje z Clutching At Straws zabrzmiały jakoś jednowymiarowo, rzec można nawet poprockowo. Zabrakło im powietrza i brzmieniowego kolorytu, słowem za mało było w nich fishowego Marillionu. A może tak musiało być za sprawą „kwadratowej akustyki” Kwadratu? Może. Co by jednak nie mówić, znane i lubiane kompozycje, te, na które czekałem najbardziej, wcale nie wypadły porywająco. Zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu utwory z nowej płyty Fisha. Zwłaszcza Man With A Stick, pełna podskórnej dramaturgii opowieść o starym człowieku, której inspiracją stała się postać nieżyjącego ojca artysty. Dobrze zabrzmiała również interesująco zbudowana kompozycja Little Man What Now, do powstania której przyczyniła się powieść Hansa Fallady – Co dalej, szary człowieku?
A sam Fish? No cóż, śpiewał całkiem poprawnie i, co ważne, bez przerw, bo wcześniej zdarzało mu się bywać w kiepskiej formie. Jak zwykle sporo mówił, nie wiedzieć po co przynudzał tekstami o dolegliwościach swojego wieku, a przecież 60 lat na liczniku, w porównaniu choćby ze Stonesami, nie jest wyjątkowym wyczynem.
Koncert zamknęła wykonana na bis kompozycja Incommunicado. Miała to być pełna poweru wisienka na torcie. Zabrzmiała jednak jak jakaś rzemieślnicza wersja Satisfaction.
I tu na koniec coś a propos. Za opisywany w tym miejscu lipcowy koncert Stonesów zabuliłem krocie i w żadnym wypadku tego nie żałowałem. Za występ Fisha zapłaciłem jedynie 120 złotych, czego również nie żałuję. Gdybym jednak zapłacił ciut więcej, uważałbym, że przepłaciłem.
Fish w „Kwadracie”
REKLAMA
REKLAMA

![Groźne zdarzenie na skrzyżowaniu w Tarnowie. Na miejscu pracują służby [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/DSC_6746-218x150.jpg)
![Restauracja „Różana” w Tarnowie kusi smakiem i bogatą historią [ZDJĘCIA] Różana Tarnów 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Rozana-Tarnow-2026-3-218x150.jpg)
![Własnoręcznie ratują pozostałości po Zamku Tarnowskich na Górze św. Marcina [ZDJĘCIA] Zbieranie cegieł zamek](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zbieranie-cegiel-zamek-10-218x150.jpg)


![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)














