– To jednak nie jest tak, że w każdym przypadku wystarczy samo zdjęcie, by ukarać mandatem „mistrza parkowania” – zastrzega Krzysztof Tomasik, komendant Straży Miejskiej w Tarnowie i tłumaczy, co jeszcze trzeba zrobić, by postępowanie udało się zakończyć nałożeniem grzywny.
Nowe przepisy pozwalają o wiele skuteczniej walczyć ze zmotoryzowanymi, którzy nie zaprzątają sobie głowy znakami zakazu… – Dawniej było tak, że funkcjonariusz uprawniony do nakładania grzywien mógł wystawić mandat, gdy stwierdził popełnienie wykroczenia naocznie. Teraz zniknęło słowo „naocznie”, strażnik nie musi być na miejscu zdarzenia. Może stwierdzić popełnienie wykroczenia za pomocą przyrządu kontrolno‑pomiarowego lub urządzenia rejestrującego. Zapis o „urządzeniach rejestrujących” wiele zmienia. Nie ma w nim mowy o tym, że urządzenie musi być własnością konkretnej instytucji, na przykład Inspekcji Transportu Drogowego. To z kolei oznacza, że ustawodawca dopuścił możliwość wystawiania mandatów w oparciu o dowody (zdjęcia, filmy) zgromadzone przy użyciu urządzeń rejestrujących należących do obywateli – telefonów, aparatów cyfrowych, popularnych rejestratorów jazdy.
– Niedawno jeden z mieszkańców przesłał nam zdjęcie dokumentujące wykroczenie popełnione przez kierowcę. Wyjaśniliśmy, że potrzebujemy jeszcze informacji o miejscu i czasie. Odpisał, że się na to nie zgadza, bo przeczytał, że wystarczy samo zdjęcie. To jest niemożliwe – podkreśla Krzysztof Tomasik. – Zdjęcie należy opisać: gdzie zostało zrobione, w jakim dniu, o której godzinie i co obrazuje, na przykład zajęcie przez kierowcę całej szerokości chodnika lub zaparkowanie na miejscu dla inwalidy. Fotografia musi być czytelnia, w przeciwnym razie nie będziemy mogli wyciągnąć konsekwencji w stosunku do osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia. W przypadku wątpliwości świadek będzie wezwany do złożenia wyjaśnień. Należy pamiętać, że sprawca może nie zgodzić się z decyzją o nałożeniu mandatu karnego i sprawa trafi do sądu. A wtedy należy się spodziewać kolejnych wezwań.Zmienił się także czas na nałożenie mandatu. Teraz na jego wystawienie stróże prawa mają 60 dni od momentu, w którym ustalą sprawcę wykroczenia. Do tej pory było to 14 dni od ujawnienia wykroczenia. – Najwięcej zgłoszeń dotyczących nieprawidłowego parkowania wpływa do nas telefonicznie. Liczba przesyłanych zdjęć na razie nie wzrosła, na forach internetowych jest ich więcej, na przykład na tarnowskiej facebookowej stronie „Mistrzowie parkowania”. Ale to nie tam powinny być wysyłane tylko do nas, jeśli ich autor chce, żeby kierowca poniósł konsekwencje – tłumaczy Krzysztof Tomasik.
Zwłaszcza że na stronie internetowej Straży Miejskiej w Tarnowie uruchomiono zakładkę „Gwiazdy parkują inaczej”, gdzie publikowane są zdjęcia zrobione zarówno przez strażników, jak i mieszkańców. Dotyczą one parkowania „na bezczelnego”, są dowodem na łamanie prawa i równocześnie stanowią podstawę do wszczęcia czynności wyjaśniających w sprawach o wykroczenia. Na zdjęciach widać wszystkie możliwe przykłady bezmyślnego parkowania na tarnowskich ulicach, skrzyżowaniach, przejściach dla pieszych, chodnikach, ścieżkach rowerowych, skwerach, przystankach oraz osiedlowych i sklepowych parkingach.
Materiały świadczące o rażącym naruszeniu przepisów przez kierowców można również przesyłać na skrzynkę elektroniczną Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, funkcjonującą pod nazwą „Stop agresji drogowej”. – Tam trafiają wszystkie zdjęcia źle zaparkowanych samochodów oraz filmiki nagrane w Małopolsce przez kamerki kierowców. Część z nich pochodzi z Tarnowa i sąsiednich gmin – potwierdza rzecznik tarnowskiej policji, Paweł Klimek.
– Materiał jest analizowany i po zidentyfikowaniu miejsca zdarzenia przesyłany do konkretnych jednostek celem dalszego procedowania. Niektóre z wykroczeń wołają o pomstę do nieba – mówi podkomisarz Marcin Filipek z Wydziału Ruchu Drogowego KWP w Krakowie. – Im więcej mamy informacji, tym nasza reakcja jest szybsza, dlatego prosimy, aby autorzy nagrań podawali również datę i godzinę zdarzenia, miejscowość, nazwę ulicy, markę pojazdu. Nie zawsze takie dane się pojawiają i wtedy sami musimy szukać jakiegoś charakterystycznego punktu, a jest to trudne, jeśli na przykład wzdłuż drogi ciągnie się pole i nie ma niczego więcej. Najczęściej na nagraniach widzimy numer rejestracyjny i tył głowy kierowcy. Wzywany jest wtedy właściciel samochodu. Jeśli nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu, a ten nie budzi wątpliwości, to ponosi konsekwencje z tytułu niewskazania osoby, która w tym czasie kierowała pojazdem.
Mandat na podstawie zdjęcia? To możliwe, ale…
REKLAMA
REKLAMA
























