No, ale kiedy na wizji pojawił się urżnięty Kamil Durczok − cisza. Ani słowa komentarza. Filmik z występem dziwnie rozradowanego i bełkoczącego prezentera umieścił ktoś w Internecie, skąd zaraz został usunięty na żądanie TVN, by, jak to zwykle w takich sytuacjach, pojawić się na nowo w dziesiątkach innych miejsc. Ale w branżowych mediach, na konkurencyjnych kanałach, w prasie − absolutna cisza. Mało tego. W samym TVN 24 dwa dni później przypadkiem zobaczyłem niechcący jak w „Szkle kontaktowym” redaktor Miecugow z zaproszonym gościnnie redaktorem Iwaszkiewiczem używają sobie, tradycyjnie, jak na łysej kobyle, na pośle Dornie, przypominając jego nieco już zapomniane „zmęczenie” w Sejmie.
I tu mi się otworzył w kieszeni scyzoryk. Powinna jednak istnieć jakaś miara bezczelności i hipokryzji, zwłaszcza gdy cechują one środowisko tak wpływowe, jak dziennikarze. Innych za to samo krzyżujemy, wyszydzamy miesiącami, poniżamy − ale gdy trafi na jednego z „naszych”, to przysłowiowa morda w kubeł, czyli, jak to się mówi w języku naszych (tj. większości mediów w Polsce) właścicieli, maul halten.
„Każdemu się może zdarzyć” − wyjaśnił mi pewien dziennikarz, wzruszając ramionami. Zapewne każdemu. Przyznaję szczerze, że mnie też omal się raz nie zdarzyło. Na program, do którego zaproszono mnie jako gościa, przyjechałem wprost z imprezy, gdzie w poczuciu bezpieczeństwa spełniłem parę toastów. Szczęśliwie odpowiedzialni za program uprzedzili mnie, że pod gorącymi lampami w studio mogę zacząć mieć kłopoty z wymową, i w ten sposób − prawdopodobnie − ocalili przed kompromitacją. Odebrałem tę lekcję na całe życie; przed występem publicznym nigdy ani kieliszka, bo zawsze może się okazać, że to ten zły dzień.
Ale Durczokowi najwyraźniej zabrakło tego kogoś, kto by powiedział − nie, nie nadajesz się na antenę. I dlatego jest to kompromitacja nie tyle jego samego, co stacji, która go w tym stanie dopuściła do prowadzenia programu. Być może niereagowanie na stan prowadzącego było zemstą współpracowników poniżanych kiedyś za „up… stół”, tak czy owak, na pewno jest to dowód, że w stacji źle się dzieje. Więc jest nawet zrozumiałe, dlaczego TVN zachowuje się w tej sprawie tak obłudnie. Ale dlaczego ma w tej obłudzie wsparcie całego środowiska, wsparcie zdecydowanie dla polskiego dziennikarstwa kompromitujące? „Kto pije i płaci, honoru nie traci” − przekonywał kiedyś pewien przyłapany senator. A wy, moraliści z ekranu i łamów, wtedy z niego kpiliście i prawiliście mu kazania. A teraz jak sami wyglądacie?
Kto pije i płaci…
REKLAMA
REKLAMA





















