Marek Steindel, prawnuk legendarnego dziś przywódcy ruchu ludowego, trzykrotnego premiera II Rzeczpospolitej, Wincentego Witosa, nie pamięta pradziadka, bo urodził się dwa lata po jego śmierci. Przyznaje, że przez lata niezbyt interesował się swoim słynnym przodkiem, początkowo znał go tylko ze wspomnień mamy i babci – jedynej córki Witosa. Jednakże z upływem lat zaczęły odzywać się więzy krwi. Dziś, będąc na emeryturze, często przyjeżdża z Krakowa do Wierzchosławic na tzw. „Witosówkę” i chętnie opowiada o Witosie, jego mniej znanych losach i życiowych drogach potomków dawnego polityka.
Rodzinna „Przystań”
Obecna „Witosówka”, pozostałość po gospodarstwie premiera, ogranicza się do drewnianych zabudowań i przyległego starego sadu. Na mocy porozumienia rodziny z Muzeum Okręgowym w Tarnowie stanowi obiekt muzealny dostępny dla zwiedzających. Córka Witosa – Julia, po jego śmierci w 1945 roku nie prowadziła gospodarstwa. Ojciec, z myślą o jej zabezpieczeniu majątkowym na przyszłość, pod koniec lat 20. minionego wieku, kupił w Zakopanem grunt i wybudował dom – pensjonat.
– Był on, jak na tamte czasy, bardzo nowoczesny, wyposażony między innymi w rzadko spotykane wówczas centralne ogrzewanie. Nazywał się „Przystań” i taką nazwę dom ten, już nie jako pensjonat, nosi do tej pory – opowiada Marek Steindel. – Pensjonat początkowo prowadziła babcia, moja mama Joanna oraz jej brat, wujek Wincenty, dzieci babci z małżeństwa z Gustawem Stawarzem. Odwiedzał je tam często ich dziadek, czyli Wincenty Witos, przywożąc słodycze i zabierając na spacery. Gustaw zmarł w młodym wieku i babcia powtórnie wyszła za mąż. Jej drugim mężem został Stanisław Maś ze znanej tarnowskiej rodziny piekarzy, i babcia z dziećmi przeniosła się do Tarnowa. Jej drugie małżeństwo pozostało bezdzietne. Młodość mojej mamy Joanny i wujka Wincentego oraz okres okupacji upłynęły w Tarnowie. „Przystań” przez kilka przedwojennych lat była wydzierżawiona, a w czasie okupacji Niemcy zajęli ją na dom wypoczynkowy dla pilotów Luftwaffe. Co ciekawe, Wincenty Witos przebywał w 1940 roku w Zakopanem internowany przez Niemców, ale nie w swoim domu, lecz w istniejącej do dziś willi „Renesans”. Skrupulatni Niemcy wystawiali mojej babci rachunki za pobyt, który trwał stosunkowo krótko, gdyż ich starania, aby Witos przyjął Wacława Krzeptowskiego – szefa tzw. Goralenvolku i utworzył kolaboracyjny rząd polski, spotkały się z kategoryczną odmową mego pradziadka. Po wojnie „Przystań” została babci odebrana przez Fundusz Wczasów Pracowniczych – organizację, której celem było zapewnianie wypoczynku „ludziom pracy”.
Dalsze losy rodziny
– Mój ojciec, Stanisław Steindel pochodził z rodziny znanego przedwojennego masarza tarnowskiego Józefa Steindla, którego kamienica przy ul. Krakowskiej sąsiadowała z kamienicą Masiów. Rodzinna legenda głosi, że rodzice poznali się w romantycznej scenerii, wychodząc na balkony tych sąsiednich kamienic. Pobrali się w 1946 roku i wyjechali do Krakowa, gdzie rok później się urodziłem. Jestem jedynakiem. Tato, inżynier, absolwent Politechniki Lwowskiej, został nauczycielem akademickim Politechniki Krakowskiej, którą później ja sam ukończyłem z dyplomem inżyniera mechanika. W Krakowie ożeniłem się. Z żoną Barbarą mamy trójkę dzieci: Katarzynę, Wojciecha i Marcina. Mama odzyskała „Przystań” w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w stanie mocno zdewastowanym. Aby dom nie popadł w dalszą ruinę rozpoczęliśmy mozolny, niezbędny remont, żona zaś przeniosła się z dziećmi do Zakopanego. Podjęła się wznowienia działalności pensjonatu, która trwała przez kilkanaście lat. Obecnie mieszka tam mój syn Marcin, prowadząc wspólnie z kolegą szkolnym i przyjacielem Janem Karpielem „Bułecką” firmę architektoniczną. Jan Karpiel jest potomkiem znanych rodzin góralskich, których członkowie organizowali przerzut Witosa przez „zieloną granicę”, gdy po tzw. wyroku brzeskim uchodził do Czechosłowacji. Tak oto historia zatoczyła koło, nasze rodziny w czwartym pokoleniu znowu się spotkały. Mój drugi syn Wojciech otrzymał od mojej mamy działkę przylegającą do „Witosówki” i po wybudowaniu domu zamieszkał w nim ze swoją rodziną. Córka Katarzyna mieszka i pracuje w Szczecinie. Moi rodzice zmarli kilkanaście lat temu. A wujek Wincenty, wnuk Witosa? Po wojnie ożenił się w Tarnowie z Lilką Jasińską. Jego teść, kapitan Wojska Polskiego, zginął w Oświęcimiu. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku przeniósł się do Warszawy. Do śmierci w 1998 roku pełnił funkcję honorowego prezesa odrodzonego Polskiego Stronnictwa Ludowego. Jego jedyna córka, a moja kuzynka, Mariola, ukończyła studia prawnicze, pracowała w Kancelarii Sejmu, a obecnie przebywa w Bieszczadach, hodując w niewielkim gospodarstwie konie huculskie, które zawsze były jej pasją.
Brat Witosa
Ciekawe są także losy młodszego brata Wincentego Witosa – Andrzeja, który podobnie jak on znalazł swoje miejsce na kartach najnowszej historii naszego kraju. Opuścił rodzinne Wierzchosławice w młodości i osiedlił się na kresach w powiecie złoczowskim. Był posłem na sejm w okresie międzywojennym, a także członkiem Rady Naczelnej Polskiego Stronnictwa Ludowego. Deportowany przez Sowietów w 1940 roku wraz z żoną i dwoma synami do Radzieckiej Republiki Komi, do pracy przy wyrębie lasu i później skazany na śmierć za „działalność na szkodę państwa radzieckiego”, został zwolniony na mocy układu Sikorski‑Majski. Pracował w polskiej ambasadzie w Moskwie, potem został członkiem Związku Patriotów Polskich. W Polskim Komitecie Wyzwolenia Narodowego pełnił funkcję ministra rolnictwa. Po wojnie osiedlił się w Łodzi. Był posłem na tzw. sejm ustawodawczy, ale złożył mandat w 1950 roku. Zmarł w sędziwym wieku 95 lat i jest pochowany na jednym z łódzkich cmentarzy.
– Andrzej miał czterech synów: Tadeusza, Juliana, Stanisława i Franciszka. Dwóch z nich: Tadeusz oraz Julian podczas wojny przeszło szlak bojowy z armią generała Władysława Andersa. Potem Tadeusz wrócił do kraju, natomiast Julian pozostał na emigracji w Londynie. Zaprosił mnie nawet do siebie w latach 70. Przed śmiercią powrócił do kraju. Andrzeja – brata pradziadka doskonale pamiętam, ponieważ z babcią jeździliśmy niejednokrotnie do niego w odwiedziny do Łodzi. Dziś z jego potomkami, moimi dalszymi kuzynami, mam okazjonalny kontakt – opowiada Marek Steindel.
Powrót do „Witosówki”
W dzieciństwie i w latach szkolnych niewiele wiedział o Witosowych losach, bo też mało się na ich temat mówiło. –Takie były czasy – tłumaczy. – Babcia Julia wiele przeszła. Była jedyną córką Wincentego, byli ze sobą mocno związani. Tymczasem Witos był za rządów sanacyjnych prześladowany, w jakiś sposób te represje dotknęły także Julię. Potem przyszła wojna. Pod jej koniec trafiła do obozu koncentracyjnego w Bergen Belsen, wyzwolonego przez Brytyjczyków. Wszystko to spowodowało, że mocno podupadła na zdrowiu i niechętnie wracała do wspomnień z przeszłości.
Marek Steindel dodaje, że swoje zrobiły też lata PRL‑u. Witos, jako polityk międzywojenny i szef tzw. rządu ocalenia narodowego, w okresie, kiedy ważyły się losy państwa podczas wojny z bolszewikami i zwycięskiej Bitwy Warszawskiej, nie był ulubieńcem komunistycznej władzy. – Babcia podejrzewała, że mój tato, przez związki rodzinne z Witosem nie zrobił kariery naukowej, na jaką było go stać. Bała się, że ja też mogę mieć z tego powodu problemy – dodaje.
W końcu jednak ciekawość zwyciężyła, tym bardziej, że w rodzinnych archiwach znajduje się jeszcze trochę pamiątek po Witosie, głównie dokumentów, niektóre bardzo oryginalne, jak na przykład wyprodukowana przez specjalistów z Armii Krajowej fałszywa tzw. kenkarta Witosa, wystawiona na nazwisko Józef Nowak. Wreszcie zapadła decyzja, aby powrócić na stałe do Wierzchosławic. Zabudowania pozostałe po Wincentym Witosie są bowiem nadal własnością jego potomków, natomiast Muzeum Okręgowe w Tarnowie ma w części z nich swoją filię na zasadzie umowy użyczenia. Muzeum dba o utrzymanie budynków.
–Powrót do Wierzchosławic nastąpił trochę za sprawą mojej żony. Jest absolwentką zootechniki i ciągnęło ją na wieś. Stąd pomysł na Wierzchosławice. W jednym z budynków mamy niewielkie mieszkanko, z którego korzystaliśmy jeszcze mieszkając w Krakowie – kończy swoją opowieść Marek Steindel, snutą w domu, w którym niegdyś zamieszkiwał jego sławny przodek.


















![Patriotyczne obchody w Tarnowie [ZDJĘCIA] Obchody przy pomniku Wincentego Witosa](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2025/08/15-sierpnia-4-218x150.jpg)





