Już 1 kwietnia rusza Narodowy Spis Ludności i Mieszkań. Większość z nas odpowie na zagadnienia przez internet, ale też urzędnik może zapukać do naszych drzwi i zadawać osobiste pytania. Państwo chce sporo o nas wiedzieć – jak mieszkamy i z kim, gdzie mieszkamy, gdzie pracujemy, a nawet jakie mamy wyznanie. To wszystko będziemy musieli zdradzić już niebawem. Jeśli powiemy rachmistrzowi „nie”, może czekać nas surowa kara grzywny nawet do 5 tys. zł.
Co dekadę Główny Urząd Statystyczny spisuje wszystkich Polaków. Ostatni taki spis odbył się w 2011. Nie każdy będzie czuł się komfortowo podczas spisu – pojawią się bowiem pytania o status aktywności zawodowej, relacje rodzinne czy poziom wykształcenia. Ale rachmistrz może też zapytać o „tytuł prawny gospodarstwa domowego do zajmowanego mieszkania” czy o sposób jego ogrzewania. Wszystko oczywiście będzie się odbywać anonimowo. Co nie znaczy, że nie ma obaw, że rachmistrzowie mogą wykorzystać zebrane dane do niecnych celów. Jeśli jednak któremuś z nich przyjdzie to do głowy, wiele zaryzykuje – za złamanie „tajemnicy statystycznej” grozi nawet 5 lat więzienia.
Spis w czasach pandemii
No właśnie – nie będzie to taki zwyczajny spis, jaki odbywa się co 10 lat. Tym razem przeszkadzać w spisywaniu będzie pandemia. Dlatego GUS chce, by jak najwięcej osób spisało się przez internet. Ten model będzie też pewnie dla wielu bardziej komfortowy niż „spowiadanie się” rachmistrzowi. Uczestniczenie w spisie to obowiązek każdego Polaka. Przedstawiciele GUS podkreślają, że w przypadku odmowy spisania się grozi kara grzywny, która może wynieść maksymalnie 5 tys. zł.
Pandemia jednak sporo zmienia. W tym roku podstawową formą będzie samospis internetowy. Jak będzie wyglądał? Na stronie GUS pojawi się specjalna aplikacja, która ma zostać uruchomiona z początkiem kwietnia. Zalogować będzie się można na nią również z urządzeń mobilnych. Każda spisująca się osoba będzie uwierzytelniana w systemie teleinformatycznym. Aplikacja GUS ma też na bieżąco sygnalizować, czy dobrze wypełniamy rubryki.
Nie oznacza to jednak, że do naszych drzwi nie może zapukać rachmistrz. Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że do nas zadzwoni.
– Jeśli chodzi o bezpośrednie spisywanie w domach, to oczywiście przewidujemy taką możliwość. Wszystko zależy jednak od sytuacji epidemicznej. Na pewno taka forma spisywania się, o ile do niej dojdzie, będzie realizowana w pełnym reżimie sanitarnym – zapewnia Karolina Banaszek, rzeczniczka GUS.
Jest jeszcze jedna możliwość. Można samemu spisać się w urzędzie gminy lub przez infolinię.
GUS przyznaje jednak, że spis w czasie pandemii jest sporym wyzwaniem. Dlatego prawdopodobnie zostanie wydłużony czas jego trwania. Początkowo zaplanowany był do końca czerwca, ale prawdopodobnie przeciągnie się aż do końca września. GUS jest jednak dobrej myśli. W pandemicznym 2020 r. odbył się już Powszechny Spis Rolny, w którym udało się przepytać ponad 98 proc. rolników i ich rodzin. Przez internet spisało się w nim 18 proc. gospodarstw. Dekadę temu było to zaledwie 1,5 proc. Również testowe spisy ludności, które odbyły się w zeszłym roku w 16 gminach, nie wykazały większych problemów.
Czy rachmistrz to rachmistrz?
Jeśli ktoś do nas zapuka lub zadzwoni i poprosi o szczegółowe dane, skąd mamy wiedzieć, czy to faktycznie rachmistrz, a nie na przykład oszust? Każdy rachmistrz będzie miał identyfikator z numerem, który będzie można zweryfikować poprzez specjalną aplikację na stronie spis.gov.pl lub na infolinii GUS.
Jednak sporo osób gdy słyszy w słuchawce obcy głos, od razu się rozłącza. Jeśli rozmowa z rachmistrzem zostanie przerwana lub ktoś nie odbierze połączenia, urząd statystyczny wyśle powiadomienia SMS-owe, w którym będzie numer telefonu do rachmistrza, więc można będzie łatwo się z nim skontaktować. Urząd zaznacza, że każdego rachmistrza obowiązuje zachowanie tajemnicy statystycznej. A za jej złamanie grozi nawet 5 lat więzienia.
Wielki nabór. Ile zarobi rachmistrz?
Do tej pory obowiązywała stawka 4 zł za wywiad telefoniczny i 7 zł za bezpośredni. W związku z pandemią przygotowywane są jednak zmiany. Niezależnie od metody stawka za pojedynczą ankietę ma wynieść 6 zł. Ile więc może zarobić przeciętny rachmistrz? GUS twierdzi, że trudno na to pytanie odpowiedzieć – zależy to bowiem od sprawności samego rachmistrza, ale też i od tego, ile osób będzie się chciało spisywać przez telefon lub bezpośrednio. GUS jednak zaznacza, że nie musi być to praca „na pełny etat”. Spisywać można po godzinach pracy. Ważne tylko, by nie dzwonić do ludzi za późno, na przykład po 22. GUS przewiduje, że potrzeba ok. 17 tysięcy rachmistrzów.
Z przekazywanych przez biura spisowe informacji wynika, że chętnych nie brakuje. – Z doświadczenia wiem, że w przeszłości też nie było z tym kłopotów. Ale jeśli nie zbierzemy wystarczającej liczby osób, możliwe jest wydłużenie naboru, którego pierwotny termin upłynął 9 lutego – mówi rzeczniczka GUS.
Zgłaszać mógł się każdy. Wymagania to m.in. pełnoletność, niekaralność, nieposzlakowana opinia i przynajmniej średnie wykształcenie.
Po zgłoszeniu kandydat na rachmistrza przejdzie szkolenie online, zorganizowane przez urzędy statystyczne w województwach. Po takim szkoleniu odbędzie się egzamin – i to liczba zdobytych punktów zdecyduje, kto się ostatecznie zaklasyfikuje. W ramach szkoleń rachmistrzowie będą uczeni m.in. tego, jak rozmawiać i przeprowadzać wywiad.
Po co to wszystko?
Można oczywiście spytać, po co to wszystko. Państwo chce mieć jak najpełniejszy obraz tego, kto je zamieszkuje. To się przyda przy opracowywaniu planów socjalnych i gospodarczych. Ale i będzie potrzebne do wielu raportów czy badań. Choć pewnie złośliwi powiedzą, że państwo w ten sposób będzie chciało wyciągnąć od nas dane, które wielkie firmy technologiczne już dawno posiadają.


















Czy rachmistrz to rachmistrz?






