Panie prezydencie, dzieci sobie życzą…

0
dzieci prezydent
dzieci-prezydent
REKLAMA

 

…kolorowych bloków i dmuchanych zamków
W Przedszkolu nr 3 w grupie pięciolatków zdania na temat tego, kto rządzi Tarnowem, są podzielone.
– Królowa Polski – mówi Martynka Małek. – Król? Burmistrz? – waha się Zosia Chrupek. Kto by jednak nie rządził, dzieci są pewne, że władzę ma ogromną. Skoro wszystko może, to przedszkolaki chcą parku rozrywki. – Proszę, żeby prezydent kupił do niego dmuchany zamek i nadmuchał, ale pompką, bo jakby buzią dmuchał, to by minęło sto lat – radzi Zosia, która w parku widzi jeszcze zjeżdżalnię, huśtawki i karuzerę. Za to ostatnie słowo od razu przeprasza. – Jeszcze dobrze nie umiem mówić karuzera – tłumaczy. Zosia jest stałą bywalczynią Parku Strzeleckiego i uważa, że takich miejsc powinno być w Tarnowie więcej. Poza tym grzecznym dzieciom należą się prezenty. Niegrzecznym też, ale wtedy, kiedy się poprawią i przestaną szczypać i popychać.
Martynka Małek widzi Tarnów kolorowy. – Najlepiej, jakby prezydent pomalował wszystkie bloki w stokrotki. Wesoło by było. I żeby burzy dał zakaz wstępu. Ale burza go nie posłucha – ubolewa pięciolatka. – Ona słucha tylko deszczu.
Ponieważ nasza rozmówczyni najbardziej na świecie lubi pluszaki, to chciałaby, żeby 1 czerwca prezydent rozdał je wszystkim kilkulatkom. Wiktor Słowik ma inną propozycję, wystarczy obniżyć ceny zabawek i wtedy każdego będzie na nie stać. – Dzieci najbardziej cieszą się z wycieczek – dodaje Julia Jarmuła.

REKLAMA (3)

…trampolin, huśtawek i nowego basenu
W grupie sześciolatków nie brakuje siedmiolatków, a wiadomo, że wymagania rosną wraz z wiekiem.
– Prezydent mógłby dać nam pieniądze. Każdemu po dziesięć – dwadzieścia złotych. Wtedy każdy mógłby sobie kupić to, co chce – tłumaczy Filip Krakowiak. Zdaje sobie jednak sprawę, że dużo nie żąda. Na co to wystarczy? Na cukierki, lizaki, może mały zestaw lego. Filip doskonale wie, że słodycze nie są zdrowe. – Tak już jest, że dobre jest niezdrowe, a zdrowe jest niedobre – konkluduje, usilnie prosząc prezydenta, żeby zakazał podawania dzieciom zupy brokułowej.
W mieście jest szaro i buro. Dzieci żądają kolorów. Zdaniem Filipa na budynkach przedszkoli i szkół można by namalować postacie z bajek. Dobrze by się prezentowały na elewacjach pingwiny z Madagaskaru oraz SpongeBob Kanciastoporty, który ma wygląd gąbki do mycia naczyń, a w wolnych chwilach lubi puszczać bańki i łowić meduzy.
– Jest fajny, bo nie jest straszny, tylko śmieszny. Dlatego wszyscy, którzy by obok przechodzili uśmiechaliby się do niego – uzasadnia siedmiolatek. Rysunki to drobna sprawa, poważniejszą jest basen. – W Tarnowie brakuje basenu dla dzieci – kontynuuje Filip. Silny prąd na tarnowskiej zjeżdżalni i duża głębokość sprawiły, że jeździ z rodzicami na basen do Dąbrowy Tarnowskiej.
– Pływanie to sport i rower to sport, a sport jest zdrowy. Dlatego prezydent powinien wszystkim dzieciom dać rowery – twierdzi Cyprian Naróg. – Tam, gdzie mieszkam, nie ma karuzeli i nie ma huśtawek – żali się Natalia Biedrzycka. – Jest tylko trzepak i czasem się na nim huśtam. Rozrywek Natalii nie brakuje, ale wiadomo, że nic nie zastąpi huśtawki. – Dzieci się śmieją, kiedy są szczęśliwe. Ja jestem szczęśliwa wtedy, kiedy się huśtam, kiedy odwiedzi mnie koleżanka i kiedy idę na basen albo do kina. W kinie mogliby wyświetlać więcej bajek.
Dla Wiktorii Biedy prezentem idealnym byłaby zjeżdżalnia postawiona w ogrodzie koło domu. Uważa, że wszystkie dzieci ucieszyłyby się z dużego ogrodu zoologicznego, w którym mieszkałyby słonie, żyrafy, zebry i hipopotamy i był staw z łódkami.
– Więcej zieleni, więcej drzew – apeluje Zosia Olszewska i wymienia jednym tchem jabłonki, brzozy i kasztanowce. Nagle waha się i pyta: – A czy maliny rosną na drzewach? Na krzakach? Trudno. Na niektórych drzewach Zosia zawiesiłaby liny, żeby się po nich wspinać i na nich zjeżdżać, a na innych zbudowałaby drewniane domki. Obowiązkowo koło każdego bloku postawiłaby trampolinę. – Może prezydent by kupił? Jak dzieci skaczą, to są coraz bardziej wyćwiczone. Mają mocne kości i mięśnie. Nie są takie słabiutkie chucherka… Dla siebie samej niczego od prezydenta nie chce. Za to od mamy chciałaby dostać interaktywnego pluszaka Furby. – Jak się go gilgocze, to się śmieje, a jak się go pociągnie za ogon, to mówi: – „Nie dotykaj.”
– Trzy Zosie chodzą do naszego przedszkola – mówi Zosia Gacoń. Każda jednak jest indywidualistką. – Marzą mi się osobne huśtawki, żeby tylko jedna osoba mogła usiąść. Nie lubię się z kimś huśtać, bo niektórzy mają lęk wysokości i się boją… Najlepiej, żeby każdy huśtał się tak, jak chce. Zosia chętnie wskaże prezydentowi miejsca, w których takie huśtawki należałoby ustawić. Nie tylko w parkach, ale też koło bloków, domów, szkół i oczywiście sklepów. – Mama idzie na zakupy, a dziecko, żeby mu się nie nudziło, huśta się i tata go pilnuje. Tak samo jak huśtawki ważne są piaskownice. Jest ich za mało. – A przecież do piaskownic całe stada dzieci przylatują. Można budować super zamki i kopać ekstra tunele – zachwyca się Zosia. I podsumowuje: – Od mamy chciałabym dostać Lego Friends, od taty prawdziwego pieska mini yorka, a od pana prezydenta huśtawki i piaskownice dla wszystkich dzieci. Osobiście prezydentowi nie zazdrości. – Nie chcę być na razie dorosła, bo będę musiała być wtedy za siebie i za innych odpowiedzialna.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze