Każdy broni się jak może, mieszkańcy kupują produkty dostępne w aptekach, do łask wracają także stare, babcine sposoby. Wszystko wskazuje na to, że na pomoc gminy raczej liczyć nie mogą, bo w budżecie najprawdopodobniej trudno będzie znaleźć kilkadziesiąt tysięcy złotych na to, aby spryskać tereny i wybawić ludzi od dręczącej plagi.
– W tym roku już dwukrotnie woda zalała naszą wieś, wszędzie stoją kałuże, jest gorąco, więc komary lęgną się na potęgę, takiej plagi nie pamiętają nawet najstarsi mieszkańcy. Aby wyjść na podwórko, trzeba nakładać na siebie kurtki i spodnie, a nawet czapki, bo owady siadają całymi stadami – opowiada pan Stanisław, mieszkaniec Smęgorzowa. – I może nawet mógłbym jakoś przetrwać, ale mam 2,5-letnie bliźniaki, dzieci nie były na podwórku już od kilku dni, stoją przy oknie i płaczą. I trudno im wytłumaczyć, że nie mogą wyjść, bo będą je gryzły komary.
Kilka dni temu pan Stanisław dowiedział się, że w urzędzie w Dąbrowie można odebrać środek przeciwko komarom. Zrobił mieszankę, zgodnie z instrukcją skropił przydomowe drzewa i krzewy i… nic się nie działo, bo komary dalej latały. Powtórzył zabieg, ale efekt był taki sam. I wtedy zaczął czytać dołączoną do środka ulotkę.
– Okazało się, że termin ważności preparatu skończył się już ponad rok temu – denerwuje się pan Stanisław. – Przecież od razu mogli nam powiedzieć, że to jest stare i możemy użyć środka na własne ryzyko, a nie robić sobie z ludzi żartów. Burmistrz dał mi jeszcze jeden środek i powiedział, że aby sprawdzić, czy zadziała, to powinienem wpuścić do słoika kilka komarów i pokropić je.
Wiceburmistrz Marek Minorczyk przyznaje, że środek owadobójczy kupowany był po powodzi w 2010 roku, trochę tego zostało i rozdali ludziom teraz.
– Faktycznie nie sprawdziłem, czy preparat ma jeszcze ważność, rozdaliśmy go mieszkańcom w dobrej wierze – wyjaśnia. – Zresztą użycie preparatu owadobójczego w temperaturze powyżej 30 stopni jest nieskuteczne, nawet gdy jest nowy. Poinstruowałem tego pana, żeby wcześniej zrobił eksperyment ze słoikiem, bo pomyślałem, że jak się okaże, iż preparat jest nieskuteczny, to zaoszczędzę mu zbędnej pracy. Takiej plagi komarów, jaka przyszła po ostatnich podtopieniach, jeszcze chyba w naszej gminie nie było. Najbardziej skutecznym sposobem byłoby spryskanie z samolotu, ale nie chcę obiecywać czegoś, co najprawdopodobniej nie zostanie zrealizowane. Koszt takiego oprysku wyniósłby około 50 tysięcy złotych, a my nie mamy takich pieniędzy w budżecie.
Jak walczyć z komarami?
REKLAMA
REKLAMA
























