Kiedy podejrzewany o morderstwo żony Czesław K. stanie przed polskim sądem?

Sprawa zabójstwa Grażyny Kuliszewskiej

0
podejrzewany o morderstwo żony Czesław K. stanie przed polskim sądem
REKLAMA

Mijają dwa lata od czasu, gdy w londyńskim więzieniu osadzono podejrzanego o zabójstwo żony Czesława K. Kilka miesięcy później tamtejszy sąd wydał zgodę na jego ekstradycję do Polski. K. kilkukrotnie odwoływał się od wyroku, co spowodowało, że do kraju nie został przewieziony. Sprawa dodatkowo skomplikowała się w 2020 roku, kiedy wybuchła pandemia koronawirusa, w związku z czym sądowe postępowania były odraczane. Teraz sąd w Londynie bada, czy w Polsce oskarżony ma prawo do rzetelnego i sprawiedliwego procesu.
Dawid Gąsawski – obrońca Czesława K. wyjaśniał kilka dni temu dziennikarzom „Faktu”: Otrzymałem informację, z której wynika, że zanim zostanie wydana decyzja w sprawie mojego klienta, sąd w Londynie chce poznać treść orzeczenia, które ma zapaść w sprawie innego Polaka. Te sprawy są podobne pod tym względem, że w obu przypadkach ma zapaść decyzja, czy w Polsce oskarżony ma prawo do rzetelnego i sprawiedliwego procesu.
Mecenas Gąsawski nie podaje jednak terminu, kiedy ma zostać wydany wyrok w sprawie owego drugiego Polaka, może się okazać, że w londyńskim areszcie K. spędzi jeszcze wiele miesięcy.

Nocą wyszła z domu?

To była zbrodnia, która wstrząsnęła nie tylko mieszkańcami Borzęcina oraz rodziną ofiary, rozpisywały się o niej gazety i internetowe portale w całej Polsce. Aż do czasu odnalezienia zwłok 34-letniej Grażyny Kuliszewskiej mowa była o zaginięciu kobiety. Według relacji jej męża, 3 stycznia 2019 roku Grażyna przyjechała do Borzęcina z Londynu. Małżonkowie mieli wówczas załatwiać swoje majątkowe sprawy. Wieczorem wspólnie z pięcioletnim wówczas synem położyli się spać. Następnego dnia okazało się, że kobieta… zniknęła. K. szukał jej u rodziny, twierdził, iż prawdopodobnie wyjechała do Londynu. Miał na to wskazywać fakt, że w domu nie było jej osobistych rzeczy. Tego samego dnia Czesław K. z synem i siostrą wyjechali do Londynu.

REKLAMA (3)

Kilka dni później rodzina i znajomi Kuliszewskiej opublikowali w sieci prośbę o pomoc w poszukiwaniach zaginionej. W związku z tym zorganizowane zostały dwie akcje, w których brali udział strażacy, policjanci i wielu mieszkańców Borzęcina. Żadnego śladu po kobiecie jednak nie znaleziono. Jej najbliżsi wynajęli nawet jasnowidza. W tym samym czasie londyński przyjaciel Grażyny, Saddar, wyznaczył 100 tysięcy złotych nagrody za jej odnalezienie. Co ciekawe, o zaginięciu Kuliszewskiej brzeska policja została poinformowana dopiero w połowie stycznia, zawiadomienie złożył kuzyn Czesława K.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze