– Napastnicy ugodzili pielęgniarkę nożem i żądali wydania narkotyków, straszyli, że mają przy sobie bomby i w razie odmowy spełnienia ich żądań detonują je – tak w skrócie można opisać temat przeprowadzonych ćwiczeń – relacjonuje komendant komendy policji w Brzesku, Roman Gurgul. – Na miejsce natychmiast wezwano policję i straż pożarną, ich zadaniem było ewakuowanie części szpitala. Musieliśmy także odbić zakładniczkę i ująć bandytów.
Kiedy na korytarzach pojawili się policjanci, napastnicy uciekli, a ranną kobietą natychmiast zajęli się lekarze. Bandyci ujęci zostali dopiero po pościgu.
– Głównym zadaniem ćwiczeń było skoordynowanie działań policji i straży pożarnej na wypadek, gdyby do opisanego napadu doszło w rzeczywistości – twierdzi komendant brzeskiej komendy Państwowej Straży Pożarnej, Dariusz Pęcak.
– Codziennie przez szpital przewijają się setki ludzi i nigdy nie wiadomo, co komu może przyjść do głowy. Sytuacja, którą przećwiczyliśmy, nie jest wyssana z palca, bo takie zdarzały się już w innych placówkach – mówi dyrektor brzeskiego SP ZOZ, Józefa Szczurek-Żelazko. – Najważniejsze było to, że o „napadzie” nikt nic nie wiedział i nasi pracownicy działali w sytuacji, jakby napad miał miejsce naprawdę. Szpital prowadzi wiele działań, które mają na celu zapewnienie pacjentom bezpieczeństwa. Prowadziliśmy już ćwiczenia na wypadek pożaru i konieczności ewakuacji chorych.
Nożownicy w szpitalu
REKLAMA
REKLAMA























