Jest przykładem siedziby ziemiańskiej z przełomu XVIII i XIX w. Forma architektoniczna i pozostałości wystroju wskazują, że zbudowano go najpóźniej około 1820 r. Po dwustu latach od powstania budynek coraz bardziej przypomina ruinę, a resztki dachu dzielnie walczą o przetrwanie podczas każdego mocniejszego porywu wiatru. Pojawiła się jednak szansa, że najstarszy z 13 dworów powiatu brzeskiego uda się uratować. W pozyskaniu inwestora, który mógłby mu zapewnić przyszłość, może pomóc nowe prawo nazywane Pałacyk plus.
Choć początki tego założenia toną w mrokach historii, wiele wskazuje na to, że dwór wraz z otaczającym go parkiem powstał za sprawą rodziny Spławskich lub Kodrębskich. Julian Kodrębski był jednym ze współzałożycieli okocimskiego browaru. W latach 1825-1851 obiekt należał do Józefa Neumanna, inicjatora budowy browaru, a potem do trzech pokoleń rodziny Goetzów. Wykorzystywany był na mieszkanie kolejnych zarządców okocimskiego folwarku, a około 1900 roku dobudowano część północną. Po wojnie przez ponad czterdzieści lat w dworze mieszkały rodziny pracowników miejscowego PGR-u. Następnie stał się on własnością gminy Brzesko.
Od lat niezamieszkały i pozbawiony opieki niszczeje w zastraszającym tempie. W jego otoczeniu coraz trudniej się dopatrzeć resztek krajobrazowego parku z grabową alejką dojazdową po stronie wschodniej oraz zarysem owalnego gazonu przed dwukolumnowym wejściowym portykiem. Wnętrze starszej części stanowi dziewięć pomieszczeń skupionych po obu stronach szerokiej sieni. Dodatkowe trzy pomieszczenia w dobudowanej części mają osobne wejście. Z dawnego wystroju jeszcze przed kilkoma laty można było oglądać okrągłe famy wymodelowane w stiuku, które zdobiły sufity kilku wnętrz i portyku. Trudno powiedzieć, czy jeszcze je widać, bo od pewnego czasu obiekt ogrodzono siatką i pojawiła się na nim tablica, że budynek grozi zawaleniem.
Weto dla specjalisty od zabytków
Ostatni lokatorzy wyprowadzili się z dworku w 1998 roku. Od tego czasu powstawały różne koncepcje jego wykorzystania. Warto wspomnieć szczególnie o dwóch.
W 2005 roku mieszkający w zamku w Dębnie państwo Krupińscy wystąpili do władz Brzeska z propozycją 20-letniej dzierżawy, a następnie nabycia obiektu w formie przetargu z prawem pierwokupu. Autorzy pisma gotowi byli wyremontować dwór pod warunkiem, że spółki komunalne doprowadzą do stanu używalności instalacje elektryczną, wodno-kanalizacyjną i gazową. Zaznaczyli, że myślą o tym, aby dworek stał się zaczątkiem muzeum ziemi brzeskiej. Zależało im na odpowiedzi w trybie pilnym, ponieważ musieli wyprowadzić się z Dębna, gdzie Lidia Luchter-Krupińska przestała kierować oddziałem tarnowskiego Muzeum Okręgowego. Andrzej Krupiński, doktor nauk technicznych, historii architektury i konserwacji zabytków, który w przeszłości pełnił funkcję wojewódzkiego konserwatora zabytków w Tarnowie (autor licznych rysunków i akwarel przedstawiających zabytki w regionie), nie ukrywał, że zamierza w dworku urządzić swoją pracownię.
Wtedy o sprawie dyskutowali brzescy radni. Wśród ich głosów nie zabrakło tych wspierających pomysł. Radny Edward Knaga optował, aby „uczynić wszystko, jeżeli są jeszcze chętni wyłożenia niemałych pieniędzy, by wyremontować dworek i pozostawić dla przyszłych pokoleń”. Na forum rady przeważyły jednak przeciwstawne opinie, które najmocniej wyartykułowała Anna Kądziołka-Kukurowska, proponująca inne wykorzystanie obiektu. – Państwo Krupińscy chcą przepiękny teren, bo po przejściu na emeryturę zamierzają mieszkać w atrakcyjnym miejscu. Ten budynek miał być przeznaczony początkowo na mieszkania dla najbiedniejszych, a takich w mieście jest wielu. Mamy znaleźć pieniądze dla państwa Krupińskich na pięknej ziemi okocimskiej. Możemy pomóc jako gmina w remoncie, ale na mieszkania dla najbardziej potrzebujących – przekonywała radna.
Ostatecznie radni nie zgodzili się na wydzielenie terenu z samym dworkiem i wydzierżawienie obiektu. W praktyce oznaczało to skazanie zabytku na dalsze niszczenie. – Wielka szkoda. Nie tylko dlatego, że nie mieszkamy dzisiaj w pięknym zabytkowym obiekcie, ale też dlatego, że nie udało się go uratować – ubolewa mieszkający obecnie pod Pilznem dr Andrzej Krupiński.
Drugi pomysł na ratowanie obiektu zgłosiło kilka lat później Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Okocimskiej. Władze stowarzyszenia we współpracy z Urzędem Miejskim zamierzały dokonać renowacji dworku i otoczenia z funduszy unijnych. Przewidziano powstanie małej muszli koncertowej oraz boiska piłkarskiego na zapleczu obiektu. – Na etapie uzyskiwania decyzji o warunkach zabudowy nie znalazł on aprobaty służb konserwatorskich – wspomina Franciszek Brzyk, prezes stowarzyszenia. Dlatego skończyło się na wyrównaniu terenu po zburzonych oborach i zlikwidowaniu dzikiego wysypiska śmieci.























