Dotyk piekła

0
Uchodźcy z Ukrainy - Dotyk piekła
Ukraińska rodzina już bezpieczna przed odlotem z Krakowa do Paryża
REKLAMA

Wojna, którą znasz z literatury, filmu, czy opowieści starszych ludzi może się wydawać czymś abstrakcyjnym. Jakie jednak budzi uczucie, kiedy ją widzisz, słyszysz, czujesz? Kiedy z buciorami pcha się do twojego sąsiada i niszczy jego życie? Strach, współczucie, złość? Na pewno jednak nie poczucie bezsilności i nie obojętność. Na to nie możesz i nie chcesz sobie pozwolić.

Sobota

Do ośrodka dla uchodźców położonego w wiosce niedaleko Ustrzyk Dolnych docieram przed północą. Raz po raz przy wejściu parkuje autobus, a do budynku wchodzą nowi ludzie. Po przyjeździe zauważam liczne pojazdy z tablicami rejestracyjnymi z całej Polski. Znalezienie miejsca do zaparkowania jest dość trudne. Widzę ludzi w mundurach i zgłaszam się do nich. Po lewej stronie znajduje się schowek pełen ubrań, pieluch i wszelkiego rodzaju artykułów higieny osobistej. Ale kiedy piszę „pełny”, mam na myśli właśnie taki – prawie nie ma w nim miejsca na poruszanie się. Młody uchodźca jest zajęty sortowaniem nowych przesyłek i stara się je gdzieś wcisnąć. Mijam żołnierzy i znajduję się w dużym holu z łóżkami polowymi. Szkoła, jej sale lekcyjne i korytarze są ich pełne. Kobiety, po którą przyjechałem, nie ma, wyjechała już z kimś innym. Ale bez obaw, więcej osób chce dostać się do Warszawy.

Idę porozmawiać z Andrzejem, który koordynuje działalność ośrodka. To Ukrainiec, przyjechał do Polski kilka lat temu. Spotykam jego żonę Valentinę, która mu pomaga. Mówię, że mi przykro z powodu wojny i tragedii jej rodaków. – Co możesz zrobić? – odpowiada. Słyszała to pewnie zbyt często i ma dość współczucia.

REKLAMA (2)

Noc z soboty na niedzielę

Do Warszawy mam wracać dopiero rano, mogę więc poszukać wolnego łóżka polowego i odpocząć przed drogą. Ale z odpoczynku nici. W takim miejscu zawsze jest coś do roboty. Sortowanie darowizn, pomaganie przybyszom z bagażami lub robienie im filiżanki herbaty, bo czasami jest to pierwszy gorący napój, jaki mają po kilku dniach podróży na mrozie.
Spotykam dwójkę młodych Ukraińców – Nadię i Stanleya. Rozmawiamy po angielsku, bo Nadia nie zna polskiego, a ja nie znam ukraińskiego. Przyjechała do nas z Kijowa. Wyjeżdża do swoich przyjaciół w Niemczech i bardzo dziękuje za pomoc, jaką otrzymała w Polsce. Stanley przyjechał z Krakowa, gdzie mieszka. Pracuje w branży IT, a po wybuchu wojny on i jego koledzy z pracy zrobili zrzutkę – kilka tysięcy dolarów, aby wesprzeć ukraińskie wojska. Właśnie zrzucili na granicy zapasy: latarki, agregaty, koce, żywność i inne przedmioty. Teraz Stanley jest gotów zabrać ze sobą uchodźców w drodze do Krakowa.

REKLAMA (3)

Spędzamy razem trochę czasu, rozmawiając o sytuacji na froncie. Stanley jest bardzo dumny z Armii Ukraińskiej. Jest pewien, że odeprze napaść wroga. Pochodzi z Charkowa, miasta, które znajduje się obecnie w stanie oblężenia. Z nieba spadają bomby i rakiety, a mieszkańcy chowają się w schronach. Miasto pozostaje jednak silne, a jego obrońcy raz po raz odpierają ataki agresora. Rodzina Stanleya pozostała w Charkowie, chłopak martwi się o nią, pokazuje zdjęcie swojego taty trzymającego dwa koktajle Mołotowa, „Wino musujące dla gości”.

Wracam na filiżankę herbaty, a w międzyczasie przybywają nowi uchodźcy. – Ile za pobyt? – pytają. – Tu wszystko jest za darmo – to zdanie trzeba wielokrotnie powtarzać. Większość uchodźców to Ukraińcy, ale są ludzie „niespodzianki” – jak nazywają ich żołnierze. Pochodzą z całego świata. Wojna zaskoczyła ich, gdy odwiedzali Ukrainę. Wielu uchodźców wie, dokąd zmierza, mają rodziny i przyjaciół w Polsce lub na całym świecie. Ci, którzy tego nie zrobią, zostaną wysłani do miejsc przygotowanych w kraju. Wielu Polaków proponuje przyjęcie uchodźców do swoich domów. W mediach społecznościowych pełno jest ogłoszeń: Zabiorę uchodźców do mojego domu, zapewnię nocleg, wyżywienie i ubrania oraz pomogę im znaleźć pracę. Mogę przyjechać na granicę i ich odebrać.
O pierwszej w nocy w końcu postanawiam iść spać, ale pomimo zmęczenia nie mogę zasnąć, za dużo się dzieje.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze