Wkrótce wszyscy mieszkańcy budynków wielorodzinnych zaczną zwracać baczną uwagę na sposób funkcjonowania w mieszkaniach ogrzewania. Czy kaloryferów nie przysłania jakiś mebel, czy podczas wietrzenia mieszkania zakręcone są zawory, czy słupek termometru pokojowego nie poszedł za bardzo w górę itd. Od tego będzie zależeć wysokość rachunków. Teraz, gdy w wielu domach opłata zależy wyłącznie od powierzchni mieszkania, mało kto zastanawia się nad tym, jak oszczędzać energię cieplną.
Wkrótce w każdym mieszkaniu w bloku czy kamienicy – tam, gdzie funkcjonuje centralne ogrzewanie – pojawią się skromne z wyglądu urządzenia, które określą, ile właściciel domu ma płacić za zużytą energię cieplną. W wielu mieszkaniach w Tarnowie urządzenia te już działają, choć na początku wzbudzały sporo emocji i nieporozumień. Tam, gdzie je się zamontuje po raz pierwszy, także należy spodziewać się ożywionych dyskusji.
Energia cieplna staje się coraz droższa i ten trend na razie wydaje się trudny do zahamowania. Wielu mieszkańców chciałoby płacić tylko za tyle ciepła, ile go w rzeczywistości zużyje. W domach jednorodzinnych jest to oczywiste, w budynkach wielorodzinnych często montuje się podzielniki ciepła.
Spór o rachunki
Podzielników nie można mylić z indywidualnymi licznikami; służą one jedynie do proporcjonalnego podziału kosztów energii cieplnej zużytej przez wszystkich lokatorów w bloku. W Spółdzielni Mieszkaniowej „Jaskółka” w Tarnowie działają one już od kilkunastu lat. Najpierw były to prymitywne urządzenia cieczowe, co do których wielu mieszkańców miało uzasadnione wątpliwości, obecnie są elektroniczne, bardziej precyzyjne. Wspólną wadą obu rodzajów tych liczników są sposoby interpretacji ich zapisów. Rzadko bierze się pod uwagę czynniki wpływające na przepływ ciepła między lokalami, czyli ogrzewanie części wspólnych. Praktyka krajowa wykazała, że mieszkańcy nierzadko informowali o znacznych rozbieżnościach w rachunkach za ciepło. Zdarzało się, że jedni płacili dużo mniej, a inni dużo więcej mimo pomieszczeń o podobnych cechach.
– Każdy zarządca budynków sam ustala sposoby rozliczeń według określonego regulaminu. Zawsze znajdą się tacy, którzy będą to kwestionować, ale trzeba przyjąć jakąś metodę obowiązującą wszystkich – podkreśla Roman Kusek, prezes SM „Jaskółka”. – Poza tym, aby uzyskać spodziewane oszczędności, w całym budynku musi być sprawna instalacja ciepłownicza. Ważne jest też, w jaki sposób eksploatuje się mieszkania. Jeśli, przykładowo, otwiera się okno, należy skręcić zawór w grzejnikach, żeby czujniki znajdujące się w urządzeniu nie zareagowały na nagły napływ chłodniejszego powietrza.
Ilu właścicieli mieszkań, w których nie ma podzielników, wietrząc zimą pomieszczenia tak robi? A przecież też powinni. Jeśli jednak ktoś płaci za ciepło w przeliczeniu na metry kwadratowe lokalu – a nie za samo zużycie – nawyki racjonalnego wykorzystania tego ciepła są trudne do utrwalenia.
Fale w domu
Ci, którzy są przeciw podzielnikom, argumentują, że mieszkańcy bloków, w których nie ma liczników, otrzymują znacznie wyższe zwroty za całoroczne ogrzewanie.
– To jest złudne. Co prawda u nas zwroty wynoszą średnio 100-150 zł, gdzie indziej być może kilkaset złotych, lecz to tylko kwestia określenia limitu zaliczki. Tam, gdzie te zaliczki są wysokie, pobierane z dużym zapasem, późniejsze zwroty pieniędzy też będą wyższe. My zaliczki określiliśmy na niskim pułapie, by nikt nam nie zarzucił, iż gromadzimy gotówkę mieszkańców, aby móc za jej pomocą się samofinansować. Gwarantuję, że w budynkach, w których montuje się podzielniki, cena zakupu ciepła jest co najmniej o 20 proc. niższa. Dzisiaj, gdy ogrzewanie staje się coraz droższe, ma to duże znaczenie – mówi prezes „Jaskółki”.
Kiedy w blokach spółdzielni zamontowano podzielniki elektroniczne z możliwością odczytu ich stanu na odległość, za pomocą fal radiowych, niektórzy wyrażali obawę, że ta sytuacja może szkodzić ich zdrowiu.
– Nie sądzę, aby te obawy były uzasadnione – twierdzi prezes. – Przecież współczesne wodomierze, które mamy w naszych domach, też działają na podobnych zasadach. Taka jest teraz technika.
Najpierw wymiana
W Tarnowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej zastosowanie podzielników ciepła wciąż jeszcze jest marginalne, ale i to się ma zmienić.
– W pierwszym rzędzie planujemy wymianę w instalacji głowic i zaworów, aby obieg ciepła w blokach był prawidłowy – zapowiada Kazimierz Kępowicz, wiceprezes TSM. – To jest podstawa, bez tego nie ma się co zabierać do montowania podzielników, gdyż działałyby one niepoprawnie.
Zawory zamontowane na grzejnikach w wielu mieszkaniach TSM obecnie nie spełniają wymogów współczesności. Działają tylko w dwóch skrajnych położeniach – min. i max – dlatego nie jest możliwa płynna regulacja dopływu ciepła. W tej sytuacji kaloryfery grzeją albo maksymalnie, albo wcale.
W Zarządzie Budynków Mieszkalnych podzielniki funkcjonują w ponad połowie budynków. Jak mówi Bernard Karasiewicz, prezes MZB, i w tym przypadku zdarzają się niezadowoleni, lecz zdecydowana większość akceptuje to rozwiązanie.
– Naszym zdaniem, wzór naliczeń opłat został dobrze opracowany, a niektóre wątpliwości mogą wynikać z pewnych obiektywnych zależności, jak na przykład lokalizacja budynku.
Czym i jak?
Reszta mieszkańców budynków MZB może spodziewać się podzielników najpóźniej do pierwszego kwartału 2023 roku bez względu na to, czy im się to będzie podobało czy nie.
MZB podjął też decyzję o montażu grzejników elektrycznych nowego typu, które zaoferowała pewna rzeszowska firma.
– Z naszych wyliczeń wynika, że koszty eksploatacji tych grzejników są porównywalne z równorzędnym ogrzewaniem gazowym, ale postanowiliśmy je zastosować w budynkach, w których nie ma sieci gazowej, a często działają w nich jeszcze stare piece węglowe – dodaje prezes Karasiewicz.
Problem, czym i jak ogrzewać lokale, aby wyszło jak najoszczędniej, staje się coraz bardziej istotny. Obawa, że koszty ogrzewania w Polsce i Europie będą z czasem rosły, prędko narasta. Podzielniki ciepła stają się coraz powszechniejsze, mimo że jako urządzenia tylko pomocnicze bywają tematem krytyki. Zgodnie z dyrektywą unijną montaż urządzeń do zdalnego odczytu zużycia powinna zakończyć się najpóźniej w 2027 roku.






















