Minęły dwa miesiące odkąd w gminie Gnojnik zgasły uliczne lampy. Stało się tak dlatego, że już w 2020 roku włodarz gminy zdecydował o zerwaniu umowy z zarządem spółki-córki Tauronu zajmującej się konserwacją słupów i znajdującego się na nich oświetleniowego sprzętu. Zarząd spółki-matki postanowił wyłączyć światło mimo iż gmina ma uregulowane rachunki za prąd. Samorządowcy złożyli zawiadomienia do prokuratury oraz Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Niedawno w Uszwi doszło do makabrycznego, tragicznego w skutkach drogowego wypadku. Okoliczni mieszkańcy twierdzą, że jego przyczyną mógł być brak oświetlenia, lecz wójt Sławomir Paterek mówi, iż są to zbyt daleko posunięte spekulacje.
– Teraz mamy lato, więc długo jest widno, ale jak ktoś wraca z pracy około 23.00, to już ciemno, że oko wykol. Boję się, co będzie jesienią. Jeśli do tej pory gmina nie wyjaśni sprawy, to już po południu będziemy błądzić w ciemnościach. Dorośli sobie jakoś poradzą, ale za miesiąc do szkoły wrócą dzieci, niektóre klasy uczą się długo, kto zadba o ich bezpieczeństwo? – pyta jeden z mieszkańców gminy.
Inny bierze stronę wójta. – Po co gmina ma płacić jakiejś spółce, skoro własnymi siłami, za dużo mniejsze pieniądze, może sama wykonać pewne prace – twierdzi.
Ale są i tacy, którzy istoty sporu nie znają i za zaistniałą sytuację obwiniają władze gminy. – Ja tam nie wiem, o co oni się sprzeczają, ale ten tragiczny wypadek, do którego doszło niedawno, był spowodowany brakiem światła. Obowiązkiem władz gminy jest zapewnienie nam bezpieczeństwa – podkreśla kobieta w średnim wieku.
Sami robimy to taniej
Wójt Gnojnika Sławomir Paterek wyjaśnia sedno sporu, jaki od dwóch lat toczy ze spółką Tauron Nowe Technologie.
– Na terenie gminy mamy 550 lamp, które powstały dzięki staraniom i za pieniądze gminnego samorządu bądź pozyskane przez nas z różnych funduszy. Spółka Tauron nie dość, że rości sobie prawa własności do sieci, do której nie dołożyła ani złotówki, to jeszcze nakazuje nam, kto ma sprzęt konserwować. Na taki dyktat zgodzić się nie możemy. Uważamy, że oświetleniowa infrastruktura należy do samorządu, postanowiliśmy ją naprawiać i konserwować za pośrednictwem gminnej spółki. A chodzi głównie o to, aby oszczędzać pieniądze podatników. Każdego miesiąca byliśmy zobowiązani płacić spółce 10 tysięcy złotych miesięcznie, teraz robimy to własnym kosztem prawie o połowę taniej. Łatwo więc policzyć, że dzięki temu w ciągu dwóch lat w kasie gminy została spora kwota – mówi wójt. Paterek wylicza, że w ostatnich latach Tauron utworzył aż 19 spółek-córek. – Utrzymanie ich zarządów kosztuje podatników grube miliony, a nasi mieszkańcy nie chcą do tego dokładać – tłumaczy.
Wójt mówi dalej, że w odwecie za zerwanie umowy, mimo że gmina na bieżąco płaci należności za prąd, Tauron wyłączył uliczne oświetlenie. – Stało się to niezgodnie z prawem, więc zgłosiłem sprawę do prokuratury, która już ją bada. Zawiadomiłem także Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów o możliwości nadużycia, jakiego dokonał Tauron, wykorzystując swoją dominującą pozycję na rynku. Liczę, że sprawa zostanie szybko wyjaśniona, a nasze latarnie znowu zaczną świecić – dodaje Paterek.
Rachunki zapłacone, lampy nie świecą
Przypomnijmy, 6 lipca w Uszwi doszło do tragicznego i koszmarnego zarazem samochodowego wypadku. Było już po godzinie 23.00, gdy 21-letni kierowca jadący w stronę Brzeska potrącił pieszego, który spacerował ze swoim psem poboczem drogi. W pewnym momencie kierujący volkswagenem golfem stracił panowanie nad pojazdem i wjechał do rowu po przeciwnej stronie drogi, był trzeźwy. Siła uderzenia była tak duża, że 59-letni mężczyzna poniósł śmierć na miejscu, życie stracił także jego czworonóg.
Prowadzący volkswagena i jego znajomi, którzy z nim podróżowali, przeżyli prawdziwy horror, głowa zabitego wpadła do wnętrza auta. Młodzi mężczyźni doznali tak silnego wstrząsu psychicznego, że musieli zostać odwiezieni do szpitala.
Wójt Paterek odpiera zarzut, że do tragicznego zajścia przyczynił się brak ulicznego oświetlenia. – Te dwie sprawy nie mają ze sobą żadnego związku, do wypadku doszło w pobliżu oświetlonego przejścia dla pieszych, w miejscu bezpiecznym zarówno dla pieszego, jak i kierowcy. Sprawę badają policja i prokuratura, i zapewne wszelkie jej okoliczności zostaną dokładnie wyjaśnione – mówi wójt Gnojnika.
























