Snowy White – gitarzysta niedoceniany

0
REKLAMA

 

Snowy White gitarzysta niedocenianyChoć jest muzykiem szanowanym w środowisku muzycznym i znakomitym instrumentalistą sesyjnym, nigdy nie zdobył sławy, na jaką zasługuje. Latem tego roku ukazała się jego kolejna, bardzo udana płyta Driving On The 44.

Zasłynął utworem Bird Of Paradise. Wydany na singlu w 1983 roku, uplasował się w pierwszej dziesiątce brytyjskiego zestawienia małych krążków. W marcu roku następnego dotarł do pozycji czwartej Listy Przebojów III programu Polskiego Radia.

REKLAMA (2)

Urodzony w 1948 roku Terence Charles „Snowy” White jest brytyjskim gitarzystą, klasyfikowanym najczęściej w gronie bluesmanów, w gruncie rzeczy jednak jest muzykiem nader wszechstronnym. Artysta szerzej dał się poznać jako członek zespołu Thin Lizzy (w latach 1980-1982) oraz muzyk koncertowy grupy Pink Floyd, grający m.in. podczas trasy The Wall Tour na przełomie 1980 i 1981 roku.

Od lat 90. ubiegłego wieku White grał w zespole Rogera Watersa, ale współpracował także z takimi muzykami, jak: Chris Rea, David Gilmour, Peter Green (Fleetwood Mac) czy Richard Wright (Pink Floyd), którego wsparł podczas rejestracji pięknej płyty Wet Dream.

Znakiem rozpoznawczym Snowy’ego stała się gitara Gibson Les Paul 1957 Goldtop. Grał na niej od początku swojej kariery do roku 2015 roku, kiedy to instrument wylicytowano na aukcji w Beverly Hills za blisko 94 tysiące dolarów.

Przez lata White rozwijał także swoją osobistą karierę, nagrywając czternaście albumów solowych (niektóre z zespołem The White Flames).

Dziś jednak więcej o nagraniach z płyty Driving On The 44. Filmowy tytuł tego wydawnictwa mógłby być swoistą metaforą zawartych nań piosenek, które w całości zostały oparte na bluesie. Album to dzieło dojrzałe, pełne powściągliwości i subtelnej dynamiki. Wypełnia je muzyka wysokiej próby, a jednocześnie zrelaksowana i… wyluzowana.

Otwierający wydawnictwo utwór Freshwater wnosi urokliwie łagodny styl. Pete Feenstra, znany brytyjski recenzent, tak o nim napisał: Jest w nim cudowna lekkość dotyku, z nutą fuzji na fortepianie, przy której delikatne dźwięki Snowy’ego unoszą się nad piękną aranżacją, stworzoną przez jego własną grę na basie, przerywaną uderzeniami talerzy syna Thomasa. Jest tu idealny groove, który wciągnie nas w album pełen subtelnego rocka, bluesa i funku oraz ulotnych wpływów jazzu i muzyki latynoskiej.

Po tym znakomitym otwarciu następuje kompozycja Longtime Blues z szeptanym wokalem i delikatną instrumentacją, kapitalnie kreującymi jej refleksyjny charakter.

Dalej jest funkowy Way Down In The Dark z organami i mocnym basem, a następnie rozbrzmiewa utwór tytułowy korzystający z intro w podwójnej harmonii gitarowej i pulsującego groove, w którym Snowy snuje swoją narrację z użyciem gitary w stylu Marka Knopflera. Można odnieść wrażenie, że oto poruszamy się autostradą, ulokowani na tylnym siedzeniu jego samochodu.

Potem Snowy ponownie znajduje się w swoim żywiole, bo w kompozycji Blues 22, łagodnie brzmiącej i wzbogaconej szlachetnym, interesującym solo – sam tytuł wszystko zapowiada.

REKLAMA (3)

Po przyzwoitym utworze Ain’t No Secret Thing następuje kolejny znakomity numer – Keep On Flying. Zawiera bodaj wszystko, o co w muzyce Snowy’ego White’a chodzi. To bardzo dobrze brzmiący utwór, w którym Snowy gra na gitarach – akustycznej i elektrycznej, syntezatorze oraz basie, a jego syn, Tom, perkusyjnie „posadawia” utwór z sobie właściwą energią. W utworze tym Snowy śpiewa: jeśli nadal sięgasz nieba, pewnego dnia znajdziesz to, czego szukałeś.

Utwór łączy się z inspirowaną dokonaniami Santany, podnoszącą na duchu kompozycją One Man Girl – z pięknymi dźwiękami fortepianu, choć w porównaniu do Keep On Flying brzmi trochę wymyślnie.

Riffy ozdabiające muzykę zawartą na płycie są zrelaksowane, rytmy najzwyczajniej fajne, a ogólny klimat przywołuje klubowego, nieco przydymionego, ale i uduchowionego bluesa. Odnajdujemy go w utworze Slinky Too, w którym klawisze Maxa Middletona są idealnym uzupełnieniem ostrego tonu gitary Snowy’ego, brzmiącej jak rozmowa późną nocą.

W końcu następuje finał w postaci utworu Lady Luck (So Mean to Me). Jeśli będziesz lecieć wysoko, światło na pewno cię oświetli. Próbuj dalej, leć dalej. To charakterystyczny, wybrany na singel numer z oszczędnym funkowym groove’em, wzbogacony fajnym slide’em oraz solo łączącym technikę i emocje przywodzące na myśl grę Petera Greena.

Na koniec raz jeszcze słowa Pete’a Feenstry: „Driving On The 44” to album stworzony z miłością, troską i uwagą. Jest jak spotkanie ze starym przyjacielem (…). Snowy ukazuje się tu jako jeden z najbardziej niedocenianych gitarzystów bluesowych naszej epoki.

# TEMI, Fonograf, Snowy White – gitarztysta niedoceniany Krzysztof Borowiec, Snowy White Driving On The 44 Krzysztof Borowiec

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze