59-letnia Elżbieta J. mieszkała razem z ojcem na jednym z bocheńskich osiedli. Mężczyzna otrzymywał rentę, natomiast jego córka korzystała ze świadczeń ośrodka pomocy społecznej, wykazując stwierdzony umiarkowany stopień niepełnosprawności. Pobierała między innymi zasiłek stały, twierdząc, że nie ma dochodów. Pracownik socjalny z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej co sześć miesięcy odwiedzał rodzinę, ostatni raz zapukał do drzwi w grudniu zeszłego roku. Nie zauważył niczego niepokojącego. Mieszkanie było zadbane, a starszy mężczyzna pytany, jak się czuje i czy czegoś nie potrzebuje, odpowiedział jak zawsze przecząco. Należał do osób zamkniętych w sobie, mało kontaktowych. Natomiast córka sprawiała wrażenie szczerej i otwartej. 15 stycznia uczestniczyła w zorganizowanej przez MOPS giełdzie pracy. Zaraz po spotkaniu podeszła do pracownika socjalnego, stwierdzając, że nie będzie mogła skorzystać z oferty zatrudnienia, bo kto by się wtedy zajął ojcem…
28 lutego wyjechała jednak na wczasy do Sopotu, gdy wróciła 16 marca ojciec nie dawał oznak życia. Od razu zadzwoniła na pogotowie. Lekarz stwierdził zgon i powiadomił policję. Do tarnowskiego sądu wpłynął właśnie akt oskarżenia. Pierwszy termin rozprawy wyznaczono na 23 grudnia, wtedy kobieta zostanie przesłuchana. Obszerne wyjaśnienia złożyła już wcześniej w bocheńskiej prokuraturze, jednak do winy się nie poczuwa. Twierdzi, że ojciec był na tyle sprawny, że mógł zostać w mieszkaniu sam. Prokurator po zebraniu materiałów dowodowych doszedł jednak do innego wniosku.
Elżbiecie J. postawiono zarzut zabójstwa z tzw. zamiarem ewentualnym, co oznacza, że w zaistniałej sytuacji musiała liczyć się ze śmiercią ojca. Uznano, że zdawała sobie sprawę, do czego może doprowadzić jej długa nieobecność, i godziła się na taki skutek.
– Oskarżona, działając wbrew obowiązkowi opieki, porzuciła nieporadnego ojca, pozostawiając go własnemu losowi w zamkniętym mieszkaniu, co potraktowano jako pozbawienie wolności – mówi Barbara Grądzka, prokurator rejonowy. – Nikogo nie powiadomiła o swoim wyjeździe i nikogo nie poprosiła o zastępstwo w opiece.
Co prawda, córka przed wyjazdem pozostawiła ojcu jedzenie, ale w ilości bardzo skromnej. Niedołężny, schorowany mężczyzna z objawami zespołu otępiennego, niezdolny do samodzielnej egzystencji, nie był w stanie zadbać o siebie. Nie jadł i nie pił. Zmarł z wycieńczenia kilka dni przed powrotem córki z urlopu.
Badania psychiatryczne wykazały, że Elżbieta J. jest osobą poczytalną i może ponosić odpowiedzialność karną. Grozi jej kara od 8 lat pozbawienia wolności, łącznie z dożywociem.
Zostawiła starego ojca bez opieki, ten zmarł
REKLAMA
REKLAMA
























