Takie próby były podejmowane przez polityków i publicystów, a w związku z kampanią wyborczą będą się raczej nasilać. Dał temu ostatnio przykład kandydat PSL, p. Jarubas, zapowiadając, że skończy z wojną polsko‑polską. Na ogół działania tego rodzaju kończyły się zaostrzeniem konfliktu, dodatkowymi bitwami i różnego rodzaju aktami wrogości i agresji. Są one czasami przejawem cynizmu i taktyki, czasami podyktowane dobrą wolą i skrajną naiwnością.
Konflikt polityczny w Polsce, czyli wojenka wypowiedziana PO przez PiS z przyległościami, jest brutalną walką o władzę i efektem całkowicie świadomego wyboru politycznego. Nie zależy więc od dobrej woli polityków PO, zrozumienia z ich strony racji przeciwników, argumentów i prowadzonej polityki. Platforma jest wrogiem dlatego, że rządzi, bo rządzić według liderów PiS mogą tylko oni – patrioci, prawdziwi Polacy i depozytariusze prawdy. Polską rządzi reżim – antypolski, antyludzki, antynarodowy itp. – znamy te argumenty. Władza wyłaniana jest w wyniku sfałszowanych wyborów, a istotą polityki zagranicznej jest poddaństwo obcym państwom, głównie Rosji itp., itd. To nie jest normalny w demokracji spór na programy, debata polityczna, rywalizacja intelektualna, a wyłącznie walka o władzę. Nie liczą się względy moralne, zasady, prawda, historia. Nie warto przypominać zapewnień, obietnic i deklaracji pisowskich przywódców, a w pierwszym rzędzie samego Kaczyńskiego. Był gotów do zawarcia sojuszu z Lepperem, Rydzykiem, lewicą…
Wojna polsko‑polska musi zostać zakończona. Jakakolwiek próba „zrozumienia” przywódców obozu pisowskiego oznaczałaby osłabienie świadomości zagrożenia i mogła doprowadzić do władzy ludzi będących zagrożeniem dla demokracji. Oni nawet nie udają, że chodzi im o coś innego niż o władzę. Wielokrotnie pisali i mówili o tym pisowscy propagandyści. Rozwijali i uzasadniali koncepcję polskiego majdanu, zorganizowanego oporu, walki czynnej i biernej, tworzenia wielu punktów oporu, okupowania budynków publicznych, strajków, demonstracji, bojkotowania „przestępczego” rządu. Niektórzy deklarowali zbieranie amunicji, inni wzywali do zabijania dziennikarzy. Odnoszę wrażenie, że ostatnie protesty na Śląsku, blokady dróg itp. są realizacją tego scenariusza wymarzonego polskiego majdanu. Dla szlachetnego celu, jakim jest wyrwanie Polski z rąk „oprawców” Tuska i Kopacz, nie liczą się ofiary, ich zdaniem wolność nie przyjdzie sama i nie da się jej wywalczyć bez „kropli krwi”.
To nie jest język nadający się do dyskusji – to jest język wojny domowej, a nie wybucha ona dlatego, że obóz pisowski jest oderwany od rzeczywistości, atakujący i opisujący zjawiska, które nie istnieją, kierowany przez ludzi pozbawionych politycznej przenikliwości. A przede wszystkim nie wybucha dlatego, że Polska przeżywa okres wielkiej, być może największej od kilkuset lat międzynarodowej i wewnętrznej koniunktury, więc protesty społeczne mają bardzo ograniczony zasięg i mikroskopijny charakter.
Są oczywiście miejsca i grupy słusznie niezadowolone, jest sporo spraw i problemów, które wymagają rozwiązania, są ludzie, którzy nie skorzystali na niepodległości, wolności i demokracji, którzy mogą powiedzieć, że znaleźli się na marginesie… Obowiązkiem rządu jest pomóc tym ludziom, ale z pewnością nie pomogą im organizatorzy ulicznych burd, absurdalnych protestów i liderzy związkowi pobierający duże pieniądze z zakładów pracy, które jednocześnie usilnie starają się doprowadzić do ruiny.
W historii Polski powtarzają się pewne scenariusze i jeden element dość stały. Jest nim niszczenie własnego państwa przez ludzi owładniętych pychą, żądzą władzy, głupotą, ciemnotą, egoistycznym zaślepieniem i chciwością. Jak inaczej nazwać polityków, którzy aby zaszkodzić rządowi i licząc na niezadowolenie społeczne, głosują za podwyżką cen prądu? Jak nazwać ludzi, powtarzających absurdalne teorie o „zamachu” smoleńskim i „poległych” lub „dobijanych rannych”?
Tak było u schyłku I Rzeczpospolitej, gdy obóz reform zmagał się z bezmiarem egoizmu, głupoty i podłości, których symbolem była Targowica. Niestety tak jak wówczas, tak i dziś czarny rozdział zapisuje część Kościoła, która popiera PiS i bierze udział czasami bezpośrednio w demolowaniu Polski. Jak nazwać przygnębiające widowisko z księdzem poświęcającym blokadę drogi? Prowadzoną w świątyniach, nawet na Jasnej Górze, agitacją polityczną, wyborczą propagandą i rozpowszechnianie smoleńskiego kłamstwa. Za puste kościoły i seminaria, za ateizację kolejnych generacji odpowiadają kapłani, którzy stali się politycznymi propagandystami. Odpowiadają też dziennikarze, którzy zredukowali tzw. katolicką prasę i media do politycznej i zwykłej grafomanii.
Naiwność i nienawiść
REKLAMA
REKLAMA




















