Podsłuchy

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Minister Sienkiewicz mówił wtedy, gdy jeden z tygodników ujawniał treść rozmów, że ostatnim zadaniem, jakie ma, jako minister spraw wewnętrznych, jest wyjaśnienie tej sprawy. Sienkiewicz ministrem już nie jest, a sprawa nadal jest niewyjaśniona.
To zresztą jest dosyć typowa sytuacja w naszym kraju. Często sprawy, które nas ekscytują przez kilka tygodni albo nawet miesięcy, pozostają niewyjaśnione i nikogo to nie dziwi. Afera Rywina nie została wyjaśniona. Kto stał za aferą hazardową, też jest niejasne. Dlaczego minister Kaczmarek wchodził do hotelowego pokoju Kulczyka w krawacie, a wychodził bez, też nie wiadomo. Ja wiem, że na świecie też zdarzają się niewyjaśnione sprawy, na przykład do dziś nie wiadomo, dlaczego zastrzelony został prezydent John Kennedy, ale zainteresowanie amerykańskiego społeczeństwa tą zagadką jest ciągle żywe. W Polsce przyzwyczailiśmy się do przechodzenia nad niewyjaśnionymi sprawami do porządku dziennego. Na przykład nie powracamy do pytania, dlaczego zginął generał Sikorski, chociaż ci, którzy znają odpowiedź na to pytanie, czyli Brytyjczycy, są naszymi sojusznikami i członkami tego samego paktu wojskowego. Ale co pewien czas Brytyjczycy wydłużają czas odtajnienia dokumentów w tej sprawie, a nas to jakoś specjalnie nie bulwersuje.
W sprawie podsłuchów w warszawskich restauracjach „Sowa i przyjaciele” oraz „Amber” w minionym tygodniu pojawił się nowy wątek. Dziennikarz „Gazety Wyborczej”, Wojciech Czuchnowski napisał, że prawie rok temu, gdy afera wybuchła, ówczesny minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz nie uwierzył w to, że tego typu akcja była przedsięwzięciem sterowanym przez sfrustrowanego biznesmena, który znał kilku kelnerów. Nie uważam Bartłomieja Sienkiewicza za niedowiarka, albo człowieka węszącego wszędzie spisek, ale proszę sobie wyobrazić, że oglądają państwo jakiś film, w którym pojawia się taki właśnie wątek podsłuchowy z ministrami spraw zagranicznych, spraw wewnętrznych, finansów czy też z szefem NBP w rolach głównych, a scenarzysta wyjaśnia, że za wszystkim tym stali kelnerzy, to albo uznalibyśmy, że scenarzysta nie dał sobie rady, albo zorientowalibyśmy się, że wcale nie oglądamy dramatu, tylko farsę. Kłopot polega jednak na tym, że szliśmy do kina na dramat, a nie na farsę.
Gdy patrzę na to, co się dzieje, nie mam jednak pewności, czy oglądam coś poważnego, czy może wręcz przeciwnie. Jeżeli minister Sienkiewicz rzeczywiście postanowił założyć podsłuchy byłym i aktualnym szefom służb specjalnych, węsząc jakiś spisek, to mamy kłopot. Dosyć trudno bowiem jest sobie wyobrazić cel takiego spisku. Równie trudno jest znaleźć odpowiedź na pytanie, czy minister Sienkiewicz, zlecając takie operacje, wierzył w to, że sprawa wcześniej czy później nie wyjdzie na jaw. Trochę trudno mi sobie to wyobrazić, bo Bartłomiej Sienkiewicz jest dorosłym człowiekiem i dodajmy jeszcze, że człowiekiem niegłupim, oraz nieprzypadkowym – w polityce i wokół polityki Sienkiewicz jest bowiem od 25 lat.
Każde tajne działanie, w które zaangażowanych jest kilka osób, z natury swojej jest narażone na dekonspirację. Tak czy siak mamy kłopot niezależnie od tego, czy Sienkiewicz coś nielegalnego zlecał, czy nie. Oto bowiem musi pojawić się pytanie, skąd Wojciech Czuchnowski dowiedział się o podsłuchach. Tego, że nie wyssał sobie całej historii z palca, jestem pewien, bo Czuchnowski jest poważnym człowiekiem i dobrym dziennikarzem. Jeżeli ktoś mu coś opowiedział, to zweryfikował fakty i napisał to, co napisał. Pytanie, które mnie nurtuje, brzmi tak – kto i dlaczego Czuchnowskiemu to opowiedział? I nie jest żadną pociechą to, że prawdopodobnie za kilka miesięcy wszyscy o tym zapomną.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze