Nie licząc prywatnych zbiorów, obrazy Stanisława Westwalewicza posiadają muzea regionalne w Kozienicach (miejsce urodzenia malarza) i podkarpackim Pilźnie. A Tarnów nie ma nawet stałej wystawy dzieł mistrza.
– Jestem rozczarowany, że Tarnów, w którym tato mieszkał i tworzył przez ostatnie trzydzieści pięć lat życia, nie wykazuje większego zainteresowania posiadaniem i prezentacją kolekcji jego dzieł – wyznaje Andrzej Westwalewicz. – Tymczasem zabiegają o nią inne ośrodki, w tym niedawno otwarte Muzeum Regionalne w Pilźnie, w którym tato mieszkał przez jedenaście lat.
Władze Pilzna zdecydowały się już w ubiegłym roku zakupić dwadzieścia obrazów Westwalewicza z lat jego pobytu w tym miasteczku i urządziły w swoim muzeum stałą galerię dzieł mistrza. Tarnów nie zdobył się dotąd na podobną inicjatywę.
– Zapewniam o staraniach na rzecz pozyskania kolekcji, która ma także wielowymiarowe znaczenie historyczne i narodowe. – mówi Krystyna Latała, pełnomocnik prezydenta miasta ds. kultury – Najwłaściwszym miejscem do jej eksponowania wydaje się muzeum, które ma też możliwości ubiegania się o fundusze na zakup kolekcji. Będziemy wspierać muzeum w dążeniach do przejęcia kolekcji i wyeksponowania.
W podobnym duchu wypowiada się Andrzej Szpunar, dyrektor Muzeum Okręgowego w Tarnowie.
– Chcemy mieć tę kolekcję… – oznajmia. – Wystąpimy jesienią do ministerstwa kultury o dotację na zakup dzieł Westwalewicza. Wcześniej jednak musimy zadbać o wkład własny i sfinansować dwie niezależne ekspertyzy szacujące wartość kolekcji. Mam zapewnienie z Urzędu Marszałkowskiego w Krakowie o wsparciu dla tej inicjatywy i oczekuję też pomocy ze strony władz miasta. Chcemy mieć w muzeum tę kolekcję ze względu na jej wielofunkcyjne walory: historyczne, estetyczne, edukacyjne oraz postać samego autora obrazów…
Będąca w posiadaniu syna artysty kolekcja składa się m.in. z obrazów i rysunków wykonanych na Bliskim Wschodzie i we Włoszech. Niestety, długie lata przechowywano je w surowych warunkach. Narażone były na kurz, wilgoć, wahania temperatury i nic dziwnego, że pojawiają się pierwsze mikrouszkodzenia. Konieczna jest pilna konserwatorska interwencja, na którą Andrzeja Westwalewicza nie stać. Wypełniając wolę ojca, postanowił przekazać odpłatnie miastu kolekcję złożoną z ponad stu rysunków i kilkunastu olejnych obrazów.
Pierwsi rzeczoznawcy wycenili ten zbiór na ok. 160 tysięcy złotych i takiej zapłaty oczekuje A. Westwalewicz, choć wie, że dziś nie odpowiada ona rzeczywistej wartości kolekcji. Przekonuje, że nie chce zarabiać na dziełach ojca, co mógłby uczynić, sprzedając pojedyncze rysunki czy obrazy na aukcjach. A kwotę wskazaną przez biegłych traktuje jako swoistą rekompensatę za wieloletnie starania o zachowanie artystycznego dorobku ojca i koszty utrzymania Domu Pamięci Stanisława Westwalewicza.
‑To niewygórowana oferta, ale miasto i muzeum długo zastanawiają się nad przejęciem dzieł. Przez lata robiłem, co mogłem, teraz chciałbym uratować dzieła ojca od zdekompletowania, przekazując je odpowiedzialnej instytucji. Nie jestem już pierwszej młodości, mam kłopoty zdrowotne i muszę się spieszyć…
Przedstawiciele władz miasta i muzealnicy zgodnie przyznają, że należy kupić i zatrzymać w Tarnowie kolekcję. Te zapewnienia każą wierzyć w szczęśliwy finał. Byłoby niepowetowaną stratą, gdyby rysunki i obrazy Westwalewicza trafiły do obcych galerii.
Gdzie trafi kolekcja dzieł St. Westwalewicza?
REKLAMA
REKLAMA
























