Tarnowscy „busiarze” poszli na wojnę

0
busiarze
busiarze
REKLAMA

Coraz brutalniejsze formy przebiera też rywalizacja między samymi przewoźnikami. Bywa, że dochodzi między nimi do rękoczynów; niedawno już ktoś komuś złamał nos, naruszył uzębienie i użył gazu łzawiącego. Policja i instytucje nadzorujące przewóz osób na razie spoglądają na problem bezradnie.
– To było tak – opowiada jeden z przewoźników z Lisiej Góry, który nie chce, by wymieniać jego nazwisko. – Podjechałem na przystanek koło plant kolejowych w Tarnowie. Na przystanku było sporo pasażerów i kierowca z konkurencyjnej firmy zdenerwował się, że jestem przed nim i zabiorę mu klientów. W pewnej chwili wypadł ze swojej szoferki, doskoczył do mnie i zaczął mnie okładać pięściami. Byłem kompletnie zaskoczony jego agresją. Zostałem dotkliwie pobity, miałem między innymi złamany nos. Nie wiem, jak by się to dla mnie zakończyło, gdyby nie stanęli w mojej obronie pasażerowie. Sprawę zgłosiłem na policję, teraz zajmuje się nią sąd.
Policja w Tarnowie otrzymała też zgłoszenie od Krzysztofa Kowala, kierowcy podmiejskiego busa zatrudnionego w firmie Bus Tour. Tym razem chodzi o to, że kierowca firmy Euro Pławecki Trans zaatakował go gazem łzawiącym.

Łzawy przystanek
– Wydarzyło się to na przystanku w Tarnowie w rejonie al. Solidarności i ul. PCK, w pobliżu domu handlowego „Stokrotka”. Oczekiwałem na swój planowy odjazd – relacjonuje Krzysztof Kowal. – Kierowca od Pławeckiego też czekał, w pewnej chwili obydwaj ruszyliśmy do przodu, a kiedy on zrównał się z moim pojazdem, przez otwarte okienko pasażera, z prawej strony, psiknął mi w oczy gazem. Do tego mnie wyzywał. Po chwili niewiele widziałem na oczy, zacząłem kaszleć. W busie miałem już pasażerów, którzy opuścili pojazd, bo gaz zaczął działać także na nich. Zadzwoniłem po policję. Odjazd miałem opóźniony o ok. 40 minut.
Janusz Gwóźdź, właściciel firmy, w której pracuje Kowal, twierdzi, że jako konkurencja jest ostro tępiony przez firmę Euro Pławecki Trans. Obie firmy wykonują kursy z Tarnowa na Powiśle Dąbrowskie.
– Sytuacja się zaostrza i może mieć dramatyczne konsekwencje i dla kierowców, i dla pasażerów – podkreśla. – Ostatnio w Żabnie jeden z kierowców Pławeckiego nagle w niedozwolony sposób skręcił z prawego pasa na pas, na którym znajdował się nasz bus. Zajechał mu drogę, mogło dojść do wypadku. Mamy świadków tego zdarzenia.


Zajazdy, podjazdy…
Właściciel firmy Bus Tour potwierdza wcześniejsze informacje. Na drogach kierowcy konkurujących ze sobą przewoźników wykonują niebezpieczne manewry. Byle tylko być przed konkurencją i zabrać jej z przystanku oczekujących pasażerów.
– Są zajazdy na drogach, podjazdy na przystankach, zdarzają się wyzwiska i groźby – mówi Janusz Gwóźdź. – Kierowcy podbierają sobie klientów na różne sposoby. To jest wolnoamerykanka. Na przystankach na niedługo przed odjazdem już wyczekuje konkurencja, zajmuje wolne stanowiska, trudno nawet tam się wcisnąć. Konkurencja ustala tak rozkład, żeby na przykład być 3 minuty przede mną. Próbowałem i ja trochę „pomieszać” w swoich rozkładach, chociaż tego nie lubię, ale nic to nie dało. Kiedyś był większy porządek. Do starostw powiatowych, które zatwierdzają rozkłady jazdy, dostarczane były do analizy ich projekty. Urzędnicy obligatoryjnie dbali o to, by zachować odstępy czasowe między odjazdami różnych przewoźników, które wynosiły 15‑20 minut. Dziś urzędnik może o to zadbać, ale nie musi. No to jest gonitwa. W ubiegłym tygodniu jeden z busów wyprzedzał nas na trzeciego, spychał do rowu, niebezpiecznie było. Boże, pomyślałem, dla paru złotych aż tak ryzykować? Czy już ludzie całkiem potracili rozum?
Janusz Gwóźdź powtarza, że na liniach obsługiwanych przez niego najbardziej daje się we znaki Euro Pławecki Trans.
– Już wykończył jednego przewoźnika, teraz zabiera się za nas. Z Tarnowa do Żabna uruchomił w ciągu dnia 63 kursy, ja mam 32. Co chwilę podstawia auto. Dawniej ja miałem w tamtą stronę 13 kursów, a przewoźnik, który już został wycięty – 26, ale dobrze było, nikt sobie nie wchodził w paradę. Pan Pławecki zbił ceny w dół co najmniej o 50 procent. Przykładowo bilet miesięczny z Tarnowa do Siedliszowic, to jest 80 kilometrów w obie strony, mieliśmy za 126, on dał cenę 51 zł. Jednorazowy bilet na tej trasie kosztował u mnie 5 zł, a on swój ustalił na 3 złote. Pan Pławecki w głowie ma tylko to, żeby nas jak najprędzej skończyć. Takie odnoszę wrażenie.

REKLAMA (2)

Nie chce rozmawiać
A może spółka Euro Pławecki Trans jest po prostu sprawniejsza, tańsza, bardziej elastyczna? Może dlatego dyktuje na rynku warunki? Pasażerowie mogą być z tego powodu zadowoleni.
– Przede wszystkim chodzi o to, żeby konkurencja była uczciwa, żeby nikt nikomu nie ładował się w jego rozkład jazdy – odpowiada Janusz Gwóźdź. – Na tych liniach jest miejsce dla więcej niż tylko jednego przewoźnika, można między sobą się porozumieć, przestać się zwalczać w taki sposób, jak obecnie.
Czy była próba porozumienia się w sprawie szkodliwych praktyk, odbycia jakiejś rozmowy?
– Pan Pławecki nie chce rozmawiać. On tylko myśli, jak pozbyć się skutecznie konkurentów.
Wśród konkurencji można spotkać się z opinią, że Pławecki całymi wieczorami przesiaduje przed komputerem i tylko analizuje rozkłady jazdy innych przewoźników, żeby znaleźć dla siebie korzystną lukę.
– Nic podobnego – zaprzecza Bogdan Pławecki. – To ja mam problem z konkurencją. To ona uruchomiła przewozy na moich liniach niezgodnie z rozkładem jazdy.

REKLAMA (3)

To oni, nie ja
O zajściu w Tarnowie, gdzie doszło do użycia pojemnika z gazem łzawiącym przez jednego z kierowców busa, jego pracodawca wie.
– Kierowca z firmy Bus Tour pozbierał mu spod „Stokrotki” pasażerów, więc mój pracownik się zdenerwował, był zrezygnowany. W emocjach użył gazu, ale ten gaz nie jest szkodliwy dla zdrowia ludzkiego – twierdzi Bogdan Pławecki.
O swoich rywalach z branży mówi to samo, co oni o nim: że szarżują na drogach, podbierają pasażerów i – oczywiście – także biją. Wojna cenowa również wchodzi w grę.
– Kiedy na linii Tarnów – Żabno ustaliłem cenę za przejazd na poziomie 4 zł, konkurent obniżył ją na 3,50. Wtedy ja zszedłem do 3 zł. Na innych trasach na północy powiatu miałem bilety po 6 zł, ale inni postanowili jeździć za mniej, to i ja, żeby nie stracić pasażerów, musiałem się dostosować. To nie ja psuję rynek.
Bogdan Pławecki opowiada, że niejeden kurs wziął tylko dlatego, że nie było innych chętnych.
– Mieszkańcy i samorządowcy prosili innych przewoźników, ale oni nie mieli ochoty, zlekceważyli potrzeby klientów. W tej sprawie było nawet spotkanie u burmistrza Żabna. Chodziło między innymi o kurs przez Łęg Środkowy, z którego ludzie nie mogli się wydostać w świat. Proszono mnie, żebym tam jeździł, zaangażowała się w tę sprawę również miejscowa radna. Wysłuchałem tych ludzi i uruchomiłem linię, na której tak im zależało.
Właściciel firmy przekonuje, że nie ma problemu z nim się dogadać, ustalić zasady współpracy, ale znów mówi tak, jak jego oponenci: – To oni między sobą się zmówili, żeby mnie usunąć z rynku. Przecież obsługuję linie także w powiecie brzeskim, kursuję do Czchowa i mam tam konkurencję. Ale czy są jakieś problemy? Nie ma.

Wyścig na całego
Kiedy często słowo występuje przeciwko słowu, problemem pozostaje bezpieczeństwo pasażerów z okolic Tarnowa i Dąbrowy Tarnowskiej, którzy korzystają z busów. W lipcu jeden z podróżnych opisywał naszej dziennikarce niebezpieczne sytuacje, do których dochodzi na drogach. Okazuje się, że niektórzy „busiarze”, żeby zameldować się pierwszym na przystanku, jadą na skróty po… polnych drogach.– Wyścigi trwają na całego – mówi nam jeden z przewoźników. – W niektórych firmach właściciele postawili sprawę jasno: kierowco, nie patrz na rozkłady jazdy, tylko wycinaj konkurencję, jak się tylko da. Ponieważ kierowcy nie zarabiają za wiele i nie chcą stracić pracy, idą na całość. Niektórzy pozdejmowali w busach ograniczniki prędkości, to i 120 km na godzinę sobie jadą…
W tej sprawie starosta dąbrowski zwołał spotkanie – z udziałem policji, Inspekcji Transportu Drogowego i lokalnych przewoźników – aby zaradzić problemowi. Jak na razie nie zauważa się poprawy. Policja drogowa w Dąbrowie Tarnowskiej ustami swego szefa oznajmiła w lipcu, że o wojnie przewoźników, i owszem, słyszała, ale „do komendy żadne oficjalne zgłoszenie w tej sprawie nie wpłynęło”.
Wojna „busiarzy” więc trwa w najlepsze.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze