Chipsy wygnane ze szkoły

0
szkolny sklepik
Koniec ze śmieciowym jedzeniem w szkolnych sklepikach
REKLAMA

„Nie” dla kajzerki z majonezem
Nowe przepisy mają zatrzymać falę otyłości wśród uczniów. Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie. Co trzeci 11‑latek ma nadwagę, za dużo waży co czwarty 13‑latek – podała Światowa Organizacja Zdrowia. Eksperci alarmują, że niewłaściwe żywienie może powodować między innymi choroby układu sercowo‑naczyniowego oraz cukrzycę.
Ministerstwo bardzo dokładnie określiło więc skład kanapek sprzedawanych w szkolnych sklepikach. Mają być przygotowane z pieczywa razowego lub pełnoziarnistego i przetworów mięsnych o niskiej zawartości tłuszczu (nie więcej niż 10 gramów tłuszczu na 100 gramów produktu). W tych normach nie mieszczą się: salami, pasztet i parówka. W kanapkach obowiązkowo znaleźć się muszą warzywa, zniknąć natomiast powinny serki topione i majonez. Keczupu można użyć jedynie wtedy, jeśli będzie miał odpowiednią zawartość pomidorów (czyli 120 gramów w 100 gramach produktu).
Soki warzywne, owocowe, przeciery i musy są jak najbardziej wskazane, tyle że bez dodatku cukru i słodzików, o niskiej lub obniżonej zawartości soli. To samo dotyczy produktów zbożowych i mlecznych. Szkolną herbatę najlepiej podawać z mlekiem lub miodem.Nakazów i zakazów jest więcej; resort uznał na przykład, że soków nie można pić za dużo i teraz sklepiki muszą zamawiać opakowania o pojemności do 330 mililitrów. Trudno jednak oczekiwać, by rosły uczeń technikum zadowolił się kartonikiem soku dla siedmiolatka.
Choć rewolucję w sklepikach zapowiadano od dawna, to z wprowadzeniem zmian zwlekano dość długo. Oficjalny wykaz produktów dopuszczonych do sprzedaży ukazał się tuż przed pierwszym dzwonkiem.


Bez cukru, bez tłuszczu…
2 września w sklepiku funkcjonującym w tarnowskiej Szkole Szczepanika trwała jeszcze akcja zaopatrzeniowa. Jednak na ladzie leżały już najzdrowsze bułki na świecie, bo pani Halina Sowa na wszelki wypadek nie dała do nich masła, nie żałowała za to zielonej sałaty, ogórków, pomidorów, chudej wędliny i żółtego sera. – Jutro posmaruję – zapewniała uczniów. – Dzisiaj nie dość, że pierwszy dzień pracy po wakacyjnej przerwie, to jeszcze zaczęły obowiązywać nowe zasady. W tym pośpiechu zapomniałam, czy masło jest zakazane czy dozwolone. Na półkach towaru niewiele, zniknęły słodkie napoje i batoniki, na rozpakowanie czekały krążki ryżowe i kukurydziane oraz suszone, cynamonowe plasterki jabłek chrupiące niczym prawdziwe chipsy. Zamiast coli woda mineralna, bezcukrowe soki i jogurty. Obok skrzynki pełnej jabłek – gruszki i banany. Nie uświadczy choćby jednego cukierka…
– Co najlepiej schodziło jak nie było jeszcze zakazów? Wafelki Prince Polo i Princessa, batony 3BIT, regionalne herbatniki, słone paluszki, małe krakersiki po 90 groszy za paczuszkę, drożdżówki i oczywiście świeże bułki – wymienia Halina Sowa. – Młodzież miała do wyboru bułki pszenne i grahamki, ale lepiej sprzedawało się białe pieczywo, którego teraz nie ma w ogóle. Wybór jest za to większy: bułki żytnie, wielozbożowe, orkiszowe i grahamki. I choć Halina Sowa przestrzega przepisów jak mało kto, to jednak ma sporo wątpliwości. – Takie zakazy można wprowadzić w szkole podstawowej, ale żeby w szkole średniej? Tu większość młodzieży jest już pełnoletnia. 19‑latek nie potrzebuje niczyjej zgody, żeby kupić sobie drożdżówkę, zapiekankę czy bułkę z parówką. A wokół sklep za sklepem, piekarnia za piekarnią.
Michał z czwartej klasy technikum właśnie nabył w szkolnym sklepiku grahamkę z polędwicą wadowicką i sałatą. Na ryżowe krążki nie ma ochoty. Na darmo rozgląda się za słodyczami. I rozczarowany podsumowuje: – Nawet nauczyciele przyznają, że po czekoladzie lepiej się myśli…

REKLAMA (3)

Zakazany owoc
Sklepik sklepikowi nierówny. W jednym z tarnowskich gimnazjów kupić można prawie wszystko: bułki grahamki, obwarzanki, jogurty, jabłka, słodkie napoje do wyboru i koloru, czekolady, batony, cukierki Michałki po 45 groszy za sztukę, cukierki do żucia po złotówce, miętówki po 10 groszy. Właścicielka tłumaczy, że słodycze ma jeszcze z zeszłego roku, nieprzeterminowane. – Nie zamierzam wchodzić w straty. Sprzedam, co zostało. Nowych słodyczy już nie zamawiam, choć o batoniki i wafelki pytają i uczniowie i nauczyciele. Nic z tej reformy nie wyjdzie, jak w szkole będą zakazy, a w domu na stole będzie stała oranżada i chipsy. Słyszałam, że wielu właścicieli już sklepiki szkolne polikwidowało, bo stwierdzili, że w tej sytuacji na zysk nie ma co liczyć.
W przypadku złamania przepisów przewidziano sankcje. – Jeżeli kontrola wykaże, że zostało złamane prawo, na ajenta prowadzącego sklepik lub stołówkę nałożona zostanie kara w wysokości od jednego do pięciu tysięcy złotych. Dyrektor placówki będzie mógł rozwiązać z takim ajentem umowę w trybie natychmiastowym, bez zachowania terminu wypowiedzenia – mówi Danuta Litwin‑Żywiec, zastępca dyrektora Powiatowej Stacji Sanitarno‑Epidemiologicznej w Tarnowie.Sklepikarze prognozują, że większość dzieci i młodzieży przeniesie się do sklepów położonych niedaleko szkoły. Tam znajdą napoje i słodkie przekąski bez żadnych ograniczeń. – Przecież to jasne, że dzieciaki z dnia na dzień nie przestaną pić słodkich napojów i jeść batoników. Efekt może być tylko jeden – my stracimy pracę, a ministerstwo będzie mogło pochwalić się akcją przeciwko złym sklepikarzom, którzy tuczą dzieci. Nie tędy droga – mówi właściciel małego sklepu w jednej z tarnowskich szkół. – Najpierw trzeba zmienić przyzwyczajenia i nawyki żywieniowe rodziców i dzieci. Tam na górze zapomniano, że nic tak dobrze nie smakuje, jak zakazany owoc.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze