22 listopada 55 lat temu wydany został dziewiąty z kolei, a pierwszy podwójny longplay w dyskografii Beatlesów, zwany Białym Albumem. Do dziś pozostaje dokonaniem ważnym i to nie tylko w dziejach zespołu.
Według Johna Lennona, kompozycje, które wypełniły album powstały w Indiach, w ośrodku medytacji Maharishi Mahesh Yogiego pomiędzy lutym a kwietniem 1968 roku. Beatlesi, nieco zagubieni po śmierci kierującego nimi od początku kariery menażera Briana Epsteina, szukali mentora. Maharishi, zgodnie z bliską ruchowi hipisowskiemu modą na kulturę Wschodu, stał się nim w naturalny sposób. Gdy okazało się jednak, że guru jest hipokrytą, który pod pretekstem duchowego doskonalenia ugania się za panienkami, John Lennon opisał jego podwójne życie w szyderczej kompozycji Sexi Sadie.
George Martin, producent zespołu uważał, że muzycy powinni zrobić nie podwójny, a bardzo dobry pojedynczy album. Przy wydaniu skondensowanego materiału byłaby to wręcz fantastyczna płyta – twierdził Ringo Starr. Ponoć jako jedyny z Beatlesów sądził, że zespół powinien wydać dwie odrębne płyty – White oraz Whiter.
Autorem okładki albumu, szalenie minimalistycznej zresztą, był Richard Hamilton. On też wpadł na pomysł, by wszystkie egzemplarze płyty ponumerować, co było pewnego rodzaju happeningiem. Hamilton pragnął bowiem stworzyć „limitowaną edycję dla milionów fanów”. Tu ciekawostka, w minionej dekadzie longplay należący do Ringo Starra, a oznaczony numerem 1, został sprzedany na aukcji za 910 tysięcy dolarów.
Z trzydziestu kompozycji, które wypełniły podwójny krążek, czternaście nagrano indywidualnie. Tak na przykład powstały przygotowane samodzielnie przez Paula McCartneya I Will oraz Blackbird.
McCartney, podobnie jak Lennon, skomponował przynajmniej kilka ważnych i popularnych numerów zawartych na Białym Albumie. Do takich należały: Back In The U.S.S.R. – porywająca trawestacja rockandrollowego standardu Chucka Berry’ego – Back In The U.S.A., hit Ob-La-Di Ob-La-Da, który w wykonaniu zespołu Marmalade stał się na Wyspach numerem jeden, czy hałaśliwa rockowa kompozycja Helter Skelter. Z tym ostatnim numerem był potem spory problem, o którym McCartney wyraził się następująco: Charles Manson (morderca Sharon Tate – przyp. KB) zinterpretował sobie, że Helter Skelter ma coś wspólnego z jeźdźcami Apokalipsy (…), że tymi czterema jeźdźcami jesteśmy my i doszedł do tego, że powinien wszystkich zabić.
Należy również wspomnieć inne kawałki autorstwa Paula, jak np.utrzymaną w wodewilowym klimacie Martha My Dear, czy parodię ballady kowbojskiej Rocky Raccoon.
Wkład Johna Lennona, mimo że pod wpływem Yoko Ono coraz bardziej oddalał się od reszty zespołu, był przy nagrywaniu płyty znaczący. Lennon był autorem m.in. Glass Onion, swoistego żartu z twórczości The Beatles i jej badaczy, Good Night – kołysanki zaśpiewanej przez Ringo, przejmującego bluesa Yer Blues, kompozycji Happines Is Warm Gun, której emisji zakazano w radiu (idiotycznie twierdzono, że jest o braniu narkotyków) i wreszcie Revolution 9. Ten ostatni numer, będący eksperymentalnym kolażem w stylu Karlheinza Stockhauesena, powstał pod znacznym wpływem awangardowych koncepcji Yoko Ono.
Istotny wkład, choć nie ilościowy, miał w powstaniu płyty George Harrison. Przede wszystkim należy tu wymienić urokliwą, opartą na prostym temacie gitarowym kompozycję While My Guitar Gently Weeps. Przy okazji tej piosenki autor tak mówił: Próbowaliśmy ją nagrać, ale Paul i John tak przyzwyczaili się do wymiatania własnych numerów, że czasami bardzo trudno było o poważne podejście. Harrison poprosił jednak o udział w sesji Erica Claptona, a kiedy ten zjawił się, każdy bardziej się postarał. Paul zasiadł do pianina i zagrał fajny wstęp. Wszyscy podeszli do tego poważniej.
Z kompozycji Harrisona wymienić jeszcze trzeba Piggies – numer utrzymany w nastroju osiemnastowiecznej muzyki dworskiej.
Ringo Starr natomiast „popełnił” samodzielnie kawałek Don’t Pass Me By, o którym Lennon powiedział, że skomponował go w przypływie ataku ospałości.
Beatlesi ocenili swoje dzieło wysoko i, mimo postępującego wówczas rozłamu w grupie, byli z albumu naprawdę zadowoleni. Ringo Starr twierdził: płyta „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” była płytą dekady, może nawet całego wieku. Była pełna innowacji, miała świetne piosenki, nagranie jej było przyjemnością. Jednak album „White” okazał się dla mnie lepszą płytą. Niewątpliwie było to bardziej wspólne dzieło zespołu niż wszystkie wcześniejsze płyty.
Do końca roku 1968 sprzedano 4 miliony egzemplarzy Białego Albumu, kilka lat temu sprzedaż przekroczyła 31 milionów.
![Utrudnienia w ruchu przy tarnowskim sądzie [ZDJĘCIA] Utrudnienia na ul. Dąbrowskiego](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Utrudnienia-ul.-Dabrowskiego-4-218x150.jpg)



![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)

















