Co mają kolędy do Słowian?

0
kolednicy
Fot. depositphotos.com
REKLAMA

Inspirowali romantycznych poetów, byli natchnieniem malarzy, obecnie wzbudzają ekspresję twórczą raperów i twórców komiksów. Zamieszkiwali Europę między Odrą, Łabą i Soławą, aż do Półwyspu Jutlandzkiego na zachodzie, na południu sięgając Bałkanów, dorzecza Dniepru i górnej Wołgi. Mimo odmiennej mowy i różnic regionalnych łączyły ich obrzędy i wierzenia. Co wspólnego miał kalendarz Słowian z Bożym Narodzeniem, świętem chrześcijańskim, wprowadzonym dla uczczenia tajemnicy narodzenia Jezusa Chrystusa?

Dawno, dawno temu (lata największej ekspansji przypadają na VI-VII wiek n.e.) istniał lud żyjący w zgodzie z przyrodą i jej cyklami, szanujący przybyszy z nieznanych krajów, uczciwy, ceniący wolność, któremu pojęcie władzy było obce. Tak dawnych Słowian charakteryzuje Leszek Matela w książce poświęconej ich tajemnicom. Ich kalendarz świąt rozpoczynał się 21 grudnia przesileniem zimowym. Było to symboliczne zwycięstwo światła nad ciemnością. Uroczystości Święta Godowego lub Zimowego Staniasłońca kończyły się 6 stycznia, a przebiegały śpiewająco. Radość z coraz dłuższych i cieplejszych dni okazywano wykonując pieśni zwane kolędami.

– Kolędowanie to obrzęd ludowy o pradawnym pochodzeniu, praktykowany już w kulturach rolniczych i pasterskich. Polegał on na tym, że grupy ludzi odwiedzały gospodarstwa z życzeniami stanowiącymi pomyślną wróżbę urodzaju i powodzenia, za co gospodarze obdarowywali ich jadłem lub drobnymi datkami – wyjaśnia Urszula Gieroń z Muzeum Etnograficznego w Tarnowie.

REKLAMA (2)

Dodaje, że znaczenie składanych życzeń podkreślały posiadające odpowiednią symbolikę stroje i akcesoria. W domach stawiano snop zboża lub wieszano jemiołę. Nie zapominano o duszach przodków. Na cmentarzach rozpalano ogniska, by ogrzały tych, którzy odeszli. Ognie miały też wspomóc słońce w zmaganiach z ciemnością. Przewidywano pogodę i pomyślność na następny rok. Z czasem Godom nadano chrześcijańską interpretację. Dlaczego więc Boże Narodzenie świętowane jest 25, a nie 21 grudnia?

Tradycję indoirańską połączono z chrześcijańską

W starożytnym Rzymie ten dzień poświęcony był bogu słońca Mitrze, którego wyznawcą był cesarz Konstantyn. Po przyjęciu chrześcijaństwa w roku 353 schrystianizował on pogańskie święto, godząc obie religie. Później powstały także różnice w czasie obchodzenia świąt prawosławnych i katolickich. Fakt, że wyznawcy Kościoła wschodniego siadają do wigilii 6 stycznia wynika z tego, że posługują się kalendarzem juliańskim, a katolicy korzystają z kalendarza gregoriańskiego.

Tradycja kolędy jednoczy jednak elementy polskiej i np. ukraińskiej tradycji związanej ze świętami. Niegdyś siła słowa i muzyki miała przywołać jak najobfitszy urodzaj w nadchodzącym roku i sprzyjać dobrobytowi gospodarza. Magiczno-rytualne znaczenia wciąż dominują w formułach życzeń i przyśpiewek kolędowych, jak np. w tekście: szczodry wieczór, dobry wieczór, dobrym ludziom na zdrowie. Na Bojkowszczyźnie, Huculszczyźnie, Bukowinie są kultywowane pieśni, będące folklorystycznymi rarytasami, świadectwami tradycyjnej mistyki i ludowego światopoglądu: koliadki i szczedrawki cyklu gospodarczego. U Polaków, Ukraińców i Białorusinów funkcjonował też wspólny motyw kolędowy, mówiący o wielkim urodzaju, przedstawiający Boga i świętych na polach gospodarza.

Na początku były życzenia zdrowia

Najstarsza zachowana polska kolęda pochodzi z 1424 roku, a zaczyna się od słów „Zdrów bądź, Królu anielski”. Pierwotnie, na początku XV wieku, tłumaczono na język polski kolędy z łaciny i ze śpiewników braci czeskich. Tak było prawdopodobnie i w tym przypadku. Także XV-wieczne pochodzenie ma kolęda-chorał, znana dobrze do dzisiaj – „Anioł pasterzom mówił”. W XVII i XVIII wieku rozwijać się zaczęła oryginalna polska twórczość kolędnicza.

Piotr Skarga napisał „W żłobie leży”, której melodia nawiązuje do poloneza koronacyjnego króla Władysława IV. Śpiewane chętnie przez stulecia nastrojowe: „Gdy śliczna Panna”, „Jezus Malusieńki”, „Ach ubogi żłobie”, „Tryumfy Króla Niebieskiego” powstały już w XVIII wieku. Chyba najsłynniejszą pieśnią bożonarodzeniową z końca tego wieku jest „Bóg się rodzi”, autorstwa Franciszka Karpińskiego. W XIX wieku Teofil Lenartowicz napisał „Mizerną cichą stajenkę lichą”.

REKLAMA (3)

Kolędy śpiewano zazwyczaj na melodie hymnów łacińskich, marszów, polonezów, tańców ludowych i kołysanek. Motywy „Lulajże Jezuniu” zaadaptował w swojej muzyce, w Scherzu hmoll Fryderyk Chopin. Równolegle od XVII wieku zaczęły się też pojawiać pastorałki, w których w opowieść o narodzeniu Jezusa wpleciono wątki rodzimego folkloru. Polska tradycja związana z kolędami formowała się pod silnym wpływem bożonarodzeniowych dramatów z XV–XVI wieku, rozpowszechnionych we Włoszech, Francji i Niemczech. W misteriach – szopkach, jasełkach – biblijna opowieść o tym, jak pastuszkowie, usłyszawszy chóry anielskie, jako pierwsi przybyli powitać Dzieciątko, staje się kanwą dla żartobliwo-frywolnych i ludowych interpretacji, opowiadających o hojnych darach prostych ludzi.

Bogactwo form w domowych teatrach

Jak informuje Urszula Gieroń, dzień św. Szczepana rozpoczynał okres chodzenia po wsi grup kolędniczych, trwający zwyczajowo do Trzech Króli (6 stycznia), a niekiedy jeszcze dłużej, bo do 2 lutego (święta M. B. Gromnicznej). Kolędnicy zakładali kożuchy noszone na „odwrót”, czyli futrem do wierzchu. Oczywiście pojawiały się też postacie zoomorficzne, maski zwierzęce. Przebieg obchodów, teksty oracji często nawiązywały do form archaicznych. Obchody posiadały wykonywaną własnoręcznie oprawę plastyczną i muzyczną. Grupy wędrowały z zestawami instrumentów, wśród których najczęściej były: skrzypce, basy, harmonia guzikówka, czasem także klarnet, trąbka oraz bęben.

Kolęda była nie tylko formą spędzania wolnego czasu w długie wieczory, ale również budowała więzi towarzyskie. W regionie tarnowskim zwyczaje kolędnicze długo pozostawały „żywe”. – Niektóre występowały do lat 60., a nawet 80. XX w., trwając dłużej niż w innych regionach kraju – relacjonuje tarnowska etnograf. Dodaje, że charakteryzowało je spore zróżnicowanie. Znane były grupy chodzące z 6-ramienną gwiazdą. Rekwizyt oklejano bibułą czy kolorowym pergaminem i osadzano na kiju. Gwiazda wprawiana była w ruch obrotowy ręcznie lub za pomocą korby. Były też grupy z szopką, zarówno kukiełkową – ruchomą, jak i statyczną. Konstrukcja powstawała zwykle z drewna czy tektury. Przedstawiała skromną stajenkę ze słomianym dachem. Zdarzało się jednak, że miała formę bogatszą, a wtedy otaczały ją wieże kościelne z detalami architektonicznymi z barwnego celofanu. Wewnątrz umieszczano figurki przedstawiające scenę Bożego Narodzenia. Zdarzali się kolędnicy z turoniem – rogatą maszkarą, nawiązującą do tura. Miał on wyciosany z drewna, oklejony futrem łeb z rogami. Ruchomą, kłapiącą szczękę z jęzorem i ostrymi zębami z gwoździ.

Istotnym elementem obchodów było padnięcie turonia i jego ożywienie – symbolizujące zamieranie i odradzanie się sił natury. Nie brakowało grup z kozą, kobyłką, konikiem, lajkonikiem, królów czy herodów.

Odwiedzin spontanicznych grup kolędniczych składających życzenia już właściwie nie ma. Czasami pojawiają się dzieci z szopką, odśpiewujące przed drzwiami kolędę. Jednak liczne zespoły folklorystyczne prezentują programy nawiązujące do bożonarodzeniowej tradycji na wielu odbywających się regularnie konkursach czy przeglądach.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze