Legitymizował powszechną korupcję i był symbolem systemu, w którym garstka ludzi mogła się nieprawdopodobnie bogacić, a większość społeczeństwa ledwo wiązała koniec z końcem. Sam zgromadził jakieś nieprawdopodobne pieniądze i umożliwił swojemu synowi zostanie miliarderem.
Janukowicz jest w ogóle ciekawą postacią. 9 lat temu jego manipulacje doprowadziły do tak zwanej pomarańczowej rewolucji. Rewolucja jednak się skompromitowała głównie dlatego, że jej beneficjenci, czyli Wiktor Juszczenko i Julia Tymoszenko, nie potrafili udźwignąć odpowiedzialności wynikającej ze zwycięstwa. Janukowicz wykorzystał pomarańczową rewolucję i doszedł do władzy już całkowicie legalnie.
Dzisiaj odchodzi w niesławie. Ma krew na rękach i nikt go nie lubi, bo nawet Putin ma go dość. Julia Tymoszenko wyszła z więzienia. Spełnił się zatem postulat Unii Europejskiej, ale przecież nie dlatego się to stało. Cała ta ukraińska awantura pokazała słabość UE. Co prawda, byliśmy dumni z naszego ministra spraw zagranicznych, który w piątek grał w Kijowie pierwsze skrzypce i doprowadził do tego, że nikt nikogo na ulicach Kijowa już nie zabijał, ale w sobotę się okazało, że wszystkie piątkowe ustalenia są tylko historią.
Tymoszenko spełnia wszelkie warunki do tego, by być przywódczynią. Siedziała w więzieniu, chorowała. Na zdrowy rozum wystarczy, że wyciągnie rękę, a będzie miała władzę. Ale to nie jest tak proste. Tymoszenko odpowiada za klęskę pomarańczowej rewolucji. Mniej więcej połowa Ukraińców uważa, że siedziała w więzieniu słusznie.
Sytuacja na Ukrainie jest niezwykle skomplikowana. Zwykle jest bowiem tak, że jest konflikt między władzą a opozycją. Na Ukrainie jest jeszcze trzecia siła, czyli Majdan. Majdan jest dowodem braku zaufania do polityki w ogóle. Taki brak zaufania pojawia się zresztą na całym świecie. Wszystkie te ruchy oburzonych, które pojawiają się od kilku lat w wielu krajach, są tego ewidentnym przykładem. Tyle tylko, że w demokracjach, które mają długą historię, ruchy oburzonych nie mają zbyt wielkich szans. Na Ukrainie mogą decydować. Pytanie brzmi tylko, o czym mogą decydować. Dosyć łatwo jest bowiem protestować, o wiele trudniej jest budować.
Ofiary, czyli ci, którzy padli od kul w minionym tygodniu, są oczywiście męczennikami. Ich śmierć jest w pewnym sensie punktem odniesienia dla nowej rzeczywistości. Tyle tylko, że nikt dzisiaj nie ma pojęcia, jak ta nowa rzeczywistość ma wyglądać. Zwykło się uważać, że Rosja ma doskonałą dyplomację, że, w przeciwieństwie do takiej UE ma prosty system. Putin czegoś chce i to coś dostaje. W przypadku Ukrainy tak chyba nie jest. Rewolucja na Ukrainie zdarzyła się w trakcie igrzysk w Soczi. To na pewno nie było po myśli Putina. Teraz, już po igrzyskach, Putin ma też trochę związane ręce. No bo co? Ma posłać tam swoje wojsko? Raczej nie. To nie te czasy. Ma zaakceptować nowy porządek? Ale jaki ten porządek ma być? Z Tymoszenko? To byłoby nawet do zaakceptowania, bo Tymoszenko jest znana i przewidywalna. Ale ten porządek będzie raczej bez Tymoszenko. O ile w ogóle pojawi się jakiś porządek. Na zdrowy rozum jakiś porządek jednak się pojawi. I to będzie najtrudniejszy moment. Bo po wszelkich przewrotach trzeba położyć pierwszą cegłę pod fundament nowej rzeczywistości. A wtedy słychać tylko krzyk, że to nie jest ta cegła.
Cały ten Majdan
REKLAMA
REKLAMA




















