Francuski syndrom

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Tamta akcja była aktem terroru zakrojonym na ogromną skalę. 11 września 2001 roku był dniem, w którym i skończyła się jakaś epoka, i jednocześni zaczęła się zupełnie nowa. 8 stycznia w Paryżu nic nowego się nie stało. Trzech bandytów zastrzeliło rysowników i dziennikarzy tygodnika „Charlie Hebdo” oraz dwóch policjantów. To oczywiście okropne, ale nijak się ma do ataku Al Kaidy sprzed niemal 14 lat. Ba, nijak się ma do ataku Breivika na siedzibę premiera Norwegii. W lipcu 2011 roku Breivik zabił potem 69 osób na wyspie Utoya w pobliżu Oslo. Motywy tamtego ataku są dla mnie oczywiste. Breivikowi nie podobały się działania rządu norweskiego, który prowadził politykę integracyjną wobec wszystkich tych, którzy uciekali z miejsc objętych wojną i przemocą, a za miejsce do życia wybierali Norwegię. Breivik siedzi. Zostało mu jeszcze 17 lat odosobnienia, a Norwegia się szybko otrząsnęła i nadal jest otwarta dla osób w opresji.
A jaka jest Francja? Jaka jest Europa? Mówiąc szczerze, nie wiem. Parę wersów wcześniej napisałem, że paryskiego napadu dokonali nieustaleni bandyci. I będę się tej wersji trzymał z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, na miejscu zbrodni zawsze zadaje się pytanie – kto w wyniku tych działań odniósł korzyść, czyli „cui bono”. Francuskie zamachy nie są na rękę ani prezydentowi Hollandowi, ani społeczności muzułmańskiej. Zacierać ręce może jedynie francuska i europejska skrajna prawica. I zaciera. Po drugie, jakoś nie chce mi się wierzyć w to, że dobrze wyszkoleni i dobrze przygotowani bandyci, a atak na redakcję „Charlie Hebdo” wyglądał na dobrze przygotowany i profesjonalny, tak więc, że tacy bandyci zostawiają dowód osobisty w skradzionym samochodzie. Ja sam jestem człowiekiem roztrzepanym i często coś gubię, ale nie zdarzyło mi się zostawić dowodu osobistego nigdzie. Nie tylko w skradzionym samochodzie, bo oczywiście nigdy samochodu nie ukradłem, ale dowodu nie zostawiłem tam, gdzie go się na co dzień używa, czyli w bankach albo urzędach. Trudno jest mi zatem uwierzyć w to, że zamachowcy są do tego stopnia nieudolni, że zostawiają tak czytelne ślady, i że w drukarni, w której się ukrywają, nie zauważają mężczyzny schowanego w kartonie, który jest w kontakcie z policją.
Wielu osobom i wielu środowiskom wygodnie jest powiedzieć, że obcy atakują i trzeba się tym obcym przeciwstawić. To jest zresztą zachowanie stare jak świat. Nieufność wobec obcych jest naturalna. W takim kraju jak nasz, w którym prawdziwych obcych, czyli przybyszów z innych kontynentów, z innych kultur jest bardzo niewielu, obcych wybieramy sobie spośród rodaków i sąsiadów. Potrafimy się wzajemnie nazywać zdrajcami czy oszołomami, bo nie mamy takiego problemu, jaki mają bogate społeczności Zachodu.
Jedna z brytyjskich gazet opublikowała ostatnio analizę, z której wynika, że za 20 lat, a nie jest to perspektywa bardzo odległa, Anglia stanie się muzułmańska. Jest to zapowiedź dość zaskakująca i poruszająca. W dodatku nie bardzo wiadomo, co z taką prognozą zrobić. Namawiać Anglików i inne niemuzułmańskie nacje mieszkające na wyspach do bardziej intensywnej prokreacji? Może, ale muzułmanów nie trzeba do niczego namawiać i wielodzietność ich rodzin jest czymś powszechnym i naturalnym. Wygląda mi więc na to, że musimy się jakoś dogadać. Powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że to nie religia, nie wyznanie decyduje o wszystkim. Jeden z zastrzelonych w Paryżu policjantów był muzułmaninem. To wiele mówi. Był muzułmaninem i jednocześnie funkcjonariuszem francuskiego państwa. A my tutaj przyglądajmy się temu uważnie. Im bardziej będziemy bogaci, tym więcej ludzi będzie chciało mieszkać nad Wisłą.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze