W sumie zatem prezesowi Kaczyńskiemu udało się zmobilizować jakieś 60 tysięcy osób, z których mniej więcej połowa wyszła na ulicę po raz pierwszy w życiu, bowiem poczuła się zagrożona w swoich prawach nie tylko słowami lidera PiS, który nazwał ich (tak przynajmniej to zrozumieli) najgorszym sortem Polaków, ale przede wszystkim czynami nie tylko partii rządzącej, ale także prezydenta. Oczywiście wiem, że następnego dnia 35 tysięcy osób (chociaż znaczna ich część została przywieziona autokarami) demonstrowało coś skrajnie przeciwnego, pamiętam również, że w takim Paryżu nie jest żadnym ewenementem demonstracja miliona obywateli, niemniej jednak będę się upierał, że sobotnie zgromadzenie zwołane przez Komitet Obrony Demokracji było czymś niezwykłym. Dla porządku zatrzymam się przy tym KOD – zie.
Daleki jestem od entuzjazmu wobec oddolności i spontaniczności tego ruchu. Spontaniczny to był ruch protestu przeciwko ustaleniom ACTA. Wtedy rzeczywiście tysiące młodych ludzi skrzyknęło się w sieci i niespodziewanie dla wszystkich zgromadziło się na ulicy. KOD ma profesjonalnie zaprojektowany wzór skrótu, w KOD są ludzie odpowiedzialni za zdobywanie zezwoleń na demonstrację i za wynajmowanie piętrowego autobusu. KOD potrafi sprawnie zorganizować ogromną demonstrację, mobilizując kilkuset sprawnych ochroniarzy i tak dalej, i tak dalej. Zatem niech mi nikt nie wciska kitu o spontaniczności. Przy czym dobra organizacja nie jest wcale zarzutem. Wręcz przeciwnie; za Polakami ciągnie się jakiś mit bałaganiarstwa, co od wielu lat nie jest już prawdą. Wszystkie nasze niezaprzeczalne sukcesy gospodarcze oraz to, jak dobrze oceniani jesteśmy jako pracownicy za granicą, dowodzą tego, że potrafimy się dobrze organizować. I tyle na ten temat.
Co będzie dalej? Prezes Kaczyński zapowiedział przygotowanie ustawy naprawczej, która ma zmienić Trybunał Konstytucyjny. Zapewne nie stać rządzących na zmianę Konstytucji, więc nowa awantura będzie toczyć się wokół tego, na ile ta „ustawa naprawcza” łamie ciągle obowiązującą Konstytucję, a na ile nie. Zdania będą podzielone, głos zabiorą także sędziowie TK, których zdanie zdezawuuje pan prezes i kółko się zamknie.
Jedno zapewne udało się PiS osiągnąć. Zszargana, i to na stałe, została opinia o sędziach Trybunału Konstytucyjnego. Pisałem tu kilka tygodni temu, że sędziowie TK nie są partyjni, chociaż przez partie wskazywani. Wskazywałem na efekty pracy Teresy Liszcz skierowanej do TK 9 lat temu przez PiS i Marka Kotlinowskiego popieranego przez LPR. Oni byli prawdziwymi sędziami i dlatego w ich imieniu jest mi przykro, że PiS ich tak sponiewierał. Dziś za sprawą nowych sędziów wybieranych nocą, i nocą składających przysięgę, wydaje się, że przyzwoitym prawnikom trudno będzie się w tamtym gremium odnaleźć. I to jest wielka namacalna strata wynikająca z całego tego zamieszania, u progu którego stały idiotyczne pomysły PO, która nagle w czerwcu postanowiła zamachnąć się na Trybunał.
Tyle że ja wcale nie jestem przekonany, czy i bez tego „czerwcowego zamachu” PiS nie postanowiłoby się z TK rozprawić, bo ewidentnie Trybunał może kwestionować wszystkie ustawy, które zlikwidują wolność słowa i zniosą prawo własności. PiS‑owi takie kwestionowanie nie jest do niczego potrzebne. Ba! Jest wyraźnie niewygodne. Jeżeli nie uda się okiełznać Trybunału już dziś, a na przykład zapowiedzi nieopublikowania orzeczenia w Dzienniku Ustaw zostały wypowiedziane nie tylko przez urzędniczkę, jaką jest Beata Kempa (chociaż jej samej może się wydawać, że jest Boginią Prawdy), ale także przez Jarosława Kaczyńskiego, to prezes wyprowadzi tłumy na ulice. Zapowiadał to zresztą już kilka miesięcy temu w trakcie kampanii wyborczej. W odpowiedzi druga strona wyprowadzi drugie tyle i zacznie się naparzanka. Przewagę w takich rozróbach będzie miał PiS, bo po jego stronie są bojówki kiboli. Pytanie tylko, po co nam w takiej sytuacji Parlament, skoro wszystko rozegra się w kryterium ulicznym?
Kryterium uliczne
REKLAMA
REKLAMA




















