Po pierwszej debacie

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Przypomnę, że podczas sprawowania urzędu prezydenta Lech Wałęsa a to nieoczekiwanie wzmacniał lewą nogę, a to bezpardonowo atakował powszechnie szanowane postaci, na przykład Jerzego Turowicza, albo wygłaszał zdania wewnętrznie sprzeczne. W tamtym trudnym 1995 roku, gdy już polscy obywatele jasno wiedzieli, że kapitalizm nie jest złotym snem, wyborcy byli Lechem Wałęsą i całą tą Solidarnością ciutkę zmęczeni. Dwa lata wcześniej oddali władzę postkomunistom, wtedy oddali swe głosy na lidera tak zwanej lewicy Aleksandra Kwaśniewskiego, bo go znali jako polityka wygadanego i ogólnie sympatycznego. A że Kwaśniewski wygrał minimalną przewagą, to prawda, ale sądzę, że wygrałby i bez pamiętnej debaty. Teza czy też osąd ten jest, rzecz jasna, nieweryfikowalny. Nie da się cofnąć życia, jakby to był film i spróbować stworzyć historię bez debaty Wałęsa – Kwaśniewski. 5 lat temu Jarosław Kaczyński przegrał z Bronisławem Komorowskim też minimalnie, ale też nie za sprawą debaty, ale dlatego, że przez lata polityk ten zgromadził ogromny negatywny elektorat, którego nie przeważyło współczucie, jakie wyborcy mieli do niego w związku z tragiczną śmiercią brata bliźniaka na lotnisku w Smoleńsku.
Najnowsza debata, która przejdzie do historii pod nazwą „Jeden z dziesięciu”, odbyła się w TVP ledwie kilka tygodni temu. Według przeważających komentarzy najlepiej w niej zaprezentował się Janusz Palikot (w wyborach dostał niecałe 2%), słabo Andrzej Duda (zwycięzca pierwszej tury), a katastrofalnie zaprezentował się Paweł Kukiz (w wyborach sensacyjny zdobywca prawie 21%). Czy gdyby Kukiz wypadł lepiej, to mógłby wygrać wybory w pierwszej turze? Raczej nie. Czy mógłby wejść do drugiej tury? Raczej wątpię.
Ta debata, którą mogliśmy obserwować w minioną niedzielę, też moim zdaniem niczego nie zmieniła. Fakt, że była dosyć nietypowa. Oto na pytania odpowiadali – urzędujący prezydent, polityk dość dobrze znany, i pretendent znany szerokiej publiczności dopiero od kilku miesięcy. Rywalizowała zatem polityczna historia jednego człowieka z wizerunkiem młodego polityka, siłą rzeczy tworzonym dość pośpiesznie. Zwolennicy Dudy uznają oczywiście, że wypadł on fantastycznie. Admiratorzy Komorowskiego kategorycznie stwierdzą, że to właśnie on wygrał. A dla mnie było chyba blisko remisu.
Czy coś z tej debaty wyniknęło? Obawiam się, że nic albo bardzo niewiele. Odpowiedzi ograniczone do 90 sekund były powierzchowne i mdłe. Owszem, debatujący potrafili sobie wbić kilka szpilek. Duda wytykał prezydentowi podpisanie ustawy o wydłużeniu wieku emerytalnego (fakt, że wprowadzonej dość podstępnie), a Komorowski wytykał PiS, że torpeduje państwo, a samemu Dudzie, że śpiewa, by pan Bóg raczył nam wrócić ojczyznę wolną. Duda strzelił w okienko, mówiąc, że PO przy akceptacji prezydenta lekceważy wolę narodu i odrzuca wnioski o referenda, Komorowski walnął pretendenta między oczy, mówiąc, że ten od 8 lat blokuje swój etat na krakowskiej uczelni, zamykając tym samym drogę do awansu kolejnym absolwentom.
Ale to wszystko nie jest niczym nowym. Żadne szpilki nie są w stanie zmienić ugruntowanych poglądów wyborców, a te gruntowały się w ostatnich kilku miesiącach, a nie dniach. Kampania Dudy była nowoczesna i oparta na sieci, oraz mediach społecznościowych. Armia sprawnych sieciowych funkcjonariuszy potrafiła ośmieszyć wszystko to, co robił i mówił Komorowski. (Fakt, że był on obiektem ośmieszania dosyć wdzięcznym). Kampania Komorowskiego była rozlazła i nijaka, wychodziła ona z założenia, że druga kadencja mu się po prostu należy. To, czy Komorowski dogoni Dudę, zależy od tego, ilu ludzi z tych, którzy go popierają, a nie głosowali w pierwszej turze, zdecyduje się pójść do urn w turze drugiej. Aż tyle i tylko tyle.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze