Podzielony świat

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Kwaśniewskiemu nie udało się rozwikłać tego problemu. Nadal, delikatnie mówiąc, uważał swojego dawnego kumpla za mocno oderwanego od rzeczywistości, a jego kumpel miał go za człowieka, który – znowu delikatnie mówiąc – sprzeniewierzył się, kiedyś wspólnym, wartościom. I właśnie wtedy tknęło mnie, że z tymi podziałami w społeczeństwie wcale nie jest tak prosto jak się może wydawać. To znaczy, że wcale nie jest tak, że racja jest tylko po jednej stronie, a druga strona koszmarnie błądzi. Warto pamiętać, że takie refleksje naszły mnie w czasach pierwszych rządów PiS. Nawiasem mówiąc, tamte lata zupełnie niesłusznie uważa się za jednorodne. Przypomnę tutaj, że rządy PiS zupełnie inaczej wyglądały w czasach gdy premierem był Kazimierz Marcinkiewicz, a zupełnie inaczej gdy w fotelu premiera zasiadł Jarosław Kaczyński. Marcinkiewicz rządził tak, jakby podziałów nie warto było zauważać. Kaczyński podziały tworzył, co w koalicyjnym rządzie musiało się skończyć tak, jak się skończyło, czyli rozpadem koalicji i nowymi wyborami. A potem przyszedł kwiecień 2010 roku, katastrofa smoleńska, i wszystko raptownie przyspieszyło. Katastrofa stała się wyraźnym katalizatorem podziałów, i spowodowała zupełnie mylne wrażenie, że nasz kraj stał się liderem podziałów, i stanowi jakiś ewenement na tle świata, który żyje w zgodzie i kooperacji. A tak przecież w oczywisty sposób nie jest.
Brytyjskie społeczeństwo przeorane jest na pół, i to nie z powodu Brexitu. To Brexit jest skutkiem przeorania. W tym roku z pęknięciem zmierzyć się będą musieli Francuzi w wyborach prezydenckich. Pęknięte są Stany Zjednoczone i to niekiedy w dramatyczny sposób. Jeżeli przyjrzeć się uważniej innym społeczeństwom, to jasnym się stanie, że podział jest bardziej zasadą niż wyjątkiem. I to jest czymś nowym w świecie. Skąd się podział bierze?
Nie wykluczam, że ma to związek z rozwojem mediów. Te 20, 30 lat temu media były dosyć jednorodne. Owszem, różne światopoglądy znajdowały miejsce w różnych mediach. Swoją prasę miała lewica, a swoją prawica. Ale w pewnym sensie te media się przenikały. Wiedziała prawica co czyni lewica i odwrotnie. Od pewnego czasu już raczej nie wie. W dodatku podział na prawicę i lewicę stał się anachroniczny. Dzisiaj nastał czas tak zwanej post‑prawdy, którą świętej pamięci Józef Tischner nazywał bardziej po polsku, czyli g… prawdą. Przykłady? Proszę bardzo. Oto USA wydala 35 rosyjskich dyplomatów w odwecie za wpływ rosyjskich hakerów na wybory prezydenckie. Jaki to był wpływ? Ano hakerzy z Moskwy włamywali się do różnych serwerów i publikowali tam nieprawdziwe treści. Do tych treści następnie odwoływała się kampania wyborcza Donalda Trumpa. I nikt nie był w stanie walnąć ręką w stół i powiedzieć – to jest nieprawda. A nawet jeżeli tak mówił, to już było za późno. Niedawno znany polski rysownik skarżył się, że w nieprzychylnych mu mediach pojawiło się jego zdjęcie z rozmowy w telewizji, z podpisem, że on uważa, że polskiemu społeczeństwu potrzebny jest Holocaust. Oczywiście czegoś takiego on w ogóle nie powiedział. Ale to nieważne. Post‑prawda poszła w świat. Jego dementi znajdą jego zwolennicy, na przychylnych mu stronach internetowych. Przeciwnicy się tego nie dowiedzą. Przeciwnicy nie wchodzą na strony jego zwolenników. I odwrotnie. Na Facebooku otaczamy się ludźmi podobnie myślącymi jak my. I trudno się dziwić, ludzie nie są skonstruowani tak, by samemu wpędzać się w zdenerwowanie. To jednak skutkuje tym, że zaczynamy żyć w różnych światach. Z grubsza rzecz ujmując są to dwa światy, chociaż w rzeczywistości jest ich zapewne znacznie więcej. Czy te światy mają szansę ponownie się scalić? Szczerze mówiąc nie sądzę.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze