
Kibic może krytykować. Takie jest jego wilcze prawo. Może narzekać, że skład Unii na sezon 2022 nie do końca spełnia jego oczekiwania. Że tarnowski zespół będzie jeździł w trzeciej – de facto – klasie rozgrywkowej. Pewnie, każdy by wolał, aby rywalem „jaskółek” była Sparta Wrocław albo Stal Gorzów w ekstralidze, a nie Kolejarz Opole czy Kolejarz Rawicz w lidze II. I chętniej oglądałby w Tarnowie Leona Madsena niż Kennetha Hansena, Artema Łagutę niż Ilię Czałowa. Na pewno też zdecydowanie bardziej spektakularny byłby powrót do macierzystego „gniazda” Jakuba Jamroga – o Januszu Kołodzieju już nie wspominając – niż Piotra Pióry czy Patryka Rolnickiego. Ale realia są, jakie są. I weźmy pod uwagę, jakie nastroje były w żużlowym Tarnowie jeszcze kilka tygodni temu i jakie perspektywy przed tym sportem w naszym mieście się rysowały. Wydawało się niemal pewne, że speedway w klubie, który wychował tylu znakomitych zawodników i był – i to nie raz – drużynowym mistrzem kraju, może upaść, a w najlepszym wypadku czeka go przerwa, jakiej konsekwencje trudno było przewidzieć. Tak to wyglądało. Teraz mamy jakiś promyk optymizmu, przysłowiowe światełko w tunelu. A Unia biorąc pod uwagę nazwiska osób, które postanowiły się z nią związać, wcale nie musi być chłopcem do bicia. Więcej, może nam sprawić sporo radości. Teraz czekamy na rzecz fundamentalną, a mianowicie nową umowę ze sponsorem strategicznym. Trzymajmy kciuki za powodzenie negocjacji.

















