Reputacja

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Wydawca to autor dziennika. W różnych redakcjach jest to różnie urządzone, ale przeważnie wydawca jest równie ważny jak ta osoba, która wiadomości firmuje własną twarzą, a czasami nawet ważniejszy. Miał tylko 35 lat, kiedy zaczął zaglądać do kieliszka. Z początku nie rzutowało to na jego pracę, ale gdy zaczął się spóźniać, a czasem za długo podejmował decyzję, coś w jego karierze pękło. Szybko przestał być numerem jeden wśród wydawców, potem przestał w ogóle wydawać. Dziś jest ciągle młodym, bo przed pięćdziesiątką, człowiekiem, który od kilku lat nie pije, ale którego czas w telewizji już się skończył. Pracuje w instytucji niezwiązanej z telewizją. Jest zgorzkniały, bo chociaż zarabia porównywalnie, to jednak nie robi tego, co potrafi i lubi. I chociaż różnie to bywa, i czasami karta się odwraca, to nie sądzę, by ktoś mu dał drugą szansę. Nie tylko dlatego, że przychodzą nowi ludzie, ale także dlatego, że człowiek ów utracił dobre imię, stracił swoją reputację.
Niestety mam wrażenie, że nasz kraj właśnie traci reputację, na którą pracował przez ponad 25 lat. Oczywiście porównanie dużego europejskiego kraju do człowieka, który zaczął nadużywać alkoholu, jest karkołomne, ale skutki utraty reputacji bywają dość podobne w każdym przypadku. I nie wnikam tu w to, czy ta utrata jest słuszna, bo ona po prostu jest i kropka. Jeżeli polska premier musi się tłumaczyć przed Parlamentem Europejskim, to można to zlekceważyć albo zauważyć, że premier dała sobie radę w tej nowej dla nas wszystkich sytuacji. Można też biadolić, że wszystko to jest efektem działalności paru skarżypytów, którzy nie potrafią własnych spraw załatwić (tak jak pani Dulska) we własnym domu. Jeżeli do Polski przyjeżdżają przedstawiciele komisji weneckiej, to można to bagatelizować i twierdzić, że komisja ta jest ważna, ale wydaje z siebie tylko opinie, które można, ale nie trzeba brać pod uwagę. Można też podkreślać na każdym kroku, że to nasze władze zaprosiły komisję właśnie dlatego, żeby zamknąć usta wszystkim tym, którzy uważają, że Trybunałowi Konstytucyjnemu nasze władze robią krzywdę. Można lekceważyć decyzję jednej z agencji ratingowych, która zrzuca nasz kraj z poziomu „a” do poziomu „b”, i twierdzić, że jest to spisek banków, którym nadepnięto na odcisk albo efekt czarnej propagandy dużych sieci handlowych, którym trudniej nad Wisłą robi się kokosy, ale przecież i tym bankom, i tym sieciom z obniżonym ratingiem naszego kraju będzie trudniej działać niż z ratingiem wyższym.
Można wreszcie wzruszyć ramionami na list amerykańskich senatorów ze znanym i szanowanym McCainem na czele. W liście politycy z troską pochylają się nad ostatnimi zmianami w naszym kraju. Dlaczego go napisali? Czy ktoś ich podpuścił? Czy może mają złe informacje? A może po prostu martwią się o nas? W sumie to nie jest najważniejsze. Najbardziej istotny, w tym wszystkim jest fakt, że mamy zszarganą reputację. I znowu nieważne czy przez pomyłkę, czy nie, ważne, że jest ona zszargana, a jeszcze ważniejsze jest to, że przekłada się to na raty kredytów, a konkretnie na ich wysokość, że wprost rzutuje to na cenę naszych papierów dłużnych i na kariery (albo raczej ich brak) naszych rodaków w europejskich instytucjach.
I w tym wszystkim najmniej ważne jest to, że przykro jest, gdy spotyka się jakichś znajomych z zagranicy (ostatnio rozmawiałem ze znajomym dziennikarzem z Anglii), którzy nie mówią nam tego wprost, ale którzy już wiedzą, że wszystko to, co o nas myśleli do 1989 roku, a myśleli źle, i raczej nie brali pod uwagę faktu, że sami nas w ten cały bałagan wmanewrowali w Jałcie i w Teheranie, a zatem, że to wszystko jest prawdą, czyli że nie potrafimy się dobrze zarządzać i urządzać.
Ot, taka jest dziś nasza reputacja. Przykro.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze