Szach i (alko)mat

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Kilka dni później kolejny imbecyl prowadził tramwaj w Łodzi. Na pętlach kupował alkohol i już o godzinie 14 zabił trzy osoby. Te wydarzenia były głównym powodem tego, że politycy (przy pomocy mediów rzecz jasna) ruszyli do ofensywy.
Przez kilka dni pomysł gonił pomysł. Przede wszystkim trzeba zaostrzyć kary – grzmieli wybrańcy narodu. Tymczasem wiadomo, że w naszym kraju kary są bardzo ostre, tyle że zbyt często nieegzekwowane. Trzeba zabierać pijakom samochody – proponowali inni. Tyle że wiadomo, iż takie rozwiązanie naruszałoby konstytucję, a nawet jeżeliby jej nie naruszało, to co na przykład zrobić z zarekwirowanym 20‑letnim polonezem wartym 1000 złotych? Gdzie go parkować? Za czyje pieniądze? Kto go kupi? Łatwo jest rzucać pomysły, ale to, że jest pomysł, wcale nie oznacza, że poprzedził go namysł. Pojawiły się też propozycje, by podwyższyć kary finansowe, a także by powiązać je bardziej z dochodami pijaka. I z tym właściwie można się zgodzić.
Wszystkich przebił jednak premier Donald Tusk, zapowiadając, że wprowadzony zostanie obowiązek wożenia w samochodzie alkomatów. Według premiera kosztują one 5 – 10 złotych. Premier wykazał się tym samym sporą niekompetencją. Alkomat porządnej jakości kosztuje kilkaset złotych. Alkomat niezawodny nawet kilka tysięcy. Kilkanaście złotych kosztuje alkotest – urządzenie nic niewarte. No dobrze, a gdyby nawet rząd kupił wszystkim kierowcom porządny alkomat, to co? Pijany idiota z Kamienia Pomorskiego nie pojechałby i nie zabił? Oczywiście, że by pojechał i zabił. Nie w alkomatach jest bowiem problem, ale w naszym ucywilizowaniu.
17 lat temu mój kolega z pracy opowiadał jak to pijany jechał swoim mercedesem, którym wiózł trzech kolegów, zresztą również pijanych. Policjantowi, który go zatrzymał i zadał pytanie: „Czy był spożywany alkohol? ”, kolega ów bełkotliwie odpowiedział: „Na szczęście nie”, a potem pokazał mu wizytówkę ówczesnego komendanta policji. Kontrolujący policjant zasalutował i pozwolił im odjechać. Wtedy ta historia bardzo wszystkich śmieszyła. Dzisiaj nie jest w ogóle śmieszna. Gdyby to przytrafiło się komuś dzisiaj, to myślę, że by się takim wydarzeniem nie chwalił, bo jeżdżenie po pijanemu jest wstydem.
Inna sprawa to pytanie, co to znaczy po pijanemu? W Polsce karalne jest jechanie autem, gdy ma się powyżej 0,2 promila. W Czechach tymczasem barierą jest 0,0, co jest o tyle dziwne, że w zasadzie kierowca za naszą południowa granicą nie powinien używać syropu przeciw kaszlowi. Na Wyspach Brytyjskich próg jest trzy razy wyższy niż w Polsce i wynosi 0,6. Są kraje, gdzie i 0,8 jest dozwolone. Znam zresztą kierowców, którzy mając 0,5 we krwi, jeżdżą lepiej niż 90 procent tych, którzy nic nie wypili.
Dyskusja na ten temat byłaby dla mnie o wiele ciekawsza niż te gejzery pomysłów tryskające z ust naszych, pożal się Boże, polityków. Zwłaszcza że żyjemy w kraju, w którym systematycznie maleje liczba wypadków. Zgoda, nadal jesteśmy w niechlubnej czołówce w Europie pod względem liczby wypadków, a przede wszystkim pod względem śmierci na drogach, tyle że od 14 lat systematycznie spada liczba wypadków, które powodują pijani kierowcy. Najczęściej do wypadków dochodzi dlatego, że jeździmy za szybko. I może tym się zajmijcie drodzy politycy.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze