Przez lata z uznaniem patrzyłem na działalność Trybunału Konstytucyjnego jako ciała, które jest ponad bieżącymi sporami politycznymi, i nawet stawiałem studentom TK jako pewien wzór i fenomen, bowiem ciało to wybierane jest przez polityków tak samo, jak Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, a KRRiTV jest skrajnie upolityczniona a TK nie. Dlaczego? Ano dlatego, że członkowie KRRiTV są osobami uzależnionymi od polityków. Po skończonej kadencji tylko od ich mocodawców, czyli od partii politycznych zależy ich przyszłość. Jeżeli będą posłuszni i będą realizowali linię partyjną, to po kadencji w KRRiTV dostaną jakąś synekurę – a to w jakiejś radzie nadzorczej albo w jakimś zarządzie i włos im z głowy nie spadnie. Członkowie TK są sędziami albo przynajmniej prawnikami i ich poczynania są bacznie obserwowane przez ich środowisko. Po kadencji wracają do pracy w sądach, na uczelniach i dobre imię to jest kapitał, na którym im naprawdę zależy. Co ciekawe, nawet jeżeli do Trybunału trafiali politycy, a było tak kilka razy, to potrafili się odciąć od swoich środowisk politycznych i zachowywali się tylko i wyłącznie jak prawnicy.
To wcale nie oznacza, że wszystkie wyroki TK były bezdyskusyjne. Bardzo często byłem rozczarowany tymi wyrokami, ostatnio było tak przy okazji OFE, ale nigdy nie przyszło mi do głowy podważać te orzeczenia, nawet wtedy, gdy wydawane były przy licznych zdaniach odrębnych. W takich wypadkach kiwałem tylko głową nad stopniem skomplikowania takiej materii, jaką jest prawo. Ale wiosną tego roku pojawili się ubabracze z PO, którzy postanowili tak pokombinować, by wybrać nowych członków TK nie tylko za tych, którym kadencja kończy się w listopadzie, czyli podczas kończącej się kadencji Sejmu, ale także za tych, którym kadencja kończy się w grudniu, czyli już podlega pod nowy parlament. Tłumaczenie, że chciano w ten sposób uniknąć przerwy i braku dwojga sędziów TK, jest bałamutne, bo do sprawnej pracy Trybunału trzeba dziewięciorga sędziów, a bez tych dwóch sędziów byłoby 13. Co więcej, tylko w tym stuleciu co najmniej pięć razy była taka sytuacja, że przez kilka tygodni TK liczył mniej niż 15 sędziów i w żaden sposób nie paraliżowało to jego prac. Zatem ubabracze z PO postanowili ingerować w sytuacji, która tylko uwłaczała godności wybieranych przez nich sędziów, bowiem sugerowała, że wskazani przez polityków PO sędziowie są w jakikolwiek sposób związani z tą partią.
Gdy PO przegrała wybory do gry weszli ubabracze z PiS i z Kancelarii Prezydenta z samym prezydentem na czele. Prezydent nie przyjął ślubowania od całej piątki nowych sędziów (chociaż troje z nich nie powinno budzić żadnych wątpliwości), rozpętując przy tym dyskusję, czy nie przyjmując ślubowania, łamie Konstytucję. Sugestia taka miała prawo się pojawić dlatego, że w Konstytucji stoi jak wół, że sędziów TK wybiera Sejm. Nie ma tam nic o prezydencie. Prezydent pojawia się w ustawie przyjętej kilka lat po Konstytucji, a wpisali go tam inni ubabracze, którzy nie pomyśleli, że wpisanie do tej ustawy prezydenta postawi go w sytuacji notariusza, a człowiek wybrany w powszechnych wyborach, czyli mający najsilniejszy mandat w Polsce, nie powinien być stawiany w takiej sytuacji, bo wcześniej czy później to się zemści na nas wszystkich. Ubabracze z PiS poszli jeszcze dalej. Tak zmienili ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, że właściwie zaprzeczyli konstytucyjnemu artykułowi mówiącemu, że sędziów TK wybiera Sejm. Po twórczych zmianach PiS teraz sędziów w zasadzie wybiera prezydent.
Mamy zatem taką sytuację. Parlament zdominowany przez PO wybrał pięcioro nowych sędziów. Dwie kadencje się jeszcze nie skończyły, więc mamy sędziów 17, w tym pięciu bez ślubowania. PiS wybierze nowych pięcioro, więc sędziów będziemy mieli do 8 grudnia 22, a po 8 grudnia 20. Przy czym nie wiadomo, którzy są sędziami naprawdę, a którzy nie. O sprawie ma się wypowiedzieć 3 grudnia … Trybunał Konstytucyjny. Tylko nie wiadomo w jakim składzie. Brawo ubabracze.
Ubabracze
REKLAMA
REKLAMA




















