Beth Hart – koncert w Orbicie

0
fonograf Beth Hart
REKLAMA

Wieczorem 9 grudnia we wrocławskiej hali Orbita wystąpiła Beth Hart. Podczas dwuipółgodzinnego koncertu artystka obdarowała publiczność niezwykłymi muzycznymi wrażeniami.
Ostatnio była w Polsce na początku grudnia 2022 roku. Oklaskiwałem ją wtedy podczas koncertu w katowickim Spodku. Tamten koncert, mimo że bezprądowy, był dramaturgicznie świetnie ułożony. Show we Wrocławiu natomiast miał dostarczyć pełen wachlarz brzmień i pełną paletę nastrojów. Tak też się stało.
Pisanie, że Beth jest rewelacyjna, to jak oznajmianie światu, że po sobocie jest niedziela, a porównywanie jej do Janis Joplin to spore uproszczenie. Przy całym bowiem szacunku dla sztuki wokalnej Janis, Beth dysponuje większymi możliwościami głosowymi i zdecydowanie barwniejszym repertuarem. Gdyby Joplinka dożyła jej lat, być może byłaby równie fantastyczna.

W przypadku Beth muzyka jest jej krwiobiegiem. Jest jej życiem, marzeniem, terapią, pragnieniem, a przede wszystkim pasją. Zapewne dzięki temu jej występy są tak różne. Mają odmienne setlisty i odmienną dramaturgię. Porównywałem zestawy utworów z koncertów poprzedzających wrocławski (Brighton, Norymberga, Linz), a także z następnego w Zwickau. Każdy zestaw okazał się inny. Oczywiście powtarzały się niektóre kompozycje, zwłaszcza te z najnowszej płyty, ale były serwowane w innej kolejności i, jak wynikało z opisów, w różnych wersjach aranżacyjnych. Nie powinno to dziwić, bo przecież pasja nie znosi rutyny i raczej trudno sobie wyobrazić, że Beth (jak większość renomowanych wykonawców) serwuje na kolejnych koncertach ten sam zestaw. Ona sama raczej tego by nie wytrzymała.

Show w Orbicie rozpoczął się z niewielkim poślizgiem około godziny 20.10. Ze sceny ruszył z kapitalnym wykopem zespół, a wraz z nim świetnie usposobiona wokalnie Beth. Nie było jej jednak widać! Zdezorientowana publiczność dopiero po chwili ujrzała artystkę w punktowym świetle z tyłu płyty. Jej grzmiąca kompozycja Broken and Ugly stanowiła iście piorunujące intro, które śpiewała idąc i witając się z publicznością. Zaraz potem zabrzmiał otwierający wydaną wspólnie z Joe Bonamassą płytę Don’t Explain, utwór Sinner’s Prayer. Po nim rozległ się utrzymany w klimacie muzyki Bo Diddleya Rhymes, a gdy Bill Ranson zaczął nabijać rytm na perkusji ruszył Bad Woman Blues. Po tych czterech utworach stało się jasne, że zespół z Jonem Nicholasem na gitarze oraz Tomem Lillym na basówce (tudzież kontrabasie) jest dobrze dysponowany, a Beth prezentuje doskonałą formę.
Kolejnym utworem był pochodzący z ostatniej płyty Suga N My Bowl. Nawiasem mówiąc tego wieczora z wydanego w październiku albumu zabrzmiały jeszcze: kapitalnie zaserwowany w akustycznej wersji z pianem tytułowy You Still Got Me, kończący zasadniczą część koncertu drapieżny Savior with a Razor, cudownie „knajpiany” Drunk on Valentine, ujmujący Wonderful World, mroczny Machine Gun Vibrato i wreszcie countrowy Wanna Be Big Bad Johnny Cash. Przy tym ostatnim Beth ruszyła ze sceny na płytę, by znowu śpiewać wśród rozbawionej publiczności, a nawet zatańczyć z jednym ze szczęśliwców.

REKLAMA (2)

Tego wieczora artystka znakomicie budowała dramaturgię swojego show, żonglowała muzycznymi klimatami i co rusz opowiadała o swoich, nierzadko traumatycznych doświadczeniach i bliskich sercu osobach.
Po wspomnianym, zadedykowanym mężowi (Scott Guetzkow) utworze Drunk on Valentine, jej życiowy partner, a zarazem opiekun i cud w jednej osobie (tak o nim mówiła) wyskoczył zza kulis, by podać jej szklankę kawy i czule uściskać. Ten wzruszający obrazek został nagrodzony gromkimi brawami.

REKLAMA (3)

Tego wieczora zabrzmiały również: dedykowana matce piosenka Mama This One’s For You, pełna magii, ulubiona przez ojca artystki kompozycja Johna Denvera Take Me Home, Country Roads oraz cudownie wyciszająca Lullaby of the Leaves.
Beth udowodniła, że gdy trzeba potrafi być drapieżna i grzmiąca, a gdy chwila tego wymaga staje się subtelna i krucha. Wulkaniczną ekspresję potrafi zamienić w radosną zabawę z widownią, albo też w niepozbawione łez wzruszenie. Wrażliwość daje jej niezwykłą siłę. Dzięki niej swoją sztuką wokalną, życzliwością i prawdą przekazu oczarowuje publiczność.

Na bis (jakby specjalnie dla mnie) artystka zaserwowała covery utworów Led Zeppelin: No Quarter i Baby, I’m Gonna Leave You, a w finale porywającą wersję I’m Rather Go Blind. Eh, chciałoby się w hali Orbita pozostać, chciałoby się nadal słuchać, podziwiać i smakować.
Beth to czołowa bluserockowa wokalistka współczesnego świata. Jej wrocławski koncert był cudowną feerią muzycznych emocji i znakomitych, nierzadko porywających brzmień. Wielkie dzięki Mrs. Hart.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze