W tym miesiącu mija 55 lat od wydania płyty Mass in F minor zespołu The Electric Prunes. Było to pierwsze tego typu przedsięwzięcie w historii rocka. Dla jednych pozostało muzyczną fanaberią, dla innych szlachetną porażką.
Grupa The Electric Prunes powstała w Los Angeles. Krążyły jednak plotki, że pochodzi z Seattle. Być może dlatego, że jej pierwszy hit I Had Too Much To Dream (Last Night) został odkryty przez didżeja z Seattle, Pata O’Daya i, zanim trafił na krajowe listy przebojów, w Seattle był bardzo popularny.
Zespół założyli: Ken Williams (gitara), James Lowe (śpiew), Michael Weakley (perkusja) oraz Mark Tulin (bas). W pierwszej fazie istnienia band nazywał się The Sanctions, później Jim and the Lords.
Początki zespołu były nieciekawe, miały jednak dobre rozwinięcie. Otóż ćwiczącą w garażu grupę kumpli z Taft High School w Los Angeles usłyszała agentka nieruchomości. Postanowiła ich przedstawić Dave’owi Hassingerowi, znajomemu dźwiękowcowi ze studia RCA. Ten zorganizował nagranie kilku demówek w domowym studio Leona Russella. Poza tym zasugerował, że potrzebują nowej nazwy. Wciąż początkujący muzycy stworzyli długą listę, na końcu której jako żart pojawiła się nazwa The Electric Prunes i… tak się przyjęło.
Hassinger uważał, że chłopcy mają talent, nie mają jednak wystarczających umiejętności kompozytorskich. Zatrudnił więc profesjonalistki – Annette Tucker i Nancie Mantz, które napisały wspomnianą wyżej kompozycję jako wolną fortepianową balladę. Zespół zinterpretował ją na psychodeliczny sposób, pełen zfuzzowanych brzmień, podwójnych wokali i efektów echa. Piosenka wydana na singlu dotarła do 11. miejsca amerykańskiej listy bestsellerów, a to zadecydowało o nagraniu całej płyty, która sprzedała się dobrze po obu stronach Atlantyku. Fakt ten zapewnił grupie miejsce w czołówce sceny psychodelicznej Zachodniego Wybrzeża.
Wydarzenia, które doprowadziły do powstania albumu Mass in F-minor, wymagają pewnego przybliżenia. Poprzedzająca longplay płyta Underground była odzwierciedleniem eksperymentalnej i psychodelicznej zarazem wizji muzyków, którzy większość materiału napisali sami. Płyta nie sprzedawała się jednak zbyt dobrze, a Dave Hassinger nie był zainteresowany eksperymentami tak jak efektami komercyjnymi. Wraz z menadżerem Electric Prunes, Lennym Poncherem oraz kompozytorem muzyki poważnej i aranżerem Davidem Axelrodem opracował strategię, w ramach której Axelrod miał napisać i zaaranżować album łączący muzykę klasyczną z chorałem gregoriańskim i psychodelią.
Wszystkie strony przedsięwzięcia, w tym zespół, zgodziły się, że projekt ten przemieni Electric Prunes w dojrzale brzmiący psychodeliczny band. Niestety, Prunes nie byli przygotowani na zmierzenie się ze skomplikowaną (jak dla nich) materią muzyczną Axelroda. Tym samym, aby sesje nagraniowe nie rozrosły się do trudnych do przewidzenia rozmiarów, Hassinger sprowadził muzyków zespołu The Collectors, którzy dokończyli projekt.
Ostateczny rezultat był całkowicie odmienny od poprzednich wydawnictw Electric Prunes. Album wypełniło osiem utworów z tekstami śpiewanymi po łacinie (sic!) Muzyków bandu można było usłyszeć tylko w trzech kompozycjach – zamieszczonych na pierwszej stronie (Kyrie Eleison, Gloria, Credo). Pozostałe trzy (Sanctus, Benedictus i Agnus Dei) były efektem pracy The Collectors.
Ciekawostką pozostaje jednak fakt, że najsłynniejszym utworem na płycie – i najlepszym dla większości uszu – stał się otwierający Kyrie Eleison, w którym muzycy The Electric Prunes okazali się mistrzami gitarowych pogłosów. Jest to zarazem jedyna z sześciu części Mszy, która zawiera wyłącznie rockowe instrumentarium, bez orkiestrowych ozdób w postaci rogów i smyczków, które Axelrod zastosował w pozostałej części albumu. Kyrie Eleison stał się znany zwłaszcza dzięki ścieżce dźwiękowej do kultowego filmu tamtych czasów – Swobodny jeździec z 1969 roku, z Dennisem Hopperem i Peterem Fondą w rolach głównych.
Według fanów Electric Prunes Mass in F-moll (jako całość) okazała się katastrofą, ale dla miłośników wydawnictw koncepcyjnych płytą godną zapamiętania.
Na koniec przytaczam finałowy fragment tekstu zamieszczonego na okładce albumu, autorstwa Stana Cornyna: Chrześcijański kult został wyryty i przyodziany w lśniące szaty, tańczono go w dżungli, na brzegach jezior, śpiewano w okopach, przytwierdzano do drzwi katedr, grano na jazzowo, przedstawiano na Broadwayu i eksponowano w katedrach. Chrześcijański kult ma tyle form, ile jest twórczych energii człowieka. Jedną z nich jest „Msza f-moll”.
![Utrudnienia w ruchu przy tarnowskim sądzie [ZDJĘCIA] Utrudnienia na ul. Dąbrowskiego](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Utrudnienia-ul.-Dabrowskiego-4-218x150.jpg)



![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)
















