Trzeci album Nazareth

0
borowiec
borowiec1822
REKLAMA

Byłem zupełnym smarkaczem, który z radiowej Trójki nagrywał w tamtym czasie muzykę na szpulowym magnetofonie ZK‑ 120. Doskonale pamiętam, jaką radość sprawiła mi zarejestrowana, bodaj w czerwcu 1973, kompozycja Bad Bad Boy w wykonaniu zespołu o intrygującej wówczas nazwie – Nazareth. Wtedy usłyszałem o tym kwartecie po raz pierwszy w życiu. Wkrótce potem dowiedziałem się, że nagranie pochodzi z drugiego singla promującego album Razamanaz. W tamtym okresie „upolowałem” również utwór Broken Down Angel, który znalazł się na pierwszym singlu promocyjnym. Oto, co o tym przeboju mówił wokalista Dan McCafferty: Byłem współtwórcą tego numeru, razem z Pete’em (Agnew‑ basista, przyp. KB). Mieliśmy pomysł, by napisać utwór o gangu z Bristolu, o którym było wtedy głośno. Pete miał refren, ja dopisałem resztę. Trwało to kilkanaście minut. Równie szybko uporaliśmy się z nagraniem.
Oba single po raz pierwszy w historii muzycznych dokonań Szkotów wylądowały w brytyjskiej Top 10. Natomiast ja, zwłaszcza dzięki zadziornemu Bad Bad Boy i fascynującemu wokalowi McCafferty’ego, od razu poczułem do zespołu sympatię i zapragnąłem jego kolejnych nagrań.
Sympatię w świecie Szkoci budzili również swoją zwyczajnością, nigdy nie kreowali wokół siebie jakiejś pseudomistycznej aury, raczej chcieli być postrzegani jako normalni, równi goście, którzy od czasu do czasu lubią sobie poimprezować.
Kwartet Nazareth został założony w Dunfermline w grudniu 1968 roku. Dwudziestokilkulatkowie tworzący zespół, czyli wspomniani basista Pete Agnew oraz dysponujący charakterystycznym głosem wokalista Dan McCafferty, a także perkusista Darrell Sweet oraz najstarszy z nich, solidny gitarzysta Manny Charlton, nie od razu byli rozpoznawalni na Wyspach. Sławę (w pewnym stopniu) zyskali dzięki supportowaniu zespołu Deep Purple, co nastąpiło w 1972 roku, po nagraniu krążka Exercises. Można sądzić, że musieli spodobać się muzykom Purpury, a zwłaszcza basiście Rogerowi Gloverowi, który postanowił zostać ich producentem i który najprawdopodobniej narzucił stricte hardrockowy charakter Razamanaz.
Nagrania, które wypełniły album, zarejestrowano w studiu Gang Hut w szkockim Jamestown. Całość prezentowała się nie tylko interesująco, ale, co ważniejsze, czadowo.
Płytę otwierała kompozycja tytułowa z nośnym, świetnym riffem, o którym Agnew mówił, że „podprowadzony” został z purplowskiego Speed King. Numer robił wrażenie i zapowiadał pełne poweru brzmienie całości z ostrymi, ciętymi riffami Manny’ego Charltona, ciężkim basem Pete’a, szaleńczymi bębnami Darrella Sweeta i niepowtarzalnym wokalem Dana..
Hardrockowy klimat potwierdzała druga kompozycja, będąca drapieżną interpretacją utworu Leona Russella – Alcatraz. Podobnie jak Vigilante Man Woody’ego Guthriego, który muzycy przekształcili w porażający rockową siłą song. O przebojach z płyty już było, warto jednak wspomnieć, że niby glamowy Broken Down Angel istotnie powiększył grono fanów bandu. Dan McCafferty na lamach Tylko Rocka tak o tym mówił: Zamiast samych facetów, jak dawniej, widziałem przed sceną dziewczyny, które wrzeszczały, jakby je obdzierano ze skóry.
Bardzo dobre wrażenie robiła świetnie skonstruowana posępna ballada Sold My Soul, w której narrator borykał się z iście faustowskim problemem. Na płycie znalazł się też znany z wcześniejszego albumu bluesrockowy Woke Up This Morning, który został potraktowany tym razem odpowiednio surowo i – oczywiście – ciężko.
To był czaderski, solidny album, z którego na zawsze moim ulubionym kawałkiem pozostanie boogie z gitarą slide – Bad Bad Boy.
Płyta otworzyła zespołowi drogę do kariery. Pete Agnew, tak to ujął: Gdy zaczynaliśmy pierwszą trasę, na której byliśmy główną gwiazdą, z Robinem Trowerem w roli supportu (sic!), na występy przychodziło po około 300 osób. A potem trafiliśmy do „Top Of The Pops”. I w następnym tygodniu podczas koncertu w Folkestone widziałem, jak ludzie zwisali z sufitu. Sala nie mieściła wszystkich chętnych.
I jeszcze jedno, o czym kiedyś już pisałem – nazwa Nazareth nie została zaczerpnięta z Ewangelii. Odnosi się do amerykańskiego miasta w Pensylwanii, które pojawiło się w pierwszym wersie klasycznego utworu The Weight zespołu The Band. Ciekawe jednak, że gdy Szkoci po raz pierwszy odbywali trasę po Stanach Zjednoczonych, Amerykanie myśleli, że wykonują muzykę gospel.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze