22 października 1969 roku wydany został drugi album zespołu Led Zeppelin, który w historii hard rocka stał się jednym z fundamentalnych. Zatem, skoro jest to okrągła rocznica, proszę wybaczyć, że po raz kolejny w tym roku wracam do Zeppelinów.
Zawsze miałem problem z ostatecznym werdyktem, który krążek mojego ulubionego zespołu cenię sobie najwyżej. W pewnym stopniu jest tak do dziś, choć w zestawieniu z debiutancką płytą, a ze względu na dojrzałość kompozycyjno-brzmieniową, palmę pierwszeństwa skłonny jestem przyznać „Dwójce”. Idąc tym tropem, w prywatnym rankingu rockowych albumów wszech czasów postawiłbym „Dwójkę” tuż za floydowym The Dark Side Of The Moon.
W nawiązaniu jednak do obu albumów odwołam się do opublikowanej w 1999 roku w miesięczniku Tylko Rock listy 100 płyt, które wstrząsnęły polskim rockiem. W zestawieniu powstałym na podstawie plebiscytu przeprowadzonego wśród najwybitniejszych polskich muzyków (blisko 90 osób) płyta Floydów znalazła się dopiero na ósmym miejscu, zwyciężyła „Dwójka”.
Prace nad płytą rozpoczęto na początku roku 1969. Kompozycje, które ją wypełniły oparte były w dużej mierze na pomysłach zrodzonych podczas prac nad albumem debiutanckim. Wstawiono przy tym nowe riffy, które ostatecznego brzmienia nabrały dzięki wielokrotnym próbom na żywo. Zdaniem Jimmy’ego Page’a piosenki z „Dwójki” powstawały w pokojach hotelowych, garderobach i studiach nagraniowych Ameryki.
Ostatecznie zostały zarejestrowane w sierpniu 1969 roku.
Album otwierał utwór Whole Lotta Love. Rockowe tornado, o sile i ekspresji, jakiej wcześniej żadnemu zespołowi nie udało się uzyskać. Szczególnie interesującą była poprzedzona znakomitym riffem gitarowym środkowa część kompozycji. Przeszywający głos Roberta Planta błagał w niej o najbardziej cielesny wymiar miłości. Część ta była pozornie abstrakcyjną karuzelą dźwięków, w której dało się słyszeć gwiżdżący pociąg, orgiastyczne odgłosy, wybuch w walcowni stali oraz napalmowy atak lotniczy. Był tam też dziwny, jakby schodzący riff oraz glissando Page’a z echem w tle. Mroczny, hipnotyczny głos Planta przypominał jakąś indo-celtycką mantrę, a wiodący riff Page’a stał się inspiracją dla kolejnych pokoleń metalowców.
Drugą na płycie była świetna piosenka o uwodzeniu i zakazanej miłości What Is And What Should Never Be, stanowiąca celne połączenie uderzającego refrenu z cantami, zahaczającymi o folk i psychodelię. Potem następował The Lemon Song – bluesowa wersja Killing Floor Howlin’ Wolfa ze zmienionymi słowami. Kawałek został nagrany na żywo w studiu, niemal tuż po jego prezentacji na scenie. Jedyną modyfikacją było późniejsze dogranie gitary.
Pierwszą stronę płyty zamykała Thank You, pierwsza piosenka, jaką Plant i Page napisali wspólnie. Ta nieco ckliwa miłosna kompozycja, napisana została przez Roberta dla żony. Kończyła ją mroczna organowa solówka Johna Paula Jones’a, stanowiąca tajemniczy koniec tej części albumu.
Drugą rozpoczynał zmysłowy, energetyczny numer Heartbreaker z wbijającym w siedzenie riffem i świetnym bluesowym solo na gitarze. Opowiadał o kobiecie łamiącej męskie serca. Kończąc się dźwiękowym szaleństwem, przechodził w Living Loving Maid.- piosenkę o nowojorskiej groupie, o której Page tak mówił: to piosenka o zdegenerowanej, starej kobiecie, która rozpaczliwie chce być młoda.
Kolejnym utworem był wykorzystujący tolkienowskie tematy Ramble On. Dominowała w nim siła głosu Planta, a uroku dodawał nostalgiczny sound uzyskany poprzez zastosowanie harmonicznego podkładu.
Wreszcie następował Moby Dick, solowy utwór perkusisty Johna Bonhama, w którym gitarowy riif został zaczerpnięty z The Girl I Love Sleepy Johna Estesa. W wersji koncertowej numer ten stanowił prawdziwy popis tego znakomitego bębniarza i rozrastał się często, zgodnie z duchem tamtych lat, do monstrualnych rozmiarów, dając czas reszcie zespołu na fajkę lub browar.
Płytę zamykała kompozycja Bring It On Home, rozpoczynająca się jak stary blues Sonny’ego Boya Williamsona, z przytłumionym murzyńskim wokalem, przechodząca w eksplodujący typowo zeppelinowym wybuchem potężny surowy biały blues. Zresztą, cały ten album do dziś pozostaje jedną wielką rockową eksplozją.
Na koniec jeszcze tylko esencjonalny fragment opinii Johna McIvera, redaktora Record Collectors, autora książek o muzyce rockowej: Led Zeppelin II pozostaje wspaniałym albumem. Jego zaletami są wielkie dźwięki wydobywane z instrumentów przez Jimmy’ego Page’a, Johna Paula Jonesa i Johna Bonhama, a sposób, w jaki zapełniony został światłem i cieniem jest godny najwyższego podziwu.
![Kolejny parkomat w Tarnowie [ZDJĘCIA] Parkomat ul. Gumniska](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Parkomat-ul.-Gumniska-8-218x150.jpg)


![Groźne zdarzenie na skrzyżowaniu w Tarnowie. Na miejscu pracują służby [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/DSC_6746-218x150.jpg)



![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)













