Greg Lake – wspomnienie

0
Greg Lake – wspomnienie
REKLAMA

Był jednym z najbardziej zasłużonych brytyjskich wykonawców rockowych. 10 listopada obchodziłby 72 urodziny. Niestety, w grudniu minie trzy lata od dnia, w którym ostatecznie pokonał go nowotwór. Dziś, po latach, wracam to tego artysty.

Dzięki Gregowi Lake’owi w dziejach rocka na zawsze pozostaną prawdziwe perełki. Ot, jak Epitaph, które tak przejmująco wyśpiewał na pierwszej płycie zespołu King Crimson, czy choćby piosenka C’est La Vie, skomponowana w latach współpracy z Keithem Emersonem i Carlem Palmerem. Zresztą, kiedy przychodzi mi na myśl debiutancka płyta trio Emerson, Lake & Palmer, to przede wszystkim wracają do mnie kompozycje właśnie Grega – moja ulubiona, piękna Take A Pebble i ta najbardziej znana – z „klasycznym” gitarowym intro artysty – Lucky Man. Czysty, „młody” głos Lake’a zawsze nadawał uroku utworom, podobnie jak jego solidna, a zarazem subtelna gra na gitarze. Przy tym nie mniejsze uznanie wzbudzały jego umiejętności kompozytorskie. Czas jednak na szczyptę chronologii.
Gregory Stuart „Greg” Lake urodził się w angielskim Bournemouth. Tam dorastał i tam też zaczęła się jego muzyczna droga. Na dwunaste urodziny dostał od matki gitarę. Wkrótce potem zaczął brać lekcje u miejscowego nauczyciela, który uczył także Roberta Frippa, późniejszego lidera zespołu King Crimson. Mniej więcej w tym właśnie czasie, czyli około 1961 roku, powstała piosenka, która po latach stała się znana jako Lucky Man.
Do roku 1968 Lake grywał w wielu grupach, takich jak: The Time Checks, Unit Four, The Shame, czy The Shy Limbs. W styczniu 1968 wszedł w skład interesującej formacji The Gods, zastępując w niej Johna Glasscocka, który grał potem w Jethro Tull. Było to już po nagraniu przez grupę pierwszego albumu, zatytułowanego Genesis. W The Gods artysta występował wspólnie z przyszłymi założycielami zespołu Uriah Heep: Kenem Hensley’em (klawisze) i Lee Kerslake’em (perkusja). To właśnie w tej formacji po raz pierwszy doceniono jego umiejętności. Wkrótce potem otrzymał propozycję od Roberta Frippa i zasilił King Crimson.
Zespół ten stał się pierwszym znaczącym bandem Lake’a. Początki były jednak trudne, o czym tak opowiadał: Najpierw Fripp założył zespół Giles, Giles, Fripp w 1968 roku. Nie wiem jak to się stało, ale Fripp miał kontrakt z firmą Decca. Byli najbardziej obrzydliwą grupą, jaką można sobie wyobrazić. Ubierali się jak kaleki i grali śmieszne piosenki. Decca chciała, aby zespół i jego repertuar był bardziej możliwy do prezentowania. Robert zadzwonił do mnie. Byłem jedynym wokalistą, jakiego znał. Zgodziłem się, gdyż dowiedziałem się o tym kontrakcie. Fripp jednak chciał, abym grał też na basie, przynajmniej na jednym albumie. Musiałem się tego nauczyć.
Lake grał i śpiewał w King Crimson przez niespełna półtora roku, począwszy od stycznia 1969. Z zespołem nagrał dwa albumy: In The Court Of The Crimson King (1969) oraz In The Wake of Poseidon (1970). Obie płyty należą dziś do rockowej klasyki.
W 1970 roku, już jako członek trio Emerson, Lake & Palmer, nagrał kolejną znaczącą płytę, będącą debiutem grupy. Album ten, podobnie jak In The Court Of The Crimson King, został zaliczony do kanonu muzyki rockowej.
Z Keithem Emersonem i Carlem Palmerem nagrał jeszcze kilka znaczących albumów. W zespole tym to właśnie Greg Lake był moim ulubionym muzykiem, a było to w czasach, gdy muzyka rockowa przeżywała swój wielki rozkwit.
W XXI wieku jest inaczej, a sam artysta tak to skomentował: Wydaje mi się, że dziś otrzymujesz produkt rockowy, a nie muzykę. Być może muzyka, którą słyszę dziś jest lepiej wyprodukowana, ale mniej znacząca. W latach 70-tych był pewien poziom artystyczny, byli Emerson, Lake & Palmer, którzy grali inaczej niż Pink Floyd i The Who. Każdy zespół dawał inne kolory. Teraz, za sprawą mediów, wszystko zaczyna być pchane w jednym kierunku.
Na początku lat 80. Lake występował wspólnie z Garym Moorem, potem, przez jakiś czas, grał z zespołem Asia, choć jak twierdził było to granie zbyt popowe. W lipcu 2010 roku podczas londyńskiej imprezy High Voltage Festival trio Emerson, Lake & Palmer dało koncert ku uciesze sporej rzeszy fanów. Wcześniej, w ramach przygotowania do wspomnianego festiwalu, Greg Lake w duecie z Keithem Emersonem odbył trasę koncertową po Ameryce Północnej. Dziś żadnego z nich nie ma już wśród nas. Po prostu… c’est la vie.
Podsumowując. Jestem przekonany, że gdyby Grage Lake zostawił po sobie wkład w powstanie tylko i wyłącznie dwóch albumów w historii rocka, czyli znakomitych debiutanckich płyt zespołów King Crimson oraz Emerson Lake & Palmer, to i tak miałby zapewnione miejsce w rockowym panteonie.

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze