Zawsze lubiłem nagrania Mayalla, tak było nawet w moich szkolnych czasach, kiedy to Led Zeppelin, Deep Purple czy Black Sabbath wyznaczali kierunek moich muzycznych fascynacji. Dziś szczególnie bliskie są mi płyty Mayalla z jego pierwszego okresu działalności, a już zwłaszcza z lat 1968‑1971. Z tego okresu mam jego wszystkie krążki, na czele z koncertowym The Turning Point, który należy do grona moich albumów wszech czasów.
W 1969 roku The Turning Point był blisko pierwszej dziesiątki najlepiej sprzedawanych płyt na Wyspach. Jak widać, w tym upodobaniu nie jestem więc specjalnie oryginalny. Jednakowoż, mimo że inne – jak to kiedyś określano – longplaye artysty były stawiane nieco wyżej, zwłaszcza przez znawców tematu, to z czystym sumieniem każdemu mógłbym polecić właśnie to wydawnictwo, które dziś można by określić płytą unplugged. To znakomita lekcja bluesa, wspaniała kreacja i klimatów, i emocji, to także popis – będącego w znakomitej formie – Jubilata, co słychać zwłaszcza w kawałku Room To Move (porywające solo na harmonijce ustnej). O The Turning Point jej twórca tak się wyraził po latach: to był interesujący eksperyment, wiele się wtedy nauczyłem na temat dynamiki. Skromny człowiek, a przecież najzwyczajniej jest postacią wybitną, nie bez przyczyny uhonorowaną w 2005 roku Orderem Imperium Brytyjskiego.
John Mayall pierwsze swoje kapele prowadził w Manchesterze. Do przeniesienia się z tego miasta namówił go Alexis Korner (to jemu jubilat przypisywał tytuł ojca chrzestnego białego bluesa). Za jego sprawą Mayall zaczął grywać w londyńskich klubach, w których brzmiał – mało znany wówczas – blues. Obok Alexisa Kornera i Grahama Bonda stał się najbardziej znanym popularyzatorem tego rodzaju muzyki na Wyspach. Z czasem jednak przerósł pozostałych i sławą, i dokonaniami.
Mayall zawsze żywił wielki szacunek dla ciemnoskórych bluesmenów. Uważał ich za godnych naśladowania, z ich muzycznych dokonań czerpał inspiracje, a słuchając ich i podpatrując – doskonalił technikę. Na płycie Blues For The Lost Days znalazł się utwór zatytułowany All Those Heroes. Mayall śpiewa w nim o muzykach, którzy sprawili, że blues stał się jego życiową pasją. Wśród tych bohaterów znaleźli się Blind Lemon Jefferson, Blind Boy Fuller, Big Bill Broonzy, Muddy Waters oraz Howlin Wolf. Artysta bardzo cenił również wielu innych twórców, wypada tu wymienić choćby J.B. Lenoire’a, któremu poświęcił znakomity kawałek I’m Gonna Fight For You J.B.
Debiut płytowy Mayalla miał miejsce 48 lat temu. Krążek nosił tytuł John Mayall Plays John Mayall. W tym też czasie sformowana została legendarna grupa Bluesbreakers, która w różnych konfiguracjach osobowych towarzyszy (z przerwami) Mayallowi do dzisiaj. Przez Bluesbreakers przewinęło się wielu znakomitych muzyków. Podobnie ma się rzecz z płytami, przy powstawaniu których na przestrzeni lat towarzyszyła Mayallowi cała plejada artystów. Trzeba powiedzieć, że Mayall miał dobrą rękę do muzyków. Pod jego okiem rozwijał się talent takich muzyków, jak: John McViei Mick Fleetwood z późniejszej formacji Fleetwood Mac. U Mayalla terminowali: znakomity gitarzysta Peter Green (potem przez jakiś czas również związany z Fleetwood Mac), basista Jack Bruce czy choćby niewymagający rekomendacji Eric Clapton. Z Mayallem nagrywali i występowali: perkusiści Aynslay Dunbar, John Hiseman, Keef Hartley, saksofoniści Dick Heckstall‑Smith i Johnny Almond. A ponadto: basista Steve Thompson, gitarzyści Jon Mark i Mick Taylor, a także znakomity skrzypek Don „Sugarcane” Harris. Wcale nie jest przesadą stwierdzenie, że gdyby tylko tym znanym, grającym z Mayallem muzykom poświęcić książkę, powstałoby z tego opasłe tomiszcze. Nie ma wśród żyjących białych muzyków bluesowych takiego, który wychowałby tylu nie tylko znakomitych warsztatowo, ale przy tym popularnych muzyków.
Nie licząc kompilacji i bootlegów, dorobek płytowy Mayalla jest bardzo pokaźny. Wiele jego płyt to klasyczne pozycje w historii gatunku, a uczą się na nich kolejne pokolenia amatorów bluesa.
W sierpniu artysta wystąpił podczas Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty, ale już w lutym przyszłego roku będziemy mogli go oklaskiwać ponownie. W ramach swojej jubileuszowej trasy 8 lutego wystąpi w warszawskim Klubie Stodoła, a dzień później w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu. Warto będzie tego legendarnego artystę zobaczyć, bo choć każdy fan życzy mu stu lat, to, mimo wszystko, trzeba być realistą.
Jubilat John Mayall
REKLAMA
REKLAMA
![Utrudnienia w ruchu przy tarnowskim sądzie [ZDJĘCIA] Utrudnienia na ul. Dąbrowskiego](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Utrudnienia-ul.-Dabrowskiego-4-218x150.jpg)



![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)

















