Tadeusz Woźniak – wspomnienie

0
fonograf-TADEUSZ WOŹNIAK - Sala Lustrzana 2016
REKLAMA

Odszedł w minionym tygodniu pozostawiając żal w sercach ludzi, którym jego utwory, na czele z ponadczasowym Zegarmistrzem światła, towarzyszyły od wczesnej młodości. Dziś, w charakterze wspomnienia, fragmenty wywiadu z legendarnym bardem sprzed ośmiu lat.

Tytułem wprowadzenia chciałbym wspomnieć, że tamten wywiad powstał na kanwie rozmowy, jaka miała miejsce w moim sobotnim programie radiowym Fonograf, emitowanym przez RDN Małopolska. Podczas programu przekonałem się, że artysta dużego formatu może być osobą skromną, pełną życzliwego dystansu zarówno do świata, jak i do siebie samego.

Zatem… z głębokim westchnieniem przechodzę do wybranych fragmentów tamtego wywiadu.

REKLAMA (2)

W roku 1966, jako 19-latek, dokonał Pan z zespołem Dzikusy pierwszych nagrań radiowych, potem były występy na Famie w Świnoujściu, a w 1968 roku na Festiwalu w Opolu sukces dzięki balladzie Hej, Hanno. Wydawać by się mogło, że mimo tak młodego wieku nie stracił Pan życiowej równowagi.

Oj, straciłem. Tylko nie wszyscy o tym wiedzą. Człowiek w zasadzie nie jest przygotowany na to, żeby być rozpoznawanym na ulicy. Rzadko kto to wytrzymuje, nawet w wieku dojrzałym. Krótko mówiąc trzeba się nauczyć z tym żyć i znaleźć kontakt z rzeczywistością, bo każdemu na chwilę odbija.

To znaczy, że nastąpiło zachwianie?

Naturalnie, każdy to miewa. Nie znam nikogo, kto wszedł do publicznej sfery artystycznej, a nie musiał przez to przejść.

W latach 70. stał się Pan twórcą, którego piosenki trafiły pod „młodzieżowe strzechy”. Pamiętam jak z moimi rówieśnikami na rajdach czy prywatkach śpiewaliśmy Smak i zapach pomarańczy, albo Zanosi się na noc. Jak Pan odbierał tę popularność?

Najlepiej radzę sobie z tym w tej chwili. Kiedy idę przy murach zamkowych, po krakowskich plantach lub innych miejscach, w których spotykam ludzi grających na gitarach z obok leżącym kapeluszem czy futerałem, i kiedy słyszę swoje piosenki – to lubię tak postać sobie incognito i posłuchać kolejnej wersji.

Podczas niemal 20-letniej nieobecności na estradzie, pańska muzyka była obecna na scenach teatralnych. Był teatr w Wałbrzychu, Płocku, również w Tarnowie.

Tak. Kilka lat temu oprawiałem muzyką Moralność pani Dulskiej reżyserowaną przez Krzysztofa Miklaszewskiego w tarnowskim teatrze. Wiele sztuk oprawiałem również w Warszawie, Krakowie, Gdańsku, czy Poznaniu. Właściwie pracowałem w większości teatrów w Polsce.

Tak więc scena teatralna to bliska panu przestrzeń, skąd to się wzięło?

REKLAMA (3)

Teraz pozostało mi tylko jakieś fantastyczne wspomnienie, ale – jako młody chłopiec – od czwartej klasy chodziłem w Warszawie do szkoły baletowej, czyli, krótko mówiąc, przez kilka lat kształciłem się na tancerza. W tym czasie byliśmy wynajmowani przez teatry warszawskie do specjalnych zadań w bajkach lub innych przedstawieniach, w których albo tańczyliśmy, albo statystowaliśmy jako dzieci. Brałem w tych przedsięwzięciach udział i to mi zostało. Każda okazja zetknięcia się z teatrem i każda możliwość powrotu do tamtego klimatu z dzieciństwa są dla mnie fantastyczne.

Piosenki zarejestrowane w 1972 roku na pańskiej debiutanckiej płycie, ale także piosenki z drugiego albumu to niemal w całości efekt pracy spółki Tadeusz Woźniak – Bogdan Chorążuk. Ta współpraca trwa do dzisiaj, jak to się udało?

To się udało przede wszystkim dlatego, że Chorążuk to twórca oryginalny. Jak wiadomo muzykę można pisać w różnych stylach i często po śladach nut można rozpoznać autora. Tak samo jest w tekście. Chorążuk pisał całkiem inaczej niż inni i w związku z tym mogłem korzystać z pewnego przywileju czerpania z tej oryginalności oraz bycia tym jedynym w tej estetyce. Tylko on, i to w zasadzie do dzisiaj, jest tak rozpoznawalny.

Wspominałem już Panów piosenkę Zanosi się na noc, ponoć jest z nią związana pewna anegdotka.

Dla mnie to bardzo miła anegdotka. Kiedyś, przy okazji spotkania towarzyskiego, Ela Adamiak i Andrzej Poniedzielski, którzy już dziesiątki lat spędzili ze sobą i mają dwoje bliźniaków, zwierzyli się, że piosenka ta towarzyszyła im w akcie twórczym.

Co by Pan powiedział młodym ludziom, którzy chcą się wypowiadać o świecie poprzez muzykę?

Nie mam mentalności mentora, który daje sobie prawo do pouczania innych, ale jednego jestem pewien i to zawsze mogę powiedzieć: najważniejszą rzeczą w spełnianiu się na co dzień to być sobą. Nie dać się ciśnieniu mediów i ciśnieniu popularności, bo wtedy zawsze będzie się chodzić w nie swoich butach, a kariery będą iluzoryczne i powierzchowne. Trzeba się trzymać siebie. Tego jestem pewien i wszystkim młodym ludziom tego życzę.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze